Pokazywanie postów oznaczonych etykietą azylanci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą azylanci. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lutego 2013

cd...

Kica Kocia znalazła domek dzięki umieszczonemu ogłoszeniu w lecznicy weterynaryjnej. Rankiem przyszła pani z pytaniem, czy ta kicia jest jeszcze do wzięcia, bo syn się zakochał... Po południu przyszedł syn- lat około 20. Kicia zamieszkała w domku z ogrodem wraz z dwoma kastratami i psami. Jesteśmy w kontakcie z właścicielami.
Zaraz po świętach przygarnęłam dorosłą kicię, która okazała się później kastrowanym kocurem. Wspaniałym, majestatycznym, niezwykle grzecznym. Sąsiadka go dokarmiała przed blokiem, a on chodził ze mną i z moimi psami dwa razy dziennie na długie spacery po mieście... Przed kolejną falą mrozów zabrałam go do domu i nazwałam Akim ( a kim ty jesteś kotku?).
Kotek ma same zalety. Pieszczoch, mruczuś, nie chodzi po meblach, itd... Nikt go nie chciał, ogłoszenia o znalezieniu nie działały...


 Az pewnego dnia do przychodni przyszła pani, która straciła starego kota, a jej drugi kot strasznie boleśnie  utratę towarzysza przeżywa... W przyszłym tygodniu dowiem się, jak przebiegło adoptowanie do nowych warunków. Ten kot był kotem z moich marzeń, ale nie mogę mieć na stałe więcej zwierząt.

Tymczasem Badi odpoczywa....


sobota, 8 grudnia 2012

Kicia Kocia

Kicia Kocia, Rysia, Dzidzia, Kota-Palikota... Kot o dwóch osobowościach.
W domu- demon zabawy, nie-przytulak, niezależny bandyta. Do Meli nie podchodzi. Mela skutecznie nauczyła wszystkie kotki, że do niej podchodzić nie wolno. Melę kot oszczędza.
Z Badim bardzo się kochają często razem śpią, ale generalnie roznoszą dom. Zabawy polegają na gonitwach wzajemnych i atakach pozorowanych (przez Badiego) i prawdziwych  w wykonaniu Dzidzi.
Kot podczas ucieczek wrzeszczy, podczas dotykania go przez psa- miauczy. Po chwili kot goni psa.
Oczywiście podczas ucieczek suną ślizgiem, przewracają się i kotłują. Momentami psychicznie siadam.
Boję się, że robią sobie krzywdę.
W szale zabawy rzuca się na kapcie, nogi i ręce. Nie bawię się z nią przy użyciu palców. Stosujemy wszelkie zabawki, zwykle najprostsze- sznurki, papierki, światełka, piłeczki.  W szle zabawy i tak się rzuca i gryzie, po chwili jej przechodzi.
Pozytywy?
Pięknie korzysta z kuwety.
Oszczędza firanki.
Używa drapaka.

W pracy- zupełnie inne zachowania. Kicia przychodzi na kolana(ale tylko do mnie). Prawdopodobnie boi się zastrzyków i nieprzyjemności związanych z chorowaniem. Czuje się tam w miarę swobodnie, ale głównie śpi- jak to kot. Interesuje się innymi zwierzętami. Do kotów podchodzi ostrożnie, ale jest bardzo nimi zainteresowana. Przychodzące duże psy uważnie obserwuje i nie życzy sobie, by podchodziły, małe psy toleruje. Oczywiście powiększa swoją objętość, ale daje się obwąchać i odchodzi. Jeszcze nie widziałam, by zaatakowała.
Czytam mnóstwo informacji na temat wychowywania kotów i zdaje się, niewiele mogę zrobić. Czas pokaże kim będzie. Nie wiem czy u mnie zostanie, bo mam podstawy by twierdzić, że zaczyna się u mnie rzut alergii na kota. Alertec dziś pomógł. Ale czy to przez kota? Kilka lat temu tak reagowałam, na persy w pracy kicham i prycham, a od trzech dni mnie dusi....

