Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozterki groomerki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozterki groomerki. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 maja 2013

Kleszcze-pogromcy groomerów.

Padłam! Znalazłam kilka stron salonów groomerskich, na których tłustym drukiem napisane jest, że PSY Z KLESZCZAMI NIE BĘDĄ PRZYJMOWANE.  Powody? Dla bezpieczeństwa fryzjera...przepraszam...Groomera.
Bo kleszcze przenoszą bardzo groźne choroby. I chodzi o to, żeby strzygący się nie zaraził, zakaził i żeby mógł strzyc do końca swoich dni.  I jeszcze informacja, że groomer nie usuwa kleszczy. Logiczne.
Mam pytanie takie: czy nawet gdyby usunął, to się zarazi? Będzie robił to palcami, że istnieje takie prawdopodobieństwo? O kleszczykach, pęsetach nie słyszał? Albo o super-nowoczenej-metodzie wymrażania kleszcz przed usunięciem? (to ostatnie według mnie jest jawnym nabijaniem kasy producentowi).
Kleszcza jeśli się go znajdzie należy usunąć. Nie jest to trudne. Z racji tego, że kleszczy usuwałam już niemało śmiem twierdzić, że jedyną trudnością jest wybranie metody utylizacji stwora.Osobiście spuszczam w toalecie. Rozgniatanie nie jest estetyczne ( i trzeba posprzątać), na ogień i alkohol odporne, Fiprexów do spryskania zwyczajnie szkoda. Płyną sobie w siną dal, z kosza nie wyjdą, jeśli nie zostaną tam wrzucone. I tyle . Pozostaje poinformowanie właściciela zwierzaka o możliwych objawach wskazujących na zarażenie psa babeszjozą i tyle.
A może zwyczajnie nie chce im się pracować? Dla mnie jest to podejście nieprofesjonalne i tyle.

piątek, 22 lutego 2013

czwartek, 21 lutego 2013

środa, 21 marca 2012

Właśnie dowiedziałam się, a właściwie wyczytałam między wierszami pewną historię o psich fryzjerach. Kobieta, która bywała w różnych salonach, na różnych kursach groomingu i ma zamiar otworzyć interes....
Długo można by opowiadać. Z opowieści wynika kilka ważnych spraw. Dowiedziałam się, że w tym świecie najważniejszy jest prestiż i zarabianie pieniędzy. Liczą się właściwie tylko hodowcy a zwłaszcza wystawcy, ewentualnie bogaci właściciele zwierzaków, którzy chcą ekstra ordynarnie. Reszta to "zwykłe pety". Klienta wyprasza się z salonu głównie dlatego, żeby nie podpatrzył jak się "robi " psa, bo później nie wróci tylko sam ostrzyże milusińskiego. Później strzyże się zwierzaka jakiś czas, ale wydaje właścicielowi jeszcze później, żeby sprawiać wrażenie, że pracowało się długo i trzeba wziąć za długość pracy odpowiednią sumę pieniędzy. Nazwanie ich fryzjerami jest obraźliwe. Oni są GROOMERAMI! Ogólnie dobrze mieć o sobie dobre zdanie, ale do jasnej ciasnej, żeby to byli wybitni chirurdzy, albo profesorowie....
Generalnie...
Ani słowa o ciężkiej pracy, bolączkach, boleściach. Dlaczego do cholery wszyscy widzą w tej profesji tylko świetny interes? Dlaczego nikt nie widzi kosmetyków po 60 zł za butelkę, wiecznie tępiących się narzędzi, ton pudru, paznokci, wbijających się w skórę włosów i agresywnych i często skrajnie zaniedbanych (nawet okupkanych) zwierzaków. Nikt nie widzi klientów, którzy dzwonią o każdej porze dnia i nocy, bo chcą szybko i najlepiej bez kolejki. Według nich każde strzyżenie trwa 20 minut, ich pies zawsze jest grzeczny, zadbany ale mają największe wymagania. Zapisują się, chcą przebić ofertę( jak ostatnio: to ja pani zapłacę podwójnie, ale proszę mnie przyjąć TERAZ. Na uprzejmą informację, że szanuję swoich klientów i nie odwołam, bo ktoś oferuje więcej, pan zrobił foch, zapisał się, ale i tak w umówionym terminie nie przyszedł).

