piątek, 14 grudnia 2012

sobota, 8 grudnia 2012

Kicia Kocia

Kicia Kocia, Rysia, Dzidzia, Kota-Palikota... Kot o dwóch osobowościach.
W domu- demon zabawy, nie-przytulak, niezależny bandyta. Do Meli nie podchodzi. Mela skutecznie nauczyła wszystkie kotki, że do niej podchodzić nie wolno. Melę kot oszczędza.
Z Badim bardzo się kochają często razem śpią, ale generalnie roznoszą dom. Zabawy polegają na gonitwach wzajemnych i atakach pozorowanych (przez Badiego) i prawdziwych  w wykonaniu Dzidzi.
Kot podczas ucieczek wrzeszczy, podczas dotykania go przez psa- miauczy. Po chwili kot goni psa.
Oczywiście podczas ucieczek suną ślizgiem, przewracają się i kotłują. Momentami psychicznie siadam.
Boję się, że robią sobie krzywdę.
W szale zabawy rzuca się na kapcie, nogi i ręce. Nie bawię się z nią przy użyciu palców. Stosujemy wszelkie zabawki, zwykle najprostsze- sznurki, papierki, światełka, piłeczki.  W szle zabawy i tak się rzuca i gryzie, po chwili jej przechodzi.
Pozytywy?
Pięknie korzysta z kuwety.
Oszczędza firanki.
Używa drapaka.

W pracy- zupełnie inne zachowania. Kicia przychodzi na kolana(ale tylko do mnie). Prawdopodobnie boi się zastrzyków i nieprzyjemności związanych z chorowaniem. Czuje się tam w miarę swobodnie, ale głównie śpi- jak to kot. Interesuje się innymi zwierzętami. Do kotów podchodzi ostrożnie, ale jest bardzo nimi zainteresowana. Przychodzące duże psy uważnie obserwuje i nie życzy sobie, by podchodziły, małe psy toleruje. Oczywiście powiększa swoją objętość, ale daje się obwąchać i odchodzi. Jeszcze nie widziałam, by zaatakowała.
Czytam mnóstwo informacji na temat wychowywania kotów i zdaje się, niewiele mogę zrobić. Czas pokaże kim będzie. Nie wiem czy u mnie zostanie, bo mam podstawy by twierdzić, że zaczyna się u mnie rzut alergii na kota. Alertec dziś pomógł. Ale czy to przez kota? Kilka lat temu tak reagowałam, na persy w pracy kicham i prycham, a od trzech dni mnie dusi....

...poczekamy zobaczymy...
O kotach nie wiem nic...chętnie się dowiem....




czwartek, 22 listopada 2012

po zabiegu

Rysia dość szybko wybudziła się z narkozy. Wczoraj była troszkę obolała i rozdrażniona, ale już jest dobrze.  Opanowała chodzenie w kołnierzu zabezpieczającym szwy, nauczyła się w nim skakać. Głównie odpoczywa. Dużo pije i ładnie je. Pozwala naświetlać ranę lampą Bioptron Zepter.
Psy wspaniałomyślnie nie przeszkadzają jej w egzystencji i nie chcą lizać rany.

Rankiem patrzę, a kotka na ulubionym maminym fotelu. Pytam, czy chciała wejść.
- Nie, siedziała u mnie na kolanach- odpowiada Wanda
-Dopominała się?
-Nieee....ale tak siedziała i patrzyła, to ją wzięłam- odpowiedziała Wanda "która nie lubi kotów".