...poczekamy zobaczymy...
O kotach nie wiem nic...chętnie się dowiem....




czwartek, 22 listopada 2012

po zabiegu

Rysia dość szybko wybudziła się z narkozy. Wczoraj była troszkę obolała i rozdrażniona, ale już jest dobrze.  Opanowała chodzenie w kołnierzu zabezpieczającym szwy, nauczyła się w nim skakać. Głównie odpoczywa. Dużo pije i ładnie je. Pozwala naświetlać ranę lampą Bioptron Zepter.
Psy wspaniałomyślnie nie przeszkadzają jej w egzystencji i nie chcą lizać rany.

Rankiem patrzę, a kotka na ulubionym maminym fotelu. Pytam, czy chciała wejść.
- Nie, siedziała u mnie na kolanach- odpowiada Wanda
-Dopominała się?
-Nieee....ale tak siedziała i patrzyła, to ją wzięłam- odpowiedziała Wanda "która nie lubi kotów".

Gdyby kicią nie interesował się bardzo poważnie pewien pan ginekolog z Łodzi, to kto wie...może by została u nas?

wtorek, 20 listopada 2012

Rysia

Dziś przyniosłam z pracy kolejnego kotka- kotkę Rysię. rysia- to było pierwsze skojarzenie po obejrzeniu jej. Klasyczny przypadek. Przyniósł ja pan, który znalazł kotka i nie może go zatrzymać. Zastrzegał, żeby kicia trafiła do domu bez ogrodu , bo jak na jego gust jest zbyt śmiała i energiczna, co mogłoby się źle skończyć.
Mam na wieść rzekła tonem surowym: "Zgoda, ale tylko na kilka dni u nas, a jak jej nie oddasz, to pakuję psy, kota...itd, itd".
Rysia jest dokładnie taka, jak pan opisywał i gdybym nie znała go kilka lat to pomyślałabym, że to jego osobisty kot, bo tak się troszczy o jego przyszłość. Kotka jest kochana, chodzi za ludźmi jak pies i już pokochała maminy fotel i Badzika.
A mama?
No cóż, na jej widok powiedziała" O , jaka ładna!"
Już teraz wiadomo, że pobyt Rysi przedłuży się u nas do dni kilkunastu. Kicia ma przepuklinę pourazową, którą pilnie trzeba zoperować. Oczywiście nasz kochany doktor Witek wziął zabieg i koszt na siebie, za co go wszyscy kochamy (bo oczywiście twierdzi, że kotów nie lubi he, he...).


{Pozdrawiamy bardzo serdecznie.

Pusia trzy tygodnie temu znalazła nowy domek. Jest łobuziarą, ale dogaduje się z drugim kotem i wszyscy żyją szczęśliwie!


wtorek, 4 września 2012

Pusto i radośnie zarazem

bo Pepsi znalazła nowy dom. Ma duży dom z ogrodem, towarzysza kooota i dwa psiaki. Ma też zapewnione bardzo konkretne leczenie chorego oczka, co mnie cieszy najbardziej. Imię Pepsi tez zostało. Nie była zbyt zadowolona ze szczepień, które jej dziś zafundowaliśmy. Smutno mi troszeczkę, ale będzie miała bardzo dobrze.

Troszkę smutno, po południu zadzwoniła nowa właścicielka. Imię zostaje. Pepsi zajęła już swój ulubiony fotel, zaakceptowała psy, z kotem pójdzie troszkę gorzej, ale potrzeba czasu. Najbardziej zaskoczyła mnie "nie lubiąca kotów" mama, która ze smutkiem powiedziała: "Wiesz, kicia już się u nas zadomowiła i mam wątpliwość, czy gdziekolwiek będzie jej tak dobrze jak u nas". Opadła mi szczęka. Kiedyś będziemy miały kota. Kiedyś. Pepsi wiele mnie nauczyła o życiu kotów i będę długo o niej pamiętała. Wszystkiego dobrego kiciaku!

poniedziałek, 3 września 2012

czekam i czekam....

