Psiaki uwielbiają śnieg. No, może nie wszystkie, bo Zmorka raczej nie przepada. Ma tak chude nóżki, że najmniejsza jego ilość powoduje marznięcie.
Badi lubi śnieg pod warunkiem, że jest go duużo.
Dziś jest dużo.
Mały zamienił się w latającego psa. Wszędzie mu się spieszy, wszędzie leci.
24 grudnia skończył dwa lata. Co mogę o nim dziś powiedzieć?
Jest psem żywiołowym, bardzo wesołym i zawsze zadowolonym. W ciągu ostatniego roku zmężniał i wygląda jak dorosły pies. Stwierdzam też, że zwiększył cierpliwość i jest jeszcze bardziej posłuszny. Ma zawsze wiele do powiedzenia, niezmordowany w zabawie. Kocha wszystkich a najbardziej dzieciaki i koty. Ot, Badzik.
Pages
Etykiety
moje psiaki
Badi
rozterki groomerki
azylanci
wierszyki
wystawy
szkolenia
mela
moje świnki/my cavies
edukacja z psem
przemyślenia
pogryzienia
szwajcaria
Airedale terrier
choroby genetyczne
dlaczego z rodowodem
egzaminy
fryzury
gadżety
imprezy
kumple
o mnie
problemy wychowawcze
profilaktyka pogryzień
różne
shih-tzu
socjal
urodziny
wakacje
zabawki
zdrowie
niedziela, 13 stycznia 2013
piątek, 11 stycznia 2013
z Zosią
Zdecydowanie pilotem do Badiego jest piłka, ewentualnie rękawiczka. Właściwie może to być cokolwiek, czemu w ciągu zaledwie kilku minut nadamy wysoką wartość (czytaj: to jest moje, a nie twoje hehe).
Wizyta Zosi była okazją do wielu zabaw.
Wizyta Zosi była okazją do wielu zabaw.
piątek, 14 grudnia 2012
sobota, 8 grudnia 2012
Kicia Kocia
Kicia Kocia, Rysia, Dzidzia, Kota-Palikota... Kot o dwóch osobowościach.
W domu- demon zabawy, nie-przytulak, niezależny bandyta. Do Meli nie podchodzi. Mela skutecznie nauczyła wszystkie kotki, że do niej podchodzić nie wolno. Melę kot oszczędza.
Z Badim bardzo się kochają często razem śpią, ale generalnie roznoszą dom. Zabawy polegają na gonitwach wzajemnych i atakach pozorowanych (przez Badiego) i prawdziwych w wykonaniu Dzidzi.
Kot podczas ucieczek wrzeszczy, podczas dotykania go przez psa- miauczy. Po chwili kot goni psa.
Oczywiście podczas ucieczek suną ślizgiem, przewracają się i kotłują. Momentami psychicznie siadam.
Boję się, że robią sobie krzywdę.
W szale zabawy rzuca się na kapcie, nogi i ręce. Nie bawię się z nią przy użyciu palców. Stosujemy wszelkie zabawki, zwykle najprostsze- sznurki, papierki, światełka, piłeczki. W szle zabawy i tak się rzuca i gryzie, po chwili jej przechodzi.
Pozytywy?
Pięknie korzysta z kuwety.
Oszczędza firanki.
Używa drapaka.
W pracy- zupełnie inne zachowania. Kicia przychodzi na kolana(ale tylko do mnie). Prawdopodobnie boi się zastrzyków i nieprzyjemności związanych z chorowaniem. Czuje się tam w miarę swobodnie, ale głównie śpi- jak to kot. Interesuje się innymi zwierzętami. Do kotów podchodzi ostrożnie, ale jest bardzo nimi zainteresowana. Przychodzące duże psy uważnie obserwuje i nie życzy sobie, by podchodziły, małe psy toleruje. Oczywiście powiększa swoją objętość, ale daje się obwąchać i odchodzi. Jeszcze nie widziałam, by zaatakowała.
Czytam mnóstwo informacji na temat wychowywania kotów i zdaje się, niewiele mogę zrobić. Czas pokaże kim będzie. Nie wiem czy u mnie zostanie, bo mam podstawy by twierdzić, że zaczyna się u mnie rzut alergii na kota. Alertec dziś pomógł. Ale czy to przez kota? Kilka lat temu tak reagowałam, na persy w pracy kicham i prycham, a od trzech dni mnie dusi....
...poczekamy zobaczymy...
O kotach nie wiem nic...chętnie się dowiem....