Gdyby kicią nie interesował się bardzo poważnie pewien pan ginekolog z Łodzi, to kto wie...może by została u nas?

wtorek, 20 listopada 2012

Rysia

Dziś przyniosłam z pracy kolejnego kotka- kotkę Rysię. rysia- to było pierwsze skojarzenie po obejrzeniu jej. Klasyczny przypadek. Przyniósł ja pan, który znalazł kotka i nie może go zatrzymać. Zastrzegał, żeby kicia trafiła do domu bez ogrodu , bo jak na jego gust jest zbyt śmiała i energiczna, co mogłoby się źle skończyć.
Mam na wieść rzekła tonem surowym: "Zgoda, ale tylko na kilka dni u nas, a jak jej nie oddasz, to pakuję psy, kota...itd, itd".
Rysia jest dokładnie taka, jak pan opisywał i gdybym nie znała go kilka lat to pomyślałabym, że to jego osobisty kot, bo tak się troszczy o jego przyszłość. Kotka jest kochana, chodzi za ludźmi jak pies i już pokochała maminy fotel i Badzika.
A mama?
No cóż, na jej widok powiedziała" O , jaka ładna!"
Już teraz wiadomo, że pobyt Rysi przedłuży się u nas do dni kilkunastu. Kicia ma przepuklinę pourazową, którą pilnie trzeba zoperować. Oczywiście nasz kochany doktor Witek wziął zabieg i koszt na siebie, za co go wszyscy kochamy (bo oczywiście twierdzi, że kotów nie lubi he, he...).


{Pozdrawiamy bardzo serdecznie.

Pusia trzy tygodnie temu znalazła nowy domek. Jest łobuziarą, ale dogaduje się z drugim kotem i wszyscy żyją szczęśliwie!


sobota, 20 października 2012

Odwiedziny

W środę odwiedziła nas Pusia. Chcieliśmy zobaczyć jak radzi sobie z psami. Jak sobie radzi? Zero strachu. Noclegiem u nas była zachwycona.


Prywatny opiekun Badi i pupkę umył i zapewnił rozrywkę na długie godziny. Pusia nadal nie może znaleźć domu, ale chyba podświadomie nie chcemy jej oddać. Jest przesłodka i pełna energii.
Wprawdzie z kupą do kuwety trafia raptem od dwóch dni...damy radę.  Nie ociera się o przedmioty i ręce jak inne koty, jednak pieszczoty lubi i sama pcha się na ręce. Obce jej jest wspinanie. Wybiera podłogę. Ufna i kochana. Podobno ma zadatki na kota do felinoterapii. Nie wiem, nie jestem ekspertem od kotów.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni znalazłam domu dwóm kolejnym kotom. Nawet nie zdążyłam zrobić im fotki...

Na urlopie było świetnie. Psy nie tęskniły, bo miały siebie. stado wszak jest najważniejsze. Badzik zacieśnił więzy z mamą. Lubi jej towarzyszyć w codziennych czynnościach i w wieczornym zasypianiu w łóżku. A ja..no cóż, poznałam większość psów w okolicy i podglądałam lokalnych fryzjerów przy pracy. Odpoczęłam.

czwartek, 11 października 2012

Kotka Pusia




Nie wspominałam jeszcze o naszym nowym lecznicowym kotku. Oto KOTKA PUSIA. Kotkę przyniósł pięć tygodni temu pewien pan. Ktoś podrzucił mu na balkon maleńką istotkę z ledwo otwartymi oczkami. Przyniósł ją do uśpienia....
Nie nam go oceniać, faktem jest, że Kasia postanowiła dać jej szansę. Kicia wymagała karmienia butelką, masowania brzuszka i wszystkich zabiegów jakie przysługują małym oseskom.
Dziś kicia ma prawie siedem tygodni. Je samodzielnie i nawet "prawie ogarnia kuwetę", chociaż różnie z tym bywa. Nie wiemy jeszcze, czy będziemy szukali dla niej domu. Prawdopodobnie zostanie w przychodni. Czuje się tam świetnie. Jedyne co mnie martwi, to dwie sprawy: nie boi się niczego (w tym psów, co w przychodni może skończyć się źle) oraz jest rozpieszczona, wychowana bez mamy i rokuje na złośliwego zwierza. Już teraz sprzeciwia się różnym naszym pomysłom,np. zamknięciu w pokoju socjalnym, zabawom, gdy nie ma ochoty i obcinaniu pazurków.
Wieczory spędza Pusia u doktor Kasi w domu....

