Jesień. Wilgoć i piach.
Z powodów rodzinnych (czytaj: uniknięcia konfliktu na tle czystości w domu)ostrzygłam Badiemu "kapcie" na nogach. Pomogło. Ja wiem, wygląda dziwnie. Stwierdzam , że kapcie nie są mu do niczego potrzebne. Na wystawy nie pojedzie, w konkursach piękności nie zabłyśnie.
Myślałam, że będzie gorzej ale chłopak zniósł to bardzo dzielnie. w przypływie upiększającego szału wyczesałam też uszy (te akurat czeszemy codziennie, ale co tam) i ostrzygłam całe nóżki Meluszki.
Ze spacerów wracamy bez piachu. Cudownie.
Pages
Etykiety
moje psiaki
Badi
rozterki groomerki
azylanci
wierszyki
wystawy
szkolenia
mela
moje świnki/my cavies
edukacja z psem
przemyślenia
pogryzienia
szwajcaria
Airedale terrier
choroby genetyczne
dlaczego z rodowodem
egzaminy
fryzury
gadżety
imprezy
kumple
o mnie
problemy wychowawcze
profilaktyka pogryzień
różne
shih-tzu
socjal
urodziny
wakacje
zabawki
zdrowie
czwartek, 27 października 2011
wtorek, 25 października 2011
poniedziałek, 24 października 2011
Rano najstarsza psina, stęskniona po nieobecności mojej zakomunikowała, że idzie ze mną do pracy. No cóż, lekarzy się boi, ale chęć przebywania z pańcia była silniejsza. Wytrzymała prawie do końca. Wytrzymała. Godzinę przed wyjściem zaczęła jęczeć i stękać, że ona już wychodzi. Musiała wycierpieć swoje. Na wieczorny spacer już nie poszła.
Wietrzna pogoda zmusiła mnie do godzinnego spacerowania z Badim. Poznawaliśmy na nowo miasto. Jest ciekawie- liście, światła, cienie, ludzie. Wszystkiego w ciemności wygląda inaczej. Badi szpanuje "na mieście" nowym gadżetem Nite Ize. Niektórzy mówią o nas "UFO", inni pytają, gdzie to kupić. Pies jest widoczny zarówno w terenie (dla mnie), jak i dla kierowców. Nie zaryzykowałabym jednak zawieszenia gadżetu pod szyją psa. Uważam, że światło jest za mocne, dlatego Badi nosi breloczek przypięty do szelek, na plecach. Póki co nie pada. Na łąki nie poszliśmy, za duży tam wiatr. Zachorowała kolejna psia kumpela, znów na wirusowy kaszel. Kennelowy może to nie jest (moje szczepione a i tak zachorowały), ale musi być jakieś pokrewne dziadostwo, skoro chorują po kolei wszystkie psy w miasteczku, jak leci. Z racji szalejącego wirusa nie było spotkań z pieskami.
Jest za to wieczorne czytanie książki Temple Grandin pt. : "Zrozumieć zwierzęta". Do zakupu lektury zachęcił mnie obejrzany niedawno film pod tytułem "TEMPLE GRANDIN". Jestem w połowie, odkrywam zwierzęcy świat, o którym nie miałam pojęcia.
Medytuję wszystko to, o czym dowiedziałam się na odbytym kursie w Fundacji Razem Łatwiej- Zwierzęta przełamują bariery- "Animaloterapia w opiece paliatywnej".
Jest za to wieczorne czytanie książki Temple Grandin pt. : "Zrozumieć zwierzęta". Do zakupu lektury zachęcił mnie obejrzany niedawno film pod tytułem "TEMPLE GRANDIN". Jestem w połowie, odkrywam zwierzęcy świat, o którym nie miałam pojęcia.
Medytuję wszystko to, o czym dowiedziałam się na odbytym kursie w Fundacji Razem Łatwiej- Zwierzęta przełamują bariery- "Animaloterapia w opiece paliatywnej".
niedziela, 23 października 2011
Po co właściwie trzymać psa?
Po co właściwie trzymać psa?
Przeciwskazania każdy zna:
Pies oprócz kaszy żąda mięsa,
Pies po śmietnikach się wałęsa.
Pies, nim dorośnie, gryzie wszystko,
Pies to zarazków jest siedlisko.
Pies do mieszkania wnosi błoto
( Gdy dżdżów warkocze się rozplotą).