Kocham swoją pracę. Nie jest tajemnicą, że dla mnie najważniejsi są właściciele PETów. Każdy zasługuje na szacunek i prawdę. Jeśli czegoś nie umiem- mówię o tym przed wizytą. Jeśli pies był niegrzeczny- nie ukrywam tego. Mówię o pchłach, zauważonych chorobach. Wybieram, co jest lepsze dla psa- wygląd czy może coś innego.Chwalę zadbane psy i te fajnie wychowane. Wychwalam pod niebiosa właścicieli, którzy sobie radzą z plątaniną włosów, kąpią, pytają. Śmiejemy się razem, plotkujemy, czasem płaczemy. Pomagamy sobie. Nie mam super wypaśnego stołu i wanny za kilka tysięcy oraz skórzanej kanapy dla gości.
Wizyta nie musi kosztować fortunę, a czasem nie kosztuje nic.....
...chyba jestem z innej epoki.....

czwartek, 7 lipca 2011

12 owiec

Zadzwoniła do mnie pani. Chciałaby, żebym ostrzygła jej 12 owiec. Uprzejmie informuję, że do tego potrzeba dwóch rzeczy: specjalnej maszynki oraz specjalnych umiejętności. Mówię też, że nie posiadam ani jednego, ani drugiego.  Pani zaczyna płakać w słuchawkę, bo co ona ma teraz zrobić...
No nie wiem.
Mój osobisty komentarz: czasem warto pomyśleć, zanim kupi się jakieś zwierzątko :)

Ale jestem ostatnio złośliwa

środa, 6 lipca 2011

Szlag mnie trafia....

 ..gdy muszę zdjąć z psa cos takiego jak na załączonym zdjęciu.... o grubości jakieś 3-4 cm....

Pan i Pani zadbani, pachnący, tryskający humorem. Piesek dziesięcioletni, miły, ufny, z filcowaną sierścią. Yorkshire terrier. Paznokcie miał tak długie, że pozawijały się pod łapki i piesek dosłownie po nich deptał.
Chore ucho oczywiście. Dowiedziałam się, że od ostatniej wizyty u mnie (tez miał chore ucho) u lekarza nie był, bo nie było czasu. Do tego ponad miarę łzawiące oko.
Opieprzyłam przez duże "O". Niestety obawiam się, że niewiele to zmieni w życiu psa.
Jest to historia inna niż wszystkie. Oto dorastające dziecko chciało psa. Dostało go na Mikołajki. Potem dziecię dorosło i wyjechało na studia. Piesek został z rodzicami, którzy mają gdzieś pielęgnacyjne potrzeby małego. Nie nasz pies- nie nasz problem. Skrajna nieodpowiedzialność.
Moja mama płakała jak to zobaczyła. . Ja jestem zła.

wtorek, 14 czerwca 2011

Klienci z tupetem i przytupem 1

Klient nie lubi płacić za usługę. Zawsze wysyłał z psem córkę, która płaciła urywając zawsze te 5 zł z podanej ceny twierdząc, że tata nie dał więcej pieniędzy.I to prawda. Ostatnim razem, kiedy ojciec umawiał telefonicznie wizytę zapytał o cenę strzyżenia a ja , żeby sprawdzić ile ma zamiar zapłacić skrzętnie to sobie zapisałam przy dacie wizyty. Oczywiście znów zostało urwane o te 5 zł. Tym razem powiedziałam, co o tym myślę, i  że jest to ostatni raz.
Potem pomyśłałam, że w sumie bez sensu, bo co dziewczyna winna, że ojciec to cwaniak i sknera w jednym. Z drugiej strony- jest pełnoletnia i nie mam pewności czy to prawda i kto właściwie płaci za usługę- ojciec czy córka.
Córka obraziła się tak skutecznie, że teraz mijając mnie z psem na spacerze (mieszkamy w sąsiednich blokach) już mnie nie zna. Odwraca głowę gdy przechodzę. Czyli coś było na rzeczy ze zwracaniem uwagi.
Dziś, godzina 20 : 14 telefon. Dzwoni PAN! Bo wyjeżdża w poniedziałek tam i tam, i on mnie bardzo prosi o wciśniecie poza kolejką, nawet po godzinach!
Też dzwonicie po 20 do swojego fryzjera?
Oczywiście pana rozpoznałam po głosie (mam taki dar) i odmówiłam. Dwukrotnie usłyszałam, ze się na mnie zawiódł, powiedział głośne DO WIDZENIA i rzucił słuchawką.  
Ciekawe jaką zemstę przygotuje.