środa, 10 października 2012

czwartek, 6 września 2012

Stres

Jutrzejszej nocy wyjeżdżam na dwa tygodnie do sanatorium. Bez zwierzaków. Stres wielki. Pierwszy raz od wielu  wielu lat wyjeżdżam tak daleko. Psiaki dla ich dobra zostają, chociaż była możliwość zabrania chociaż jednego stwora. Dwa tygodnie. Nie umiem odpoczywać, będę się martwić i zwalczać wyrzuty sumienia. Z psami zostanie mama. Pewnie sobie poradzi, ale jest to jednak spory obowiązek.  Będzie mi brakowało ciepłych łapek Badzika przy mojej głowie i ciepłego brzuszka Meli pod kołdrą.

wtorek, 4 września 2012

Pusto i radośnie zarazem

bo Pepsi znalazła nowy dom. Ma duży dom z ogrodem, towarzysza kooota i dwa psiaki. Ma też zapewnione bardzo konkretne leczenie chorego oczka, co mnie cieszy najbardziej. Imię Pepsi tez zostało. Nie była zbyt zadowolona ze szczepień, które jej dziś zafundowaliśmy. Smutno mi troszeczkę, ale będzie miała bardzo dobrze.

Troszkę smutno, po południu zadzwoniła nowa właścicielka. Imię zostaje. Pepsi zajęła już swój ulubiony fotel, zaakceptowała psy, z kotem pójdzie troszkę gorzej, ale potrzeba czasu. Najbardziej zaskoczyła mnie "nie lubiąca kotów" mama, która ze smutkiem powiedziała: "Wiesz, kicia już się u nas zadomowiła i mam wątpliwość, czy gdziekolwiek będzie jej tak dobrze jak u nas". Opadła mi szczęka. Kiedyś będziemy miały kota. Kiedyś. Pepsi wiele mnie nauczyła o życiu kotów i będę długo o niej pamiętała. Wszystkiego dobrego kiciaku!

poniedziałek, 3 września 2012

czekam i czekam....

...na dom adopcyjny i nic.
Ogłoszone, plakatowane i bardzo duża kocia konkurencja. Dziś dowiedziałam się, że tego samego dnia, w którym znalazłam Pepsi, na tej samej ulicy znaleziono takąż kotkę, pepsowato-białą. Wygląda na to, ze ktoś chodził i "rozrzucał" miot.
Pepsi po tygodniu nieźle przytyła. Jej dzień wygląda następująco. Pobudka przed szóstą i zabawa w ganianie wszystkiego co się rusza lub wydaje się ruszać. Jedzonko, kupkanie, picie.
Wypatrzywszy torbę transportową wyczekuje wyjścia, wychodzimy do pracy, po ośmiu godzinach wracamy do domu.
Co ciekawe, w pracy głównie przesypia czas. Przecież go nie traci, o nie! Sypia na swoim ulubionym fotelu lub w szafce pod zlewem. Od czasu do czasu idzie na stół zjeść co nieco (miski zarówno w domu jak i w przychodni są zainstalowane na wysokościach, żeby psy nie zjadły zawartości), po czym bacznie przypatruje się pracy lekarzy. Gdyby nie nasze wołania od czasu do czasu, nikt nie wiedziałby o istnieniu tego kota. Oczywiście Pepsi z dnia na dzień poszerza rewir swoich węchowych penetracji.  Dziś była w poczekalni ku uciesze pacjentów. Obawiam się, że nie chcą oni domu dla kici, bo lubią jej obecność w tym nieprzyjemnym dla zwierzaków miejscu. Odwiedzających kociczkę jest wielu.
Próbujemy różnych trików. Padają nawet propozycje promocji. Do każdej zakupionej karmy dla kota proponujemy kotkę gratis. Również do tabletek na odrobaczenie i do preparatu na pchły.
Pepsi psom się nie narzuca, również przed nimi nie ucieka. Węszy i patrzy. I nigdy nie miauczy. Nigdy. Płakała tylko w chwili znalezienia. Ciągle mruczy.
W domu? Grandzi. Biega, szaleje, skacze po meblach, siedziała nawet na czubku  palmy. Zaciągnęła już firanki (będzie pretekst do kupna nowych hehe) i kradnie mi bobinki od mulin. I wynosi. Bawi się wszystkim. Najwięcej czasu spędza w pobliżu mojej mamy, która jej zwyczajnie nie lubi. Pepsi jest tez pretendentką do zajęcia miejsca na maminym fotelu. Wszystko wskazuje na to, że chciałaby zostać na stałe.
Oko goi się. Źrenica robi się coraz większa. Wpuszczana kropli kicia już nie lubi. Obcinanie paznokci przebiegało dziś przy baaardzo specyficznych dźwiękach zapewne oznaczających coś w stylu: spadaj babo!Gryzienia nie było. To dobry znak.
Śmieszna jest, chociaż na zdjęciach wygląda groźnie. Uwielbia spać na rękach do góry brzuchem. W stałym domu miałaby jednak lepiej....bo czy słyszał ktoś o kocie, który chodzi codziennie do pracy?