...na dom adopcyjny i nic.
Ogłoszone, plakatowane i bardzo duża kocia konkurencja. Dziś dowiedziałam się, że tego samego dnia, w którym znalazłam Pepsi, na tej samej ulicy znaleziono takąż kotkę, pepsowato-białą. Wygląda na to, ze ktoś chodził i "rozrzucał" miot.
Pepsi po tygodniu nieźle przytyła. Jej dzień wygląda następująco. Pobudka przed szóstą i zabawa w ganianie wszystkiego co się rusza lub wydaje się ruszać. Jedzonko, kupkanie, picie.
Wypatrzywszy torbę transportową wyczekuje wyjścia, wychodzimy do pracy, po ośmiu godzinach wracamy do domu.
Co ciekawe, w pracy głównie przesypia czas. Przecież go nie traci, o nie! Sypia na swoim ulubionym fotelu lub w szafce pod zlewem. Od czasu do czasu idzie na stół zjeść co nieco (miski zarówno w domu jak i w przychodni są zainstalowane na wysokościach, żeby psy nie zjadły zawartości), po czym bacznie przypatruje się pracy lekarzy. Gdyby nie nasze wołania od czasu do czasu, nikt nie wiedziałby o istnieniu tego kota. Oczywiście Pepsi z dnia na dzień poszerza rewir swoich węchowych penetracji.  Dziś była w poczekalni ku uciesze pacjentów. Obawiam się, że nie chcą oni domu dla kici, bo lubią jej obecność w tym nieprzyjemnym dla zwierzaków miejscu. Odwiedzających kociczkę jest wielu.
Próbujemy różnych trików. Padają nawet propozycje promocji. Do każdej zakupionej karmy dla kota proponujemy kotkę gratis. Również do tabletek na odrobaczenie i do preparatu na pchły.
Pepsi psom się nie narzuca, również przed nimi nie ucieka. Węszy i patrzy. I nigdy nie miauczy. Nigdy. Płakała tylko w chwili znalezienia. Ciągle mruczy.
W domu? Grandzi. Biega, szaleje, skacze po meblach, siedziała nawet na czubku  palmy. Zaciągnęła już firanki (będzie pretekst do kupna nowych hehe) i kradnie mi bobinki od mulin. I wynosi. Bawi się wszystkim. Najwięcej czasu spędza w pobliżu mojej mamy, która jej zwyczajnie nie lubi. Pepsi jest tez pretendentką do zajęcia miejsca na maminym fotelu. Wszystko wskazuje na to, że chciałaby zostać na stałe.
Oko goi się. Źrenica robi się coraz większa. Wpuszczana kropli kicia już nie lubi. Obcinanie paznokci przebiegało dziś przy baaardzo specyficznych dźwiękach zapewne oznaczających coś w stylu: spadaj babo!Gryzienia nie było. To dobry znak.
Śmieszna jest, chociaż na zdjęciach wygląda groźnie. Uwielbia spać na rękach do góry brzuchem. W stałym domu miałaby jednak lepiej....bo czy słyszał ktoś o kocie, który chodzi codziennie do pracy?



sobota, 25 sierpnia 2012

Pepsej

Wczorajszy poranek należał do udanych. Całą noc lało jak z cebra. Spałam dobrze i chociaż nie chciało się wstać z łóżka, bo sobota i deszcz- poszłam do pracy. Około 50 metrów od celu do moich uszu doszło przeraźliwe miauczenie. W tujach siedział zmoknięty niczym przysłowiowa kura mały kotek. Na słodkie "kici" wpakował się w moje ramiona i zatargałam go do pracy. Tak, znów- odpowiedziałam koleżance-kociarze. Tym razem samodzielnie określiłam płeć ( zaczynam się wdrażać), wysuszyłam biedaczkę, nakarmiłam i jest. Doktor powiedział, że "jest to wyjątkowo bezstresowy kot". Faktycznie, nie da się nie zauważyć, że kociczka niczego się nie boi. Śmiało idzie za każdym, zwiedza wszystko, jest wyjątkowo aktywna.
Właściwie nie odstępuje człowieka na krok. Wczorajszy dzień spędziła na mruczeniu i nieustannym deptaniu. Jest szczęśliwym kotkiem?
W sensie psychicznym- na pewno. Jeśli chodzi o zdrowie- zobaczymy. Kici, nazwałam ją Pepsej (żeby nie było afery o nieuprawnione używanie zastrzeżonego znaku) od koloru jej futerka. Nie jest czarna, nie jest tez brązowa. Brązowe ma poduszeczki łapek.
Jest zadbanym kotkiem, tylko ten wrzód na rogówce....Leczę. Wpuszczam kropelki, zobaczymy.  Jedno z oczek odbiega od normy.


