środa, 21 marca 2012

Właśnie dowiedziałam się, a właściwie wyczytałam między wierszami pewną historię o psich fryzjerach. Kobieta, która bywała w różnych salonach, na różnych kursach groomingu i ma zamiar otworzyć interes....
Długo można by opowiadać. Z opowieści wynika kilka ważnych spraw. Dowiedziałam się, że w tym świecie najważniejszy jest prestiż i zarabianie pieniędzy. Liczą się właściwie tylko hodowcy a zwłaszcza wystawcy, ewentualnie bogaci właściciele zwierzaków, którzy chcą ekstra ordynarnie. Reszta to "zwykłe pety". Klienta wyprasza się z salonu głównie dlatego, żeby nie podpatrzył jak się "robi " psa, bo później nie wróci tylko sam ostrzyże milusińskiego. Później strzyże się zwierzaka jakiś czas, ale wydaje właścicielowi jeszcze później, żeby sprawiać wrażenie, że pracowało się długo i trzeba wziąć za długość pracy odpowiednią sumę pieniędzy. Nazwanie ich fryzjerami jest obraźliwe. Oni są GROOMERAMI! Ogólnie dobrze mieć o sobie dobre zdanie, ale do jasnej ciasnej, żeby to byli wybitni chirurdzy, albo profesorowie....
Generalnie...
Ani słowa o ciężkiej pracy, bolączkach, boleściach. Dlaczego do cholery wszyscy widzą w tej profesji tylko świetny interes? Dlaczego nikt nie widzi kosmetyków po 60 zł za butelkę, wiecznie tępiących się narzędzi, ton pudru, paznokci, wbijających się w skórę włosów i agresywnych i często skrajnie zaniedbanych (nawet okupkanych) zwierzaków. Nikt nie widzi klientów, którzy dzwonią o każdej porze dnia i nocy, bo chcą szybko i najlepiej bez kolejki. Według nich każde strzyżenie trwa 20 minut, ich pies zawsze jest grzeczny, zadbany ale mają największe wymagania. Zapisują się, chcą przebić ofertę( jak ostatnio: to ja pani zapłacę podwójnie, ale proszę mnie przyjąć TERAZ. Na uprzejmą informację, że szanuję swoich klientów i nie odwołam, bo ktoś oferuje więcej, pan zrobił foch, zapisał się, ale i tak w umówionym terminie nie przyszedł).

Kocham swoją pracę. Nie jest tajemnicą, że dla mnie najważniejsi są właściciele PETów. Każdy zasługuje na szacunek i prawdę. Jeśli czegoś nie umiem- mówię o tym przed wizytą. Jeśli pies był niegrzeczny- nie ukrywam tego. Mówię o pchłach, zauważonych chorobach. Wybieram, co jest lepsze dla psa- wygląd czy może coś innego.Chwalę zadbane psy i te fajnie wychowane. Wychwalam pod niebiosa właścicieli, którzy sobie radzą z plątaniną włosów, kąpią, pytają. Śmiejemy się razem, plotkujemy, czasem płaczemy. Pomagamy sobie. Nie mam super wypaśnego stołu i wanny za kilka tysięcy oraz skórzanej kanapy dla gości.
Wizyta nie musi kosztować fortunę, a czasem nie kosztuje nic.....
...chyba jestem z innej epoki.....

2 komentarze:

  1. ...a ja ostatecznie stwierdziłam, że do "naszego groomera" więcej NIE POJADĘ!!! Jeszcze nie wiem co zrobię, bo Cassie musi zostać ostrzyżona w najbliższym czasie. Mam jednak dość wysłuchiwania jak to ona nie jest grzeczna, że nie chce stać ( kiedy okazało się, że po prostu chciała zrobić siusiu...po czym stałą jak aniołek). Nie chce mi się patrzeć jak przez 2h pan tylko zgrzyta nożyczkami i właściwie nie ubywa włosów - z resztą sama wiesz, że mała po wizycie wyglądała jakby nie została nożyczkami potraktowana...Mam duży problem. Bichony nie są popularne i zdaję sobie sprawę, że mało kto umie przygotować psa według wzorca...Nie zapłacę jednak ani 1 zł więcej za to, że pies po prawie 3h wychodzi z kołtunami i wcale nie ma nawet rozczesanych włosów!!! DOŚĆ TEGO!!!

    ...na razie jestem załamana i nie mam pomysłów na to co zrobić...
    Pytałam pana wiele razy, czy oby na pewno musi mieć takie długie kudły na nogach, na karku...na co pan odpowiadał z szyderczym uśmiechem:"mogę obciąć na krótko"...Takim praktykom mówię głośno N I E !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Sensowny post.


    Pozdrawiamy,
    www.csa-vivat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Welcome