sobota, 25 sierpnia 2012

Pepsej

Wczorajszy poranek należał do udanych. Całą noc lało jak z cebra. Spałam dobrze i chociaż nie chciało się wstać z łóżka, bo sobota i deszcz- poszłam do pracy. Około 50 metrów od celu do moich uszu doszło przeraźliwe miauczenie. W tujach siedział zmoknięty niczym przysłowiowa kura mały kotek. Na słodkie "kici" wpakował się w moje ramiona i zatargałam go do pracy. Tak, znów- odpowiedziałam koleżance-kociarze. Tym razem samodzielnie określiłam płeć ( zaczynam się wdrażać), wysuszyłam biedaczkę, nakarmiłam i jest. Doktor powiedział, że "jest to wyjątkowo bezstresowy kot". Faktycznie, nie da się nie zauważyć, że kociczka niczego się nie boi. Śmiało idzie za każdym, zwiedza wszystko, jest wyjątkowo aktywna.
Właściwie nie odstępuje człowieka na krok. Wczorajszy dzień spędziła na mruczeniu i nieustannym deptaniu. Jest szczęśliwym kotkiem?
W sensie psychicznym- na pewno. Jeśli chodzi o zdrowie- zobaczymy. Kici, nazwałam ją Pepsej (żeby nie było afery o nieuprawnione używanie zastrzeżonego znaku) od koloru jej futerka. Nie jest czarna, nie jest tez brązowa. Brązowe ma poduszeczki łapek.
Jest zadbanym kotkiem, tylko ten wrzód na rogówce....Leczę. Wpuszczam kropelki, zobaczymy.  Jedno z oczek odbiega od normy.


Wczoraj bała się psów i pokazywała im pazury, dziś od rana jest fantastycznie. Całą gromada spaliśmy w jednym łóżku, co może nie było higieniczne, ale przynajmniej było miło.

Oczywiście mała aktywnie korzysta z komputera.

Pewna pani zamówiła do adopcji czarną kotkę, ale w duchu mam nadzieję, że może nie będzie jej chciała jeszcze przez jakiś czas. Bo nie czarna i to oczko.....Z drugiej strony...zobaczymy. Chyba nadal nie jestem gotowa,