W domu- demon zabawy, nie-przytulak, niezależny bandyta. Do Meli nie podchodzi. Mela skutecznie nauczyła wszystkie kotki, że do niej podchodzić nie wolno. Melę kot oszczędza.
Z Badim bardzo się kochają często razem śpią, ale generalnie roznoszą dom. Zabawy polegają na gonitwach wzajemnych i atakach pozorowanych (przez Badiego) i prawdziwych w wykonaniu Dzidzi.
Kot podczas ucieczek wrzeszczy, podczas dotykania go przez psa- miauczy. Po chwili kot goni psa.
Oczywiście podczas ucieczek suną ślizgiem, przewracają się i kotłują. Momentami psychicznie siadam.
Boję się, że robią sobie krzywdę.
W szale zabawy rzuca się na kapcie, nogi i ręce. Nie bawię się z nią przy użyciu palców. Stosujemy wszelkie zabawki, zwykle najprostsze- sznurki, papierki, światełka, piłeczki. W szle zabawy i tak się rzuca i gryzie, po chwili jej przechodzi.
Pozytywy?
Pięknie korzysta z kuwety.
Oszczędza firanki.
Używa drapaka.
W pracy- zupełnie inne zachowania. Kicia przychodzi na kolana(ale tylko do mnie). Prawdopodobnie boi się zastrzyków i nieprzyjemności związanych z chorowaniem. Czuje się tam w miarę swobodnie, ale głównie śpi- jak to kot. Interesuje się innymi zwierzętami. Do kotów podchodzi ostrożnie, ale jest bardzo nimi zainteresowana. Przychodzące duże psy uważnie obserwuje i nie życzy sobie, by podchodziły, małe psy toleruje. Oczywiście powiększa swoją objętość, ale daje się obwąchać i odchodzi. Jeszcze nie widziałam, by zaatakowała.
Czytam mnóstwo informacji na temat wychowywania kotów i zdaje się, niewiele mogę zrobić. Czas pokaże kim będzie. Nie wiem czy u mnie zostanie, bo mam podstawy by twierdzić, że zaczyna się u mnie rzut alergii na kota. Alertec dziś pomógł. Ale czy to przez kota? Kilka lat temu tak reagowałam, na persy w pracy kicham i prycham, a od trzech dni mnie dusi....
...poczekamy zobaczymy...
O kotach nie wiem nic...chętnie się dowiem....
czwartek, 22 listopada 2012
po zabiegu
Rysia dość szybko wybudziła się z narkozy. Wczoraj była troszkę obolała i rozdrażniona, ale już jest dobrze. Opanowała chodzenie w kołnierzu zabezpieczającym szwy, nauczyła się w nim skakać. Głównie odpoczywa. Dużo pije i ładnie je. Pozwala naświetlać ranę lampą Bioptron Zepter.
Psy wspaniałomyślnie nie przeszkadzają jej w egzystencji i nie chcą lizać rany.
Rankiem patrzę, a kotka na ulubionym maminym fotelu. Pytam, czy chciała wejść.
- Nie, siedziała u mnie na kolanach- odpowiada Wanda
-Dopominała się?
-Nieee....ale tak siedziała i patrzyła, to ją wzięłam- odpowiedziała Wanda "która nie lubi kotów".
Gdyby kicią nie interesował się bardzo poważnie pewien pan ginekolog z Łodzi, to kto wie...może by została u nas?
Psy wspaniałomyślnie nie przeszkadzają jej w egzystencji i nie chcą lizać rany.
Rankiem patrzę, a kotka na ulubionym maminym fotelu. Pytam, czy chciała wejść.
- Nie, siedziała u mnie na kolanach- odpowiada Wanda
-Dopominała się?
-Nieee....ale tak siedziała i patrzyła, to ją wzięłam- odpowiedziała Wanda "która nie lubi kotów".
Gdyby kicią nie interesował się bardzo poważnie pewien pan ginekolog z Łodzi, to kto wie...może by została u nas?
wtorek, 20 listopada 2012
Rysia
Dziś przyniosłam z pracy kolejnego kotka- kotkę Rysię. rysia- to było pierwsze skojarzenie po obejrzeniu jej. Klasyczny przypadek. Przyniósł ja pan, który znalazł kotka i nie może go zatrzymać. Zastrzegał, żeby kicia trafiła do domu bez ogrodu , bo jak na jego gust jest zbyt śmiała i energiczna, co mogłoby się źle skończyć.
Mam na wieść rzekła tonem surowym: "Zgoda, ale tylko na kilka dni u nas, a jak jej nie oddasz, to pakuję psy, kota...itd, itd".
