środa, 16 listopada 2011

Szczypać musi okrutnie. Pól nocy tak się biedak karaskał na łóżku, że wreszcie z hukiem spadł. Wstał, otrzepał się i znów wlazł. Przespał do rana. Rana brzydko pachnie i jest brzydka. Jeden szew już trzeba było zdjąć. Dziś idziemy na wizytę z przemywaniem. Coś mi się wydaje, że w sobotę nadal pies będzie w kołnierzu.

Welcome