wtorek, 14 sierpnia 2012

Adopcja

Sleepek znalazł nowy dom. Nie każdemu ten dom się podoba, ale trudno. Teraz będzie gorzka prawda o adopcjach. Sleepek trafił do domu, w którym są dwa koty i pies. Byłam i widziałam. Zwierzaki ekstremalnie zadbane, piękne, wysterylizowane. Dwie kuwety, miski z pokarmem i wodą. Pani bardzo świadoma, co do dobrostanu zwierząt. W kamienicy obok przychodnia weterynaryjna. Pani wiele lat była hodowczynią psów oraz fryzjerką.  I ZONK. Niektórym się nie spodobała ta adopcja. Bo? Bo pani zagląda d kieliszka, a w bardzo starej kamienicy jest piec. I grzyb w pewnym miejscu na ścianie, bo mieszkanie na ciemnym parterze.
Jak ja mogłam oddać kota w takie warunki!!!! No jasne.  Miałam szukać willi z basenem, albo domu u jakiegoś artysty, żeby kot był celebrytą. Oglądając od lat historie adopcji zwierzaków dochodzę do wniosku, że większość instytucji aranżujących adopcje zwariowała. Wymagania rosną. Znam wiele osób, którym odmówiono adopcji, bo komuś się wydawało, że nie spełni warunków. Do dzieci - nie, do starszej osoby- nie, to tylko przykłady. Coraz wyższe wymagania powodują, że coraz mniej osób, które chciałyby psa/kota  z tymczasu, po prostu ich nie dostaje, co więcej- zniechęca się i w rezultacie nie ma zwierzaka. Tak być nie może.
Koty u Pani A.  są grubo starsze i nie są chore. Karma też nie jest z najniższej półki, powiedziałabym, ze z ciut wyższej nawet. Ale ten alkohol.... Tak jakby mały kotek miał też zaglądać z pańcią do kielicha...
Pani dzwoni do mnie codziennie. Jestem na bieżąco z kupą, spaniem, korzystaniem z kuwety i zabawami z pozostałymi zwierzakami. Kocio ma na imię Viki.
Kolejna udana adopcja. Jeszcze troszkę i będzie Azyl u ciotki Agaty.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Ja kcem kota!!!!!!!!





Zdecydowałam- kiedyś będę mieszkała z kotem. Kiedyś, jak będę starsza (khem...). Zafascynowałam się. Przepraszam za wszystko złe, co myślałam o kociarzach. Zwariowałam, niemniej jednak Sleepek we wtorek się wyprowadza.

wtorek, 7 sierpnia 2012

Nowy kotek

Od wczoraj jest z nami mały kocurek. Kolejna ofiara wakacji. Podrzucony do ogródka. Bez pcheł, pasożytów. Z koszmarnym kocim katarem. Objęty został szczególną opieką. W ciągu dnia chodzi do mnie do pracy, do przychodni. Dostaje zastrzyki, karmimy, zakraplamy oczy. Wieczorem wracamy do domu. Kicha, rzęzi., lecą mu gluty z nosa. dziś wygląda lepiej niż wczoraj- jego oczy nie przypominają już dojrzałych wiśni, ale za to ma biegunkę.  Nie wiemy wszak co jadł wcześniej. Według mnie- ciągnął maminego cyca i nie był dokarmiany czymkolwiek. Nie potrafię inaczej wytłumaczyć jego sterczących kości i szukania sutków nawet u obcych psów.
Meli jego obecność zwisa, o ile do niej nie podchodzi.
Badi jest zachwycony. Pilnuje, pielęgnuje i przytula. Śpią razem. Dobrze, że koci katar nie jest groźny dla psów.
Kotek został nazwany Sleepek. ciągle śpi i ma białą łatę na brzuchu w kształcie majtek. Właściwie chcieliśmy nazwać go String, ale Sleepek brzmi lepiej.
Kocio nie boi się żadnych psów (dziś uczestniczył aktywnie w strzyżeniu sznaucera olbrzyma), odważnie zwiedza pomieszczenia. Jakby wszystkiego było mało- dziś zaliczył też wpadnięcie do wiadra  z wodą i środkiem do dezynfekcji. Jak śliwka w kompot, później płukanie i suszenie. Oj, będzie miał chłopak barwne życie.
SZUKA NOWEGO DOMU!!!