A ja chrzanię takich klientów. Nasz klient- nasz pan, ale wszystko ma swoje granice. Uważam, że w tych czasach łatwo można wpaść w pewną pułapkę- dla klienta wszystko a siebie i swoją pracę przestajemy szanować. W rezultacie, gdy my siebie nie szanujemy- inni też przestają.
Ja mam zasady.


1. Nie podejmować się pracy, której nie jestem w stanie wykonać (np. nie robię psów ważących więcej niż ja, bo znam swoją siłę i jej brak)
2. Nie pracuję w niedzielę i święta żeby nie wiem co!
3. Nie daję się zastraszać i podchodzić osobom próbujących szantażu. Ktoś zaczynający: bo jak mnie pani nie przyjmie to....- kończy odesłaniem z kwitkiem. Bo co? Jak mnie ktoś mówi NIE, to rozumiem, ewentualnie pytam jakie są powody.

......
i co z tego, że się taki ktoś na mnie zawiódł?
żeby tylko takie zawody nas spotykały w życiu byłoby całkiem nieźle, prawda?
a przejmować się nie mam zamiaru

środa, 8 czerwca 2011

Upał. Burze. Deszcze. w naszej lecznicy plaga psów z wylizywanymi łapami. Nie, nie alergia. Stres spowodowany  strachem przed grzmotami. Drugą grupę stanowią labradory i goldeny z wypryskami w róznych częściach ciała.
Psiaki są biedne w takie upały. Dzwonią do mnie przeróżne osoby z pytaniem, czy ostrzygę: kaukaza, owczarka niemieckiego, nowofundlanda.Zawsze proponuje to samo- zainstalowanie psiakowi basenu, umożliwienie skrycia się i schłodzenia w każdy możliwy sposób. Zgolenie sierści nie jest najlepszym sposobem. Sierść również w pewien sposób chroni skórę przed słońcem.  Golenie jest konieczne w przypadku zmian, jakie pojawią się na skórze, ran i niemożliwych do usunięcia zabrudzeń. A czy zdrowego psa z w/w ras można ostrzyc? Można, ale nie wszystko przynosi korzyść. Kropka.

Mela upały znosi dobrze. Ciepłolubna istota. Przesypia. Jak zwykle.
Badi męczy się okrutnie. Z tego powodu nie jedziemy na zlot. daleko, podróż długa  pociągiem w upale, drugiego dnia powrót.... Badi będzie zdrowszy upał spędziwszy w zaciszu domowym. Za dwa tygodnie jestem umówiona ze szkoleniowcem na zajęcia indywidualne z Badziukiewiczem.
Początkowo mieliśmy zacząć w sierpniu, ale szkoda mi tych prawie trzech miesięcy i ładnej pogody. Wynegocjowaliśmy zajęcia indywidualne. zobaczymy, czy zanadto swojego pupila nie przechwalam i wart będzie tych zajęć ;)

A dziś w ramach wychładzania organizmu Badi spędził wieczór leżąc w skrzyni na pościel....Dziwne te moje zwierzaki....

poniedziałek, 7 lutego 2011

w typie foxa

Piesek "w typie" foxteriera. Troszkę podobny, troszkę inne proporcje, troszkę za mało brązu. W typie. Po namowach trymowany po raz drugi w życiu. Trymowanie wychodzi mu na dobre.