Pies, kiedy pragnie zgłębić sekret,
Ogród przekopie- tropiąc, gdzie kret.
Pies czasem w nocy szczeka, warczy...
Pies wyje do księżyca tarczy.
(Próżno nakrywasz się poduchą,
Noc głucha nie jest aż tak głuchą).
To prawda.
Są kłopoty z psem.
Ale wy wiecie
I ja wiem-
Gdy łza oświetla dzień ponury,
Dobrze mieć psa,
Co drzemie obok.
PIES TO KAWAŁEK JEST NATURY,
Który zamieszkał razem z tobą.
Pogłaszcz psa-
i w szarym mieście,
Wśród szrych bloków świeci słońce...
W zielonym wietrze,
W trawie szeleście
Z psem biegniesz
Po dzieciństwa łące
Ryszard marek Groński
Przeciwskazania każdy zna:
Pies oprócz kaszy żąda mięsa,
Pies po śmietnikach się wałęsa.
Pies, nim dorośnie, gryzie wszystko,
Pies to zarazków jest siedlisko.
Pies do mieszkania wnosi błoto
( Gdy dżdżów warkocze się rozplotą).
Pies, kiedy pragnie zgłębić sekret,
Ogród przekopie- tropiąc, gdzie kret.
Pies czasem w nocy szczeka, warczy...
Pies wyje do księżyca tarczy.
(Próżno nakrywasz się poduchą,
Noc głucha nie jest aż tak głuchą).
To prawda.
Są kłopoty z psem.
Ale wy wiecie
I ja wiem-
Gdy łza oświetla dzień ponury,
Dobrze mieć psa,
Co drzemie obok.
PIES TO KAWAŁEK JEST NATURY,
Który zamieszkał razem z tobą.
Pogłaszcz psa-
i w szarym mieście,
Wśród szrych bloków świeci słońce...
W zielonym wietrze,
W trawie szeleście
Z psem biegniesz
Po dzieciństwa łące
Ryszard marek Groński
sobota, 22 października 2011
Pieski zostały w domu.
Wyruszyłam w dwudniowa podróż. Podróż w nieznane. Podróż, której celem było wzięcie udziału w kursie "Animaloterapia w opiece paliatywnej". To, co tam usłyszałam jest nowa jakością i czymś, co mnie zainspirowało do działania. Poznałam fantastycznych ludzi, którzy nastawieni są na działanie- nie na gadanie, na uśmiech i pomoc- nie na krytykę i przede wszystkim otwarci na ludzi i nowości. Ludzie, którzy nie szufladkują psów i nie traktują ich instrumentalnie. Odchodzący człowiek jest najważniejszy, pies jest najważniejszy, bo jest dla tego człowieka, "ja" gdzieś na końcu.
Tak, jestem gotowa na podjęcie wyzwania. Nie wiem tylko, czy cokolwiek będzie już takie samo. Wiele spraw muszę sobie w głowie poukładać.
Wyruszyłam w dwudniowa podróż. Podróż w nieznane. Podróż, której celem było wzięcie udziału w kursie "Animaloterapia w opiece paliatywnej". To, co tam usłyszałam jest nowa jakością i czymś, co mnie zainspirowało do działania. Poznałam fantastycznych ludzi, którzy nastawieni są na działanie- nie na gadanie, na uśmiech i pomoc- nie na krytykę i przede wszystkim otwarci na ludzi i nowości. Ludzie, którzy nie szufladkują psów i nie traktują ich instrumentalnie. Odchodzący człowiek jest najważniejszy, pies jest najważniejszy, bo jest dla tego człowieka, "ja" gdzieś na końcu.
Tak, jestem gotowa na podjęcie wyzwania. Nie wiem tylko, czy cokolwiek będzie już takie samo. Wiele spraw muszę sobie w głowie poukładać.
poniedziałek, 17 października 2011
Złe wieści
Dziękuję wszystkim za miłe słowa. Jakoś się trzymamy.
Na szkoleniu w niedziele nie byliśmy. Teraz już wszyscy mamy "coś". Katar, kaszel, bóle gardła i głowy.
Wprawdzie Badylowi prawie choroba dziś przeszła, ale niestety- na Melę i Zmorkę. Dziewczyny zaczęły kasłać w nocy. Zmora znosi chorowanie gorzej. Jest delikatna i ma słabsza psychikę. Właściwie trudno dziwić się- ona nigdy nie choruje. Drobna niedyspozycja urasta do wielkiego wydarzenia.