Wczoraj bała się psów i pokazywała im pazury, dziś od rana jest fantastycznie. Całą gromada spaliśmy w jednym łóżku, co może nie było higieniczne, ale przynajmniej było miło.

Oczywiście mała aktywnie korzysta z komputera.

Pewna pani zamówiła do adopcji czarną kotkę, ale w duchu mam nadzieję, że może nie będzie jej chciała jeszcze przez jakiś czas. Bo nie czarna i to oczko.....Z drugiej strony...zobaczymy. Chyba nadal nie jestem gotowa,

niedziela, 12 sierpnia 2012

Ja kcem kota!!!!!!!!





Zdecydowałam- kiedyś będę mieszkała z kotem. Kiedyś, jak będę starsza (khem...). Zafascynowałam się. Przepraszam za wszystko złe, co myślałam o kociarzach. Zwariowałam, niemniej jednak Sleepek we wtorek się wyprowadza.

wtorek, 7 sierpnia 2012

Nowy kotek

Od wczoraj jest z nami mały kocurek. Kolejna ofiara wakacji. Podrzucony do ogródka. Bez pcheł, pasożytów. Z koszmarnym kocim katarem. Objęty został szczególną opieką. W ciągu dnia chodzi do mnie do pracy, do przychodni. Dostaje zastrzyki, karmimy, zakraplamy oczy. Wieczorem wracamy do domu. Kicha, rzęzi., lecą mu gluty z nosa. dziś wygląda lepiej niż wczoraj- jego oczy nie przypominają już dojrzałych wiśni, ale za to ma biegunkę.  Nie wiemy wszak co jadł wcześniej. Według mnie- ciągnął maminego cyca i nie był dokarmiany czymkolwiek. Nie potrafię inaczej wytłumaczyć jego sterczących kości i szukania sutków nawet u obcych psów.
Meli jego obecność zwisa, o ile do niej nie podchodzi.
Badi jest zachwycony. Pilnuje, pielęgnuje i przytula. Śpią razem. Dobrze, że koci katar nie jest groźny dla psów.
Kotek został nazwany Sleepek. ciągle śpi i ma białą łatę na brzuchu w kształcie majtek. Właściwie chcieliśmy nazwać go String, ale Sleepek brzmi lepiej.
Kocio nie boi się żadnych psów (dziś uczestniczył aktywnie w strzyżeniu sznaucera olbrzyma), odważnie zwiedza pomieszczenia. Jakby wszystkiego było mało- dziś zaliczył też wpadnięcie do wiadra  z wodą i środkiem do dezynfekcji. Jak śliwka w kompot, później płukanie i suszenie. Oj, będzie miał chłopak barwne życie.
SZUKA NOWEGO DOMU!!!

wtorek, 24 lipca 2012

Grandzia

Oto Grandzia, którą dziś rano w drodze do pracy ściągnęłam z krzaków przy ruchliwej ulicy. Mała ma około osiem tygodni, czyste futerko, czyste uszy bez pasożytów, duży apetyt i umie korzystać z kuwety. Nie boi się psów, cały dzień spędziła ze mną w lecznicy. Grandzia oczywiście grandzi.


Szukam dla niej nowego domu, bo z nami zostać nie może.

Welcome