Rysia jest dokładnie taka, jak pan opisywał i gdybym nie znała go kilka lat to pomyślałabym, że to jego osobisty kot, bo tak się troszczy o jego przyszłość. Kotka jest kochana, chodzi za ludźmi jak pies i już pokochała maminy fotel i Badzika.
A mama?
No cóż, na jej widok powiedziała" O , jaka ładna!"
Już teraz wiadomo, że pobyt Rysi przedłuży się u nas do dni kilkunastu. Kicia ma przepuklinę pourazową, którą pilnie trzeba zoperować. Oczywiście nasz kochany doktor Witek wziął zabieg i koszt na siebie, za co go wszyscy kochamy (bo oczywiście twierdzi, że kotów nie lubi he, he...).
{Pozdrawiamy bardzo serdecznie.
Pusia trzy tygodnie temu znalazła nowy domek. Jest łobuziarą, ale dogaduje się z drugim kotem i wszyscy żyją szczęśliwie!
Mam na wieść rzekła tonem surowym: "Zgoda, ale tylko na kilka dni u nas, a jak jej nie oddasz, to pakuję psy, kota...itd, itd".
Rysia jest dokładnie taka, jak pan opisywał i gdybym nie znała go kilka lat to pomyślałabym, że to jego osobisty kot, bo tak się troszczy o jego przyszłość. Kotka jest kochana, chodzi za ludźmi jak pies i już pokochała maminy fotel i Badzika.
A mama?
No cóż, na jej widok powiedziała" O , jaka ładna!"
Już teraz wiadomo, że pobyt Rysi przedłuży się u nas do dni kilkunastu. Kicia ma przepuklinę pourazową, którą pilnie trzeba zoperować. Oczywiście nasz kochany doktor Witek wziął zabieg i koszt na siebie, za co go wszyscy kochamy (bo oczywiście twierdzi, że kotów nie lubi he, he...).
{Pozdrawiamy bardzo serdecznie.
Pusia trzy tygodnie temu znalazła nowy domek. Jest łobuziarą, ale dogaduje się z drugim kotem i wszyscy żyją szczęśliwie!
sobota, 20 października 2012
Odwiedziny
W środę odwiedziła nas Pusia. Chcieliśmy zobaczyć jak radzi sobie z psami. Jak sobie radzi? Zero strachu. Noclegiem u nas była zachwycona.
Prywatny opiekun Badi i pupkę umył i zapewnił rozrywkę na długie godziny. Pusia nadal nie może znaleźć domu, ale chyba podświadomie nie chcemy jej oddać. Jest przesłodka i pełna energii.
Wprawdzie z kupą do kuwety trafia raptem od dwóch dni...damy radę. Nie ociera się o przedmioty i ręce jak inne koty, jednak pieszczoty lubi i sama pcha się na ręce. Obce jej jest wspinanie. Wybiera podłogę. Ufna i kochana. Podobno ma zadatki na kota do felinoterapii. Nie wiem, nie jestem ekspertem od kotów.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni znalazłam domu dwóm kolejnym kotom. Nawet nie zdążyłam zrobić im fotki...
Na urlopie było świetnie. Psy nie tęskniły, bo miały siebie. stado wszak jest najważniejsze. Badzik zacieśnił więzy z mamą. Lubi jej towarzyszyć w codziennych czynnościach i w wieczornym zasypianiu w łóżku. A ja..no cóż, poznałam większość psów w okolicy i podglądałam lokalnych fryzjerów przy pracy. Odpoczęłam.
Prywatny opiekun Badi i pupkę umył i zapewnił rozrywkę na długie godziny. Pusia nadal nie może znaleźć domu, ale chyba podświadomie nie chcemy jej oddać. Jest przesłodka i pełna energii.
Wprawdzie z kupą do kuwety trafia raptem od dwóch dni...damy radę. Nie ociera się o przedmioty i ręce jak inne koty, jednak pieszczoty lubi i sama pcha się na ręce. Obce jej jest wspinanie. Wybiera podłogę. Ufna i kochana. Podobno ma zadatki na kota do felinoterapii. Nie wiem, nie jestem ekspertem od kotów.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni znalazłam domu dwóm kolejnym kotom. Nawet nie zdążyłam zrobić im fotki...
Na urlopie było świetnie. Psy nie tęskniły, bo miały siebie. stado wszak jest najważniejsze. Badzik zacieśnił więzy z mamą. Lubi jej towarzyszyć w codziennych czynnościach i w wieczornym zasypianiu w łóżku. A ja..no cóż, poznałam większość psów w okolicy i podglądałam lokalnych fryzjerów przy pracy. Odpoczęłam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