Okoliczności przyrody były takie: rodzice są dziś mało dyspozycyjni. Moje psy i moja odpowiedzialność, zatem nie posiadawszy samochodu musiałam sobie jakoś poradzić sama. Mela wylądowała w plecaku, Zmora na reku, a Badi szedł grzecznie na ostatni zastrzyk na smyczy.
W pracy byłam zajęta, dlatego towarzystwo wylądowało w jednej przestronnej klatce i dobrze im było (póki nie pojawili się licealiści w celu zobaczenia na czym polega praca lekarzy). Młody się rozbrykał i wrzeszczał. Czemu najpierw go zaczepiali a potem sobie poszli? Nie mógł zrozumieć....
Wstydu nie było. Żadne ze stworów nie płakało przy zastrzykach. Rzadko się zdarza.
Jeszcze w sprawie chorowania i logistyki. Właśnie dlatego nie mam więcej zwierząt. A co by było gdybym ja też musiała położyć się do łóżka? A jak poradzić sobie z większą ilością psów? Jak je przetransportować? Co w sytuacji, gdy jest się samotną osoba i nie ma kogo poprosić o pomoc?
Zostanę przy trójce. Amen.
Na szkoleniu w niedziele nie byliśmy. Teraz już wszyscy mamy "coś". Katar, kaszel, bóle gardła i głowy.
Wprawdzie Badylowi prawie choroba dziś przeszła, ale niestety- na Melę i Zmorkę. Dziewczyny zaczęły kasłać w nocy. Zmora znosi chorowanie gorzej. Jest delikatna i ma słabsza psychikę. Właściwie trudno dziwić się- ona nigdy nie choruje. Drobna niedyspozycja urasta do wielkiego wydarzenia.
Okoliczności przyrody były takie: rodzice są dziś mało dyspozycyjni. Moje psy i moja odpowiedzialność, zatem nie posiadawszy samochodu musiałam sobie jakoś poradzić sama. Mela wylądowała w plecaku, Zmora na reku, a Badi szedł grzecznie na ostatni zastrzyk na smyczy.
W pracy byłam zajęta, dlatego towarzystwo wylądowało w jednej przestronnej klatce i dobrze im było (póki nie pojawili się licealiści w celu zobaczenia na czym polega praca lekarzy). Młody się rozbrykał i wrzeszczał. Czemu najpierw go zaczepiali a potem sobie poszli? Nie mógł zrozumieć....
Wstydu nie było. Żadne ze stworów nie płakało przy zastrzykach. Rzadko się zdarza.
Jeszcze w sprawie chorowania i logistyki. Właśnie dlatego nie mam więcej zwierząt. A co by było gdybym ja też musiała położyć się do łóżka? A jak poradzić sobie z większą ilością psów? Jak je przetransportować? Co w sytuacji, gdy jest się samotną osoba i nie ma kogo poprosić o pomoc?
Zostanę przy trójce. Amen.
czwartek, 13 października 2011
co u nas
Wyszedł Badi na deszczyk,
dostał kaszlu i dreszczy.
Boli głowa i oczy,
nogi w błocie przemoczył.
Kładzie mama pieseczka,
do dużego łóżeczka.
Bierze synka za rączkę:
„oj, masz, piesku, gorączkę”.
Przyszedł tatuś wieczorem,
z siwym panem doktorem.
„ratuj, panie doktorze,
bo synkowi wciąż gorzej!”
Doktor pieska opukał,
okularów poszukał.
I powiada: „Dam ziółka,
będzie zdrowy jak pszczółka.
Dam i proszki na dreszcze,
niech poleży dzień jeszcze,
ale lepsze niż proszki
są na dreszcze kaloszki”.
wierszyk przerobiony na podstawie wiersza wandy Grodzieńskiej
Badi jest przeziębiony. Od wczoraj bardzo kaszle i odkrztusza ślinę z flegmą. Dziś w nocy ataki kaszlu następowały co 2 godziny, pomimo podanych leków. Doktorowi nie podoba się też serce malucha. Badi nie ma też apetytu. Mam nadzieję, że szybko uporamy się z niedyspozycją. Obawiam się tylko, że Mela też może być za chwile przeziębiona. Ja tez mam katar i kaszel. Chyba wspólnie położymy się do łóżka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)