wtorek, 16 sierpnia 2011

niedziela, 14 sierpnia 2011

Piątek i sobota

Podróż była męcząca. Pociąg oczywiście był opóźniony o pół godziny. Wewnątrz niemiłosiernie gorąco- za to wesoło. Badi robił furorę i jak zwykle pozował do zdjęć. Tym razem upodobali go sobie przesympatyczni Rosjanie. Badi tez ich polubił. Mieli coś, co psy lubią najbardziej- śmierdzące skarpety, których woń rozchodziła się po całym wagonie. Mieli też herbatniki. Nowy smak. Nieznany psu i taki zachęcający. Skosztował. Później jeszcze tylko podróż autobusem kolejne pół godziny (plus 30 minut czekania na tenże pojazd) i byliśmy na miejscu. Atrakcji jednak nie było dość jak na jeden dzień. Zaczęła się burza, która z przerwami trwała do godziny  dziewiątej następnego dnia. Waliło ostro. Pies znosił dzielnie, jednak cały stres odreagował biegunką. Do sobotniego wieczoru nie jadł już nic.

Reakcja na Kluskę, czyli niemowlaczka.
Kluska jest fajna. wydaje nieznane dźwięki, które zachęcają do przybiegania w podskokach. Pachnie dziwnie- mieszaniną mleka, kremów, rodzicami i czasem kupką. Badi dostąpił zaszczytu polizania Kluski w stópkę. Podobało mu się. Na więcej zbliżeń nie pozwoliliśmy. Na razie.



Wizyta u Mariusza i Ewy.
Tym razem podróż metrem. W metrze jest fajnie, bo wieje wiatr. Nie ma rozproszeń widokami za oknem. Obarowie mają mały ogródek, w którym psiak mógł hasać do woli. Okazało się, że Badi sprawdza się również jako pies stróżujący. O ile balkon nie wzbudza w nim tego typu instynktów- w ogródku szalał. O każdym przechodniu byliśmy informowani na bieżąco. Do tego doszły odwiedzające poletko ptaki i koty. Ogródek był pełen rożnych dziwnych przedmiotów- stojący wysoko karmnik dla ptaków, biedronka gliniana w krzakach i inne atrakcje. Po kilku godzinach w gościnie- padł. W domu nawet Kluska go nie interesowała.

piątek, 12 sierpnia 2011

Jutro wyjeżdżamy do stolicy. Poznamy nowego członka naszej ludzkiej rodziny- mała Zosię. Będzie okazja do jazdy pociągiem, tramwajem, chodzenie wśród ludzi, nowe miejsca, zapachy i nowe łóżko do spania. Na podróż założymy szelki, do kieszeni kantarek, który ma "udawać" kaganiec w komunikacji miejskiej. Do plecaka mnóstwo niezbędnych rzeczy na czele z ulubioną zabawką. ...po powrocie zdam relację.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Dorosłość (?)

Dziś rano Badi podczas siusiania podniósł nogę. To bardzo ważny element psiej dorosłości. Więcej tego sukcesu nie powtórzył (pewnie na początku jest trochę jak z goleniem u facetów- chciałoby sie golić, ale nie wiadomo po co, bo włosów jakby w g... patyków nawtykał..).
Za to z wieczornego spaceru przyniósł sobie smoczek. Każdy kto nas mijał wpadał w zachwyt, ewentualnie ludzie pytali, po co mu smoczek. Ja nie wiem po co. Znalazł i pokochał.  Pozwoliłam mu przez chwilę pobawić się zdobyczą w domu. Niech ma. Zrobiłam tez pamiątkowe zdjęcie. Ludziska na ulicy pstrykali, a ja nie zrobię?



czwartek, 4 sierpnia 2011

Mela akrobatka

Znalazłam stare zdjęcie przedstawiające Melę pomagającą mi podczas wiosennych porządków. Jak na terriera przystało- musiała wszystko widzieć z góry.

czwartek, 28 lipca 2011

Doigrał się smarkacz! Prawdopodobna konsumpcja "na mieście" bez zgody mamusi musiała skończyć się biegunką. Tym razem nie był to jednorazowy incydent. Takimi zupełnie się nie przejmuję, wszak jednorazowe akcje zdarzają się i ludziom. Chodziliśmy też na nocne spacery inicjowane nagłymi próbami wydostania się "czegoś" z z"kogoś". Dziwne kupki zaowocowały wizytą u lekarza. W sumie świetna sprawa. Przecież Badi wielokrotnie chodził tam towarzysko, dlaczego i tym razem miałoby być inaczej? Do przychodni prowadził sam. Zadowolony bardzo. Pierwszego dnia zastrzyki nie były najgorsze. Najgorsze było mierzenie temperatury. Wydarło się nieboże, że chyba cała dzielnica słyszała i przestało, kiedy tylko magiczny patyczek opuścił jego ciało. Zastrzyki miłe nie były, ale dało się przeżyć.
Wczoraj kłucie było straszne. Skomlenie i piski niosły się aż do centrum miasta zapewne. Pomimo doznanych krzywd, po zabiegach Badi obdarzył wszystkich pracowników całusami i pożegnał wesołym merdaniem ogona nie czując urazy. Dziś teoretycznie ostatni dzień kuracji, ale kupy nadal mnie niepokoją.
Oczywiście zmiana diety na  GASTRO INTESTINAL. Kurczaczek i ryż za bardzo się nie sprawdził w tej dolegliwości. Poczekamy- zobaczymy.
A smarkacz czuje się cały czas świetnie. Żadnych innych objawów chorobowych, świetny humor, codzienne wściekanie na spacerach, biegi na czas i wszystko w normie. Tylko te kupy...

Kończą się właśnie Mistrzostwa Europy w baseballu. Badi jak prawdziwy kutnianin równiez bierze udział w baseballowych zabawach. Taki z niego zawodnik:
P.S. Z piłki został tylko drewniany wkład.

sobota, 23 lipca 2011

Melusia

Dziś z samiutkiego rana udałam się w podróż do Płocka. Byłam z Melusią na konsultacji po operacji. Pan doktor jest z nogi ( i swojej roboty) bardzo zadowolony. Oczywiście noga nie będzie już taka sprawna jak dawniej, ale bardzo dobrze spełnia swoja funkcję. Samo zwierzątko odżyło. codziennie chodzimy na mafijne spacerki, gdzie ma okazję wściekać się, szczekać, rządzić, biegać i podskakiwać. Jest szczęśliwym psem.

Welcome