czwartek, 26 lipca 2012

Grandzia już następnego dnia znalazła nowy dom. Wzięli ją państwo, którzy stracili poprzedniego kota. Zadowoleni, uśmiechnięci, szczęśliwi.
Ta mała kruszynka sprawiła, że inaczej "paczę" na koty. Kto wie, może kiedyś....


wtorek, 24 lipca 2012

Grandzia

Oto Grandzia, którą dziś rano w drodze do pracy ściągnęłam z krzaków przy ruchliwej ulicy. Mała ma około osiem tygodni, czyste futerko, czyste uszy bez pasożytów, duży apetyt i umie korzystać z kuwety. Nie boi się psów, cały dzień spędziła ze mną w lecznicy. Grandzia oczywiście grandzi.


Szukam dla niej nowego domu, bo z nami zostać nie może.

Nad jeziorem

Nad jeziorem było fajnie. Piękna działka w lesie, ogrodzony teren. Szaleństwa. Bieganie, obszczekiwanie wszystkich intruzów, polowanie na żaby i motyle. Badi wreszcie przekonał się do zbiorników wodnych, jednak wyłącznie w koniecznym zakresie. Konieczny zakres- wejść na głębokość pozwalającą na wyjęcie badyla do aportowania. Technika wyjmowania badyla z wody? Dowolna, byleby nie zamoczyć pyska- najlepiej przy pomocy sprytnej zwinnej łapy uderzać badylek i przybliżać go coraz bliżej brzegu jeziora. Kiedy badylek jest na brzegu-pochwycić i przynieść. Da się bez zamaczania? Da się!




 Co innego Mela- tym razem sama wchodziła do wody i pływała mimo, że nie było wcale upalnie. Później obowiązkowe panierkowanie.


P.S. Mela przedłużyła swój pobyt nad jeziorem o kolejnych kilka dni.

niedziela, 15 lipca 2012

Jak zdrówko?

W związku z przypadłością Badiego, której za chorobę nie uznano postanowiłam, że będę psom gotować! W ciągu tego czasu, który minął od otrzymania badan stwierdzam co następuje- Badiemu najlepiej służy jedzenie gotowane, przyrządzone przez pańcię. Przytył do siedmiu kilogramów dwieście, zniknęły sterczące kości, zdecydowanie poprawił się włos. Staram się urozmaicać dietę. żeby nie wiem jaka kto karmę reklamował zasada jest chyba taka jak w kosmetyce- nie każdy specyfik dla każdego.
Właśnie wróciliśmy z hodowli Szwajcaria Chodzieska, gdzie usłyszałam, że pies jest w świetnej kondycji i jest dobrze utrzymany. To miłe. Typ też podobno niezły, ale to już nie moja zasługa, tylko jego  rodziców.


Od lewej(góra) mama Badzika- Zulejka, Ginger, Lusi
dół- Gucio, Mimi (młodsza ciotka Badzika), Badi i Diego, słowem- prawie Rodzinka.

Rodzice Badiego czyli   ZULEJKA Bravo Gerda oraz GERALT King's Dog zostali przebadani genetycznie pod kątem Episodic Falling (epizodyczne upadanie) i Curly Coat & Dry Eye Syndrom (Syndrom kręconej sierści i suchego oka),MVD (niedomykalność zastawki mitralnej) oraz PL (wywichnięcia rzepki). Oba psy są wolne od tych chorób. I uprzejmie proszę odpieprzyć się od hodowców i odszczekać wszystko to, co namąciliście w tym temacie za ich i moimi plecami. 

poniedziałek, 2 lipca 2012

Sławek

Od ponad roku na spacerach spotykamy Pana Sławka, cierpiącego na chorobę psychiczną. Pan Sławek, dla mnie po prostu Sławek- jest szczęśliwym dzieckiem natury. Przebywanie z psami daje mu dużo radości. Dzięki psom Sławek może nawiązywać swobodne relacje z ludźmi. Są dni fajne i bardzo trudne. Z Badim i Melą (która go akceptuje), życie staje się łatwiejsze...