sobota, 22 maja 2010

niedziela, 7 marca 2010

co lubię

Większość osób widząc pierwszy raz strzyżenie psa zadaje pytanie: a co z dużymi psami? Zdarzyło mi sie też, że pani obserwująca moją pracę zapytała nieśmiało:
- Przepraszam, a duże psy to pani tak...na trzeźwo strzyże?
Jako, że nie jestem pozbawiona poczucia humoru, a klientkę tez rozluźnić odpowiedzia chciałam wypaliłam:
- Nie, strzelam sobie setkę i do roboty!
-To znaczy....czy psy są na trzeźwo-doprecyzowała pani
-Aaa...co psy piją przed strzyżeniem to ja nie wiem-odpowiedziałam.

A tak na serio-wolę jednego dużego psa niż pięć małych. Powodów jest kilka. 
Pierwszy to taki, że duże psy są w większości pewne siebie i byle czego się nie boją. Oczywiście nie jest to regułą, ale na kilkanaście potężnych psów przychodzi tylko jeden, który jest agresywny podczas strzyżenia. Pomimo jego słusznej wagi jakoś sobie radzę ( z pomocą właściciela). Lękliwy sznaucer miniaturowy według mnie szybciej ugryzie niż  sznaucer olbrzym.
Powód drugi-najistotniejszy-ludzie inaczej wychowują psy duże niż psy małe. Podświadomie wiedzą, że kiedys piekny szczeniaczek urośnie, więc wymagają od niego więcej posłuszeństwa niż własciciele psa małego.

Do czego zmierzam....w moim mieście największą grupę psów agresywnych stanowią shih-tzu. Małe to , słodkie i piękne. Jak od tego czegokolwiek wymagać?
Wszystkie pogryzienia jakie mnie osobiście spotkały  były właśnie przez shih-tzu. O tej rasie na pewno jeszcze nie raz napiszę. Dziś doświadczyłam podrapania. Efekt powstał przy obcinaniu pazurków.  Paskudne..będzie się źle goić i będzie blizna.

wtorek, 9 lutego 2010

Źle zadawane pytania

Źle stawiane pytania powodują uzyskiwanie dziwnych odpowiedzi..

Dzwoni telefon:
-Dzień dobry, chciałbym umówić pieska
-Dzień dobry. Jaki to piesek?
-Biały!
-A konkretnie?
-Konkretnie PIKUŚ!

poniedziałek, 1 lutego 2010

Zasady

W moim gabinecie/kąciku (nie w SALONIE i nie w STUDIO) panuje jedna podstawowa zasada:
jeśli klient nie chce-nie musi wychodzić na czas trwania zabiegu.
Pięć lat temu usłyszałam i nadal czytam na różnych forach, że właściciel psa powinien obowiązkowo wychodzić z sali. Tłumaczono to  tym, że zwierzak , który nie widzi pana jest spokojniejszy. To prawda. Odkryłam jednak coś innego. Tak na prawdę nie chodzi o "nie widzenie pana". Wystarczy, że właściciel nie będzie się do psa odzywał, nie będzie do niego mówił, nie będzie dotykał psa , w skrajnych przypadkach- nie będzie utrzymywał z psem kontaktu wzrokowego. To wystarczy. Brzmi strasznie, ale ma plusy.
1. pies jest tak samo spokojny, jak wówczas, gdy pana nie widzi
2. właściciel widzi jak piesek się zachowuje, czy jest spokojny, czy stwarza problemy, widzi stopień ewentualnego zaniedbania psa i wysiłek jaki wkładam w swoją pracę.
3. mogę z właścicielem przez ten czas porozmawiać. Dowiaduję się nie tylko o faktach z życia zwierzaka, ale właściciele przywiązują się do miejsca i osoby, poznajemy się bliżej i tak rodzi się również zaufanie.

