sobota, 12 listopada 2011








piątek, 11 listopada 2011

I stało się....

Wczoraj Badi został poddany zabiegowi kastracji. Nie będę powtarzać dlaczego to zrobiłam. W wielu postach były nawiązania i tłumaczenie decyzji. Była to oczywista oczywistość i tyle.
Po zabiegu wybudził się bardzo szybko. Cała reszta to dla mnie dramat.
Przede wszystkim (jest godzina 9:44 w piątek) po raz pierwszy po 24 godzinach napił się wody i nareszcie zasnął. Nie spaliśmy całą noc. Padam z nóg. Badziulek chciał cały czas siedzieć mi na kolanach, ewentualnie siedział na moim brzuchu. Nie da się spać w takiej pozycji. wiercił się niemiłosiernie a kołnierz tylko pogarszał sprawę. Kto nie miał doczynienia z jeżdżeniem plastikowym kołnierzem po próbującej zasnąć twarzy nie wie co stracił. Czy boli? Pomimo zabezpieczenia  w środki przeciwbólowe ( nie na darmo pracuje się w przychodni weterynaryjnej, a co) i podawaniu bezpośrednio preparatów do żyły jestem pewna, że boli jak cholera. Widać to po zachowaniu. Zresztą- cavaliery są niezwykle nieodpornymi na ból stworkami. Powie to każdy właściciel.

Teraz słoneczko próbuje spać. Jestem nieszczęśliwa. wiem, jeszcze kilka dni i zapomnimy o wszystkim, ale w takich chwilach żałuję podjętych decyzji. Ale to mówią emocje. Badi będzie szczęśliwszy bez jąder.


Na zdjęciach: syndrom straconych jajek. Trzeba się ze wstydu schować.

niedziela, 6 listopada 2011

Odwiedziny Zosi

Niemowlę przybyło. W domu padł ustalony przez lata porządek. Inne pory spania, wychodzenia na spacery i innych rozrywek. Psy zamarły i właściwie przestały się ze sobą bawić. Nie mają czasu. Bacznie obserwują Zosieńkę. Co jakiś czas zaglądają do łóżeczka, ewentualnie śpią przy nim. Do wąchania najlepiej nadają się brudne pieluszki i główka dzidziusia. Nóżki trzeba obowiązkowo lizać. Skarpetki, smoczki i zabawki warto czasem chcieć, trzeba tylko to mocno zakomunikować.
A tak na serio- psy zachowują się cudownie.

Szczekają minimalistycznie. Zaprzestały gonitw, szalonych zabaw i nieustającego kręcenia się pod nogami. Nie są zazdrosne. Badi chce uczestniczyć we wszystkich zajęciach- od karmienia po kąpiel. Jest delikatny. Bardzo fajne doświadczenie.

sobota, 29 października 2011

Odwiedziny Jagody

Odwiedziła nas sześcioletnia Jagoda. Krzyk, pisk, nadpobudliwość i buzia, która się nie zamykała. Dziewczynka, która grała twardzielkę, ale bała się psa. Emocje, które zadziałały bezpośrednio na Badzika. Pies chwilkę popracował, a potem szukał zajęć zastępczych. Właściwie nie była to nawet praca, ale popisy. Nakręcili się wzajemnie. I jeszcze smakowite ciasto na stole i kawa z mlekiem- jak tu się oprzeć takim pokusom.
Trudno skupić się w domu. Jesteśmy na etapie, w którym lepiej pracuje nam się na zewnątrz i w nowych miejscach, a nie w domu. W domu wszystko jest znane. Można kombinować po swojemu. Prawie wszystko jest przewidywalne. Dla mojego psa- nuda.
 Zaczynam się zastanawiać, czy nie lepiej sprawdziłby się w sporcie....
 Z drugiej strony- wykonywał polecenia i sam  w wolnych chwilach nastawiał się do głaskania i przytulania. Na szczęście dziewczę znudziło się pieskiem (zna ich kilka) i wybrało do zabawy fiszerprajsowego Reksia.
Trzeba odespać te odwiedziny.
Ciastka wątróbkowe wyjęte własnie z piekarnika.

Jutro egzamin z posłuszeństwa kończący szkolenie.

I dodatkowa godzina snu. Hura.

czwartek, 27 października 2011

Jesienna pielęgnacja

Jesień. Wilgoć i piach.
Z powodów rodzinnych (czytaj: uniknięcia konfliktu na tle czystości w domu)ostrzygłam Badiemu "kapcie" na nogach. Pomogło. Ja wiem, wygląda dziwnie. Stwierdzam , że kapcie nie są mu do niczego potrzebne. Na wystawy nie pojedzie, w konkursach piękności nie zabłyśnie.
Myślałam, że będzie gorzej ale chłopak zniósł to bardzo dzielnie. w przypływie upiększającego szału wyczesałam też uszy (te akurat czeszemy codziennie, ale co tam) i ostrzygłam całe nóżki Meluszki.
Ze spacerów wracamy bez piachu. Cudownie.

wtorek, 25 października 2011

Psiska nie chcą zaszczytów
i nie pragną medali.
Pies najbardziej się cieszy,
gdy się pieska pochwali.
Gdy go weźmiesz na spacer
w jakiś mglisty poranek.
Kiedy łapy ma brudne,
a futerko rozwiane.
I nie marzy o sławie
żaden mądry pieseczek.
                                                                 Natalia Usenko

poniedziałek, 24 października 2011

Rano najstarsza psina, stęskniona po nieobecności mojej zakomunikowała, że idzie ze mną do pracy. No cóż, lekarzy się boi, ale chęć przebywania z pańcia była silniejsza. Wytrzymała prawie do końca. Wytrzymała. Godzinę przed wyjściem zaczęła jęczeć i stękać, że ona już wychodzi. Musiała wycierpieć swoje. Na wieczorny spacer już nie poszła.


Nite Ize SpotLit, świecąca zawieszka na obrożęWietrzna pogoda zmusiła mnie do godzinnego spacerowania z Badim. Poznawaliśmy na nowo miasto. Jest ciekawie- liście, światła, cienie, ludzie. Wszystkiego w ciemności wygląda inaczej. Badi szpanuje "na mieście" nowym gadżetem Nite Ize. Niektórzy mówią o nas "UFO", inni pytają, gdzie to kupić. Pies jest widoczny  zarówno w terenie (dla mnie), jak i dla kierowców. Nie zaryzykowałabym jednak zawieszenia gadżetu pod szyją psa. Uważam, że światło jest za mocne, dlatego Badi nosi breloczek przypięty do szelek, na plecach.  Póki co nie pada. Na łąki nie poszliśmy, za duży tam wiatr. Zachorowała kolejna psia kumpela, znów na wirusowy kaszel. Kennelowy może to nie jest (moje szczepione a i tak zachorowały), ale musi być  jakieś pokrewne dziadostwo, skoro chorują po kolei wszystkie psy w miasteczku, jak leci.  Z racji szalejącego wirusa nie było spotkań z pieskami.

Jest za to wieczorne czytanie książki Temple Grandin pt. : "Zrozumieć zwierzęta". Do zakupu lektury zachęcił mnie obejrzany niedawno  film pod tytułem "TEMPLE GRANDIN". Jestem w połowie, odkrywam zwierzęcy świat, o którym nie miałam pojęcia.

Medytuję wszystko to, o czym dowiedziałam się na odbytym kursie w Fundacji Razem Łatwiej- Zwierzęta przełamują bariery-  "Animaloterapia w opiece paliatywnej".

Welcome