niedziela, 24 czerwca 2012

cd

Kolejne wieści od lekarza, który jak do tej pory jest dla mnie wielkim autorytetem. Jest dociekliwy, skromny i twierdzi, że uczy się cały czas. Zadzwonił do mnie w sprawie omówienia wyników. Powiedział, jak wszyscy do tej pory, że wyniki są dziwne, ale nie będzie ryzykował jakiegokolwiek leczenia. Póki co wstrzymałby się z robieniem innych badań. Według doktora Badzik jest cavalierowym odpowiednikiem owczarków niemieckich, które maja w młodym wieku podobne objawy- są szczupłe, jedzą mało, sporadycznie mają zaburzenia jelitowe. W związku z tym proponuje zacząć od spraw najprostszych- od zmiany karmy a po dwóch miesiącach powtórzyć wyniki. Jutro zamawiam Meradog. Zobaczymy.
Badzik tryska energią, ostatnio odkrył dobrodziejstwa ringo.
Doktor nie omieszkał zapytać o zdrowie Meli. Mela po ostatnich wilgotnych dniach nie używa nóżki.
Widzę duże zmiany w jej zachowaniu- na niekorzyść. Krótko mówiąc zrobiła się upierdliwym Yorkshire TRROREM i chwilami mam dosyć jej wymuszeń, fochów i dziwactw.


Tylko Zmora jest psem"którego nie ma". Gdyby nie odwiedzający nas goście nie wiedziałabym, że istnieje.

piątek, 15 czerwca 2012

Zagadka

Badziulski waży 6,800. Jest pod czujnym okiem weterynarzy po tym, jak w jego krwi pojawiły się pewne dziwne nieprawidłowości niezwiązane z jakąkolwiek poważną chorobą. Ma mocno podwyższony poziom żelaza, ale próby wątrobowe i trzustkowe w normie. Delikatni podwyższona glukoza, ale fruktozamina, która może świadczyć o chorobie trzustki, cukrzycy- w najlepszym porządku. Są też ślady bilirubiny w moczu, ale bilirubiny nie ma we krwi.
Wszyscy weterynarze mówią, że to bardzo dziwne. Żaden z nich nie zalecił specjalnej karmy ani leczenia. Karzą czekać i obserwować a badania powtórzyć za dwa miesiące. Do wykonania badań w Laboklinie (zbadałam chyba wszystko, co możliwe) zainspirowała mnie niska waga mojego wykastrowanego szczylka.
Pies czuje się świetnie, biega, skacze, szaleje, je normalnie, wypróżnienia w normie, siusia i pije jak zwykle. Pozostaje mi zastosować się do wskazań lekarskich i szykować porfel na koniec sierpnia.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Dzień Dziecka

Razem z Renia i Siską dostaliśmy zaproszenie od Izby Lekarskiej w Łodzi na festyn z okazji Dnia Dziecka. Badi  miał okazję do sprawdzenia się w całkiem nowych warunkach pełnych niespodzianek. Niestety było sporo pracy i nie mam zdjęć dokumentujących nasze wyczyny. 
Powiem tak- Badi jest psem, który dobrze pracował . Nie rozpraszały go hałasy, zapach dobiegający z grilla i pękające baloniki. Były zabawy z psem, kontrolowane mizianki , zgadywanki, nauka bezpiecznego kontaktu z psem i kącik rysunkowy. Dostaliśmy zaproszenie na przyszły rok. Niestety nie dysponuję większą ilością fotografii. Brakowało mi troszkę rąk do pracy.Na przyszłość trzeba się postarać o pomocników. 

 (Do zobaczenia piesku!)





czwartek, 31 maja 2012

Welcome