Jeśli właściciel mimo wszystko łamie te zasady-mówi do psa, próbuje go pocieszać, dotykać, patrzy mu w oczy- wypraszam. Trudno. 

Z czasem rzeczywiście jest tak, że sami wola zostawić psiaka i jechać pozałatwiać swoje sprawy, jednak dokładnie połowa przychodzi po prostu na pogaduchy.

Dla mnie największym wyróżnieniem jest to, gdy ktoś przychodząc na wizytę weterynaryjną z psiakiem do naszej lecznicy, zajrzy do mnie żeby powiedzieć dzień dobry. Niektóre psiaki same uciekają z gabinetu weterynaryjnego do mnie i zadowolone chowają się pod stołem. Super sprawa!

czwartek, 21 stycznia 2010

Strzyżenie jest straszne part2

Na pewno wszyscy zauważyli, że pies ma bardzo dobry słuch. Uważam, że ten słuch jest absolutny! Nie jest żadną tajemnicą, że pies potrafi odróżnić odgłos silnika samochodu jego pana czy  kroki na schodach. Dźwięki o nasilonym natężeniu są dla psa nie do zniesienia. Nie będę zagłębiać się tutaj w medyczne opisy działania psiego ucha.
Dla każdego fryzjera najważniejszą rzeczą będzie wybór maszynki do strzyżenia. Ma być dobra i cicha. Dla mnie jej głośność ma największe znaczenie.Im cichsza tym lepsza z punktu widzenia psa.

Pies stoi na stole. Już sama ta sytuacja go przeraża.
Maszynkę należy włączyć tak, by pies widział, skąd dochodzi dźwięk. Maszynka ma być w tej początkowej fazie widoczna dla psa. Nie wolno dopuścić do takiej sytuacji, w której włączamy maszynkę nagle, z tyłu psa, gdy on jej nie widzi. Dla niego to jest straszne! To tak, jakby nam z tyłu głowy ktoś nagle odpalił kosiarkę.

Wielkim problem może być też strzyżenie uszu psa. To uszy są odpowiedzialne za przechwytywanie dźwięków, a tu naraz nie dość, że psa dotykamy tym  dziwnym narzędziem, to jeszcze ono drga i warczy.

W jaki sposób uporać się z psim lękiem związanym z dźwiękiem maszynki...to sprawa indywidualna. Każdy psiak jest inny. Jest właściwie regułą, że podczas strzyżenia lękliwe są psy, które również boją się dźwięku suszarki, odkurzacza, miksera...
Mnie w kilku przypadkach udało się pokazać takim lękliwym psom, że dźwięk jaki wydaje maszynka nie jest niczym złym. Najłatwiej pokazać to szczeniakom. (Oczywiście maluch musi być w odpowiedniej fazie socjalizacji, żeby mógł przejść takie strzyżenie bez szkody dla psychiki. O tym jeszcze kiedyś napiszę.)

Wybrałam maszynkę Andis. Pasują do niej ostrza Andis i Oster. Jest lekka, cicha i ma poręczny wyłącznik.
Jest bardzo cicha. Maszynki o głośności porównywalnej z dźwiękiem wydawanym przez kosiarkę lub kombajn - odradzam.

niedziela, 29 listopada 2009

Kłamstwa i kłamstewka

Kto jest winien za to, że pies jest skołtuniony?
Według klientów:
1. tesciowa
2. dziecko.

Najpierw mój stosunek do tłumaczenia numer 2. Nie ma czegoś takiego jak kupowanie psa dla dziecka! dziecko zawsze chce, ale wszyscy wiedzą, że dziecko nigdy nie będzie za psa w 100% odpowiedzialne. Odpowiedzialni za psa są opiekunowie dziecka i basta. W 98% przypadków dziecku pies "nudzi się" po około 5 miesiącach. Nawet jeśli dziecko nie opiekuje się psem tak jak należy to winą za to zawsze obarczam rodziców bądź opiekunów. Jeśli dzieciak nie czesze psa w sposób dokładny -rodzic powinien zrobić to sam. A przede wszystkim powinien sprawdzać, czy dziecko wypełnia swoje obowiązki względem psiaka. Jeśli nie wypełnia- trzeba nakarmić, wyjść na spacer, pobawić się , bądź wyczesać.

Tłumaczenie numer 2. Zwłaszcza po weekendach, feriach i wakacjach.
Tłumaczenie na wyrost. Według mojej wiedzy jest to przeważnie wyłącznie wymówka. Tak popularna jak kawały o teściowej. Nie jest możliwe skołtunić psa w weekend z powodu nieczesania. Nie tak skołtunić, jak obserwuję. Sama mam psy i wiem, ile czasu potrzeba na wyhodowanie kołtuna, dreda i filcaka.
Znam tez kilka teściowych, które kategorycznie odmówiły czesania podczas opieki nad psami. Boja się, nie potrafią lub nie maja cierpliwości. Jedna z nich nawet zażyczyła sobie ostrzyżenia pekińczyka(!) przed wyjazdem rodziny i to był jedyny warunek, pod którym wzięła psa na trzy tygodnie do siebie. Rodzina pokornie posłuchała.

Zamiast tego typu kłamstw wolę prawdę: Pani kochana, nie mam czasu czesać, pies nienawidzi i gryzie, nie umiem, nie potrafię, itp. I jest dobrze. Bo wtedy jakbym rozumiała więcej i potrafię się wczuć w sytuację. A ani dzieci ani teściowej nie mam i te tłumaczenia do mnie nie przemawiają....

niedziela, 18 października 2009

dyzur

..więc rozpoczynam niepisany "dyżur weterynaryjny". W naszym małym mieście nie ma żadnego gabinetu weterynaryjnego otwartego cała dobę. Są świąteczne dyżury, ale czasem zdarza się tak, że zwierzak zachoruje akurat poza godzinami otwarcia. Wtedy potrzebujący zaczyna intensywnie myśleć i wymyśla, że fryzjer pomoże! Całkiem logiczne. Jest to powód dla którego odbieram telefony o dziwnych porach dnia i nocy. 70 % przypadków to próby umówienia psa na strzyżenie- i to mi się w głowie nie mieści. Ja nie umawiam się do mojej fryzjerki albo kosmetyczki w niedzielę rano albo w późny sobotni wieczór. Zwykle kulturalnie mówię, że nie mam kalendarza w domu i proszę o zadzwonienie w godzinach przyjęć. Przecież nie będę opieprzać, a inaczej się nie oduczą dzwonienia kiedy się przypomni...

Odebrałam telefon przed ósmą rano w dzisiejsza niedzielę i miałam rację... Potrzebna była pomoc. Suczka nie mogła urodzić siłami natury. Ściągnęłam kolegę na dyżur, asystowałam przy zabiegu i przed dziewiątą zostałam matką chrzestną czterech yoreczków.

niedziela, 27 września 2009

Na ostro

Maks jest sznaucerem miniaturowym o umaszczeniu pieprz/sól. Doskonale pamiętam jego pierwszą wizytę u mnie. Jego właścicielka umawiając się ze mną zaznaczyła, że Maks był zawsze strzyżony w mieście X u pani Y, ale pani zachorowała i mają problem-pies nie akceptuje żadnego fryzjera. Rzeczywiście- pani z pieskiem zjawiła się w umówionym terminie, przekroczyli próg, po czym pies urządził taka awanturę, że po 5 minutach poszli do domu.
Wrócili po miesiącu. Powiedziałam "A".
Odtąd każde nasze spotkanie było koszmarem. Ja bez doświadczenia z trudnymi psami, Maks napalony i gryzący, właścicielka z własną wizją fryzury.... Strzyżenie polegało mniej więcej na szybkim "przejechaniu" grzbietu maszynką i ciachaniu nożyczkami włosów na łapach "gdzie się da". O psyku nie wspomnę. Dotykać Maksia nie było wolno. Gryzł jak cholera a trudno strzyc sznaucera w kagańcu....

Mniej więcej po dwóch latach takich przepychanek zdarzyło się, że...czułam się bardzo źle. Maks był ostatnim klientem a ja myślałam tylko o tym, żeby położyć się do łóżka. W pewnym momencie pies rzucił się na moja rękę. Ku mojemu zdziwieniu zareagowałam ostro. Nie, nie uderzyłam i nie waliłam po stole. Złapałam go stanowczo i przytrzymałam. Maks zbaraniał. Dokończyłam pracę i co więcej zdjęłam psa ze stołu. Sprawa do tej pory nie do załatwienia. Po przyjściu do domu okazało się, skąd ta nagła odwaga- miałam 41 stopni gorączki, a dwa dni później trafiłam do szpitala...

Kolejne strzyżenia wyglądały coraz lepiej. Jeszcze pokazywał zęby, ale już się go nie bałam.

Doszliśmy do porozumienia. Mogę Maksa dotykać gdzie chcę- nie przejawia agresji. Nadal nie lubi czesania łap- ale jest to wykonalne bez uszczerbku na moim zdrowiu. Czesania brody nie akceptuje. Dokonuje tego chyba cudem.
Przez wszystkie te lata nigdy nie użyłam przy strzyżeniu Maksa kagańca. Osoby obserwujące nas w akcji mówią : Jaki spokojny piesek". Może i tak, a według mnie Maks po prostu się zestarzał i złagodniał, a ja nabrałam troszkę doświadczenia .Żadne cuda.

wtorek, 1 września 2009

Telefony ;)

-Dzień dobry, chciałabym umówić psa na strzyżenie...
-Dzień dobry, jakiej rasy pies?
-SZU SZU!

I inna rozmowa, prawie identyczna....


-Dzień dobry, chciałabym umówić psa na strzyżenie...
-Dzień dobry, jakiej rasy pies?
-SIUKSA!

Oczywiście w obu przypadkach chodziło o shih-tzu.

piątek, 21 sierpnia 2009

Pchły

...Pchły też chcą żyć! Oczywiście nie lubimy ich i nie powinno ich być na naszych psach...

Powiem uczciwie-mnie pchły nie bulwersują. Obecność pcheł na psie mnie nie bulwersuje.  Nie szokują mnie i nie brzydzą. Nie robię afery jeśli jakąś na psie znajdę. Do pięciu pcheł na psie- każdemu może się zdarzyć nie zauważyć. Większej ilości moim zdaniem nie da się nie zauważyć, chyba, że mało czasu spędza się ze swoim psem. Samych pcheł można nie zauważyć, trudno jednak nie zwrócić uwagi na fakt, że pies się drapie. To tak w wielkim skrócie( bo jako istota wyrozumiała biorę eszcze pod uwagę: psy podwórkowe, psy ogródkowe, psy wielce zarośnięte i te nienawidzące dotyku).

Widziałam na stronach wielu salonów, saloników i studio (ów?) opisy, że "w razie zauważenia insektów pracownicy salonu usuwają je na koszt właściciela" lub coś w tym rodzaju. W skrócie- przychodzi pies, właściciel go zostawia na zabieg i wychodzi. Znajduję pchły, stosuję preparat przeciw pchłom, a po wykonaniu usługi informuję właściciela, że płaci tyle i tyle  plus koszt preparatu.
NIE ROBIĘ TAK!

Po pierwsze : mam nadzieję, że te opisy służą temu, żeby właściciel przed wizytą raczył przejrzeć pupila pod kątem posiadania pasożytów zewnętrznych. 
Po drugie :chodzi o to, żeby pchły nie rozlazły się po gabinecie. W końcu pchły skaczą i mogą łatwo pokonać trasę pies1-stół groomerski- pies2 (nawet mimo dezynfekcji, może zeskoczyć na podłogę). A skoro tak-skoro pchły skaczą, to odpchlenie i tak tu i teraz nie pomoże. zawsze COŚ może zeskoczyć, podskoczyć i przeskoczyć. Obecność pcheł stwierdza się przeważnie w trakcie trwania zabiegu. Osobiście, jeśli zauważę ich większą ilość na psie/kocie wcześniej, po prostu odmawiam wykonania usługi. Zdarza się to bardzo bardzo rzadko. Może dwa razy w życiu byłam w takiej sytuacji.
Po trzecie: mam psa z alergią i wiem czym może się skończyć podanie jakiegokolwiek preparatu nawet na skórę bez wiedzy właściciela. Moja suka źle toleruje wszelkie preparaty, które nie są Advocatem....wysypka, świąd i rozdrapywanie ran. 
Po czwarte: nie wiem kiedy pies był ostatnio kąpany, jeśli wczoraj/dzisiaj to zakraplanie nie ma sensu, są to wyrzucone w błoto pieniądze-preparat nie zadziała tak jak powinien.
Po piąte: mogę zaproponować klientowi do wyboru kilka preparatów i to on wybiera. 

W każdym razie wiem, że niektórzy fryzjerzy zatajają obecność pcheł u psa przed właścicielem. I to jest zupełna porażka. Problem sam nie zniknie a dodatkowo może się okazać, że odkryte potem pchły były według wiedzy klienta Własnością Salonu, czyli pies pcheł przed wizyta nie miał a przeszły na niego u fryzjera.


Wierzcie mi, jeszcze się nie zdarzyło, żeby informacja o pchłach  nie zrobiła na właścicielu wrażenia. Wstydzą się.....a przy kolejnej wizycie, gdy długo przeglądam sierść puszczają mi oko i mówią" Oj, lepiej niech Pani tak się nie wpatruje....

niedziela, 14 grudnia 2008

Biedne nóżki.....



Pies. Pięcioletni. Przychodzi do mnie od czterech lat. Od początku było widać, że coś jest nie tak z jego nogami. Coś było nie tak z jego skórą, włosami, a przede wszystkim z właścicielami. Z wielkim trudem dwa lata temu udało mi się namówić jego panią, wykształconą kobietę na leczenie psa. Zaczęli od skóry. Trwało to rok, ale przyniosło efekty. Pani jednak przestała się u mnie pojawiać. Zaczęła wysyłać na strzyżenie psiaka swojego małoletniego syna.  Syn małomówny, ani dzień dobry, ani rozmowny. Dziś przejęty. Pies ledwo chodzi, ledwo stoi. Wszelkie zabiegi pielęgnacyjne są dla niego cierpieniem. Nie życzy sobie dotykania chorych, powyginanych łap, paznokcie ekstremalnie przerośnięte. Nie mam mowy o podnoszeniu psa, podnoszeniu łap... Nawet nasza pomoc weterynaryjna boi sie psa dotykać. Wszystko w nim trzeszczy, dosłownie. Słychać każdą kość, mam wrażenie, że go skrzywdzę samym dotykiem.
Doszłam do wniosku, że pewną ulgę może psu przynieść położenie go na plecach. Ryzykowałam. uważam, że to najgorsza rzecz, jaka fryzjer może zafundować zestresowanemu psu. Chłopak stwierdził, że to się nie uda i tylko Sokratesa rozwścieczymy.
Udało się!
Pies poczuł, że to nie boli, łapy zostały odciążone. Mogłam bezpiecznie wystrzyc brzuch. Mogłam wygolić łapy. Pierwszy raz był spokojny.
Jeden z lekarzy, z którym pracuję bardzo przejął się losem psa i zabrał go na konsultację. Prawdopodobnie jest to zanik mięśni. Wydał leki. Chłopak cały czas powtarzał, że pies już przyjmował leki i nie pomaga. Próbował powiedzieć, że leczenie nic nie da. Tak, trudno rozmawiać z dzieckiem. Gdzie są opiekunowie? Z moich doświadczeń wynika, ze trudno będzie nakłonić Państwa do podjęcia jakichkolwiek działań zmierzających do poprawy losu tego psiaka. Nasza dobra wola-obniżenie kosztów leczenia i pielęgnacji nic nie zmieniają. Mam nadzieję, że może tym razem będzie inaczej...

Welcome