Dziś rano Badi podczas siusiania podniósł nogę. To bardzo ważny element psiej dorosłości. Więcej tego sukcesu nie powtórzył (pewnie na początku jest trochę jak z goleniem u facetów- chciałoby sie golić, ale nie wiadomo po co, bo włosów jakby w g... patyków nawtykał..).
Za to z wieczornego spaceru przyniósł sobie smoczek. Każdy kto nas mijał wpadał w zachwyt, ewentualnie ludzie pytali, po co mu smoczek. Ja nie wiem po co. Znalazł i pokochał. Pozwoliłam mu przez chwilę pobawić się zdobyczą w domu. Niech ma. Zrobiłam tez pamiątkowe zdjęcie. Ludziska na ulicy pstrykali, a ja nie zrobię?
Pages
Etykiety
moje psiaki
Badi
rozterki groomerki
azylanci
wierszyki
wystawy
szkolenia
mela
moje świnki/my cavies
edukacja z psem
przemyślenia
pogryzienia
szwajcaria
Airedale terrier
choroby genetyczne
dlaczego z rodowodem
egzaminy
fryzury
gadżety
imprezy
kumple
o mnie
problemy wychowawcze
profilaktyka pogryzień
różne
shih-tzu
socjal
urodziny
wakacje
zabawki
zdrowie
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
czwartek, 4 sierpnia 2011
Mela akrobatka
Znalazłam stare zdjęcie przedstawiające Melę pomagającą mi podczas wiosennych porządków. Jak na terriera przystało- musiała wszystko widzieć z góry.
czwartek, 28 lipca 2011
Doigrał się smarkacz! Prawdopodobna konsumpcja "na mieście" bez zgody mamusi musiała skończyć się biegunką. Tym razem nie był to jednorazowy incydent. Takimi zupełnie się nie przejmuję, wszak jednorazowe akcje zdarzają się i ludziom. Chodziliśmy też na nocne spacery inicjowane nagłymi próbami wydostania się "czegoś" z z"kogoś". Dziwne kupki zaowocowały wizytą u lekarza. W sumie świetna sprawa. Przecież Badi wielokrotnie chodził tam towarzysko, dlaczego i tym razem miałoby być inaczej? Do przychodni prowadził sam. Zadowolony bardzo. Pierwszego dnia zastrzyki nie były najgorsze. Najgorsze było mierzenie temperatury. Wydarło się nieboże, że chyba cała dzielnica słyszała i przestało, kiedy tylko magiczny patyczek opuścił jego ciało. Zastrzyki miłe nie były, ale dało się przeżyć.
Wczoraj kłucie było straszne. Skomlenie i piski niosły się aż do centrum miasta zapewne. Pomimo doznanych krzywd, po zabiegach Badi obdarzył wszystkich pracowników całusami i pożegnał wesołym merdaniem ogona nie czując urazy. Dziś teoretycznie ostatni dzień kuracji, ale kupy nadal mnie niepokoją.
Oczywiście zmiana diety na GASTRO INTESTINAL. Kurczaczek i ryż za bardzo się nie sprawdził w tej dolegliwości. Poczekamy- zobaczymy.
A smarkacz czuje się cały czas świetnie. Żadnych innych objawów chorobowych, świetny humor, codzienne wściekanie na spacerach, biegi na czas i wszystko w normie. Tylko te kupy...
Kończą się właśnie Mistrzostwa Europy w baseballu. Badi jak prawdziwy kutnianin równiez bierze udział w baseballowych zabawach. Taki z niego zawodnik:
P.S. Z piłki został tylko drewniany wkład.
Wczoraj kłucie było straszne. Skomlenie i piski niosły się aż do centrum miasta zapewne. Pomimo doznanych krzywd, po zabiegach Badi obdarzył wszystkich pracowników całusami i pożegnał wesołym merdaniem ogona nie czując urazy. Dziś teoretycznie ostatni dzień kuracji, ale kupy nadal mnie niepokoją.
Oczywiście zmiana diety na GASTRO INTESTINAL. Kurczaczek i ryż za bardzo się nie sprawdził w tej dolegliwości. Poczekamy- zobaczymy.
A smarkacz czuje się cały czas świetnie. Żadnych innych objawów chorobowych, świetny humor, codzienne wściekanie na spacerach, biegi na czas i wszystko w normie. Tylko te kupy...
Kończą się właśnie Mistrzostwa Europy w baseballu. Badi jak prawdziwy kutnianin równiez bierze udział w baseballowych zabawach. Taki z niego zawodnik:
P.S. Z piłki został tylko drewniany wkład.
sobota, 23 lipca 2011
Melusia
Dziś z samiutkiego rana udałam się w podróż do Płocka. Byłam z Melusią na konsultacji po operacji. Pan doktor jest z nogi ( i swojej roboty) bardzo zadowolony. Oczywiście noga nie będzie już taka sprawna jak dawniej, ale bardzo dobrze spełnia swoja funkcję. Samo zwierzątko odżyło. codziennie chodzimy na mafijne spacerki, gdzie ma okazję wściekać się, szczekać, rządzić, biegać i podskakiwać. Jest szczęśliwym psem.
środa, 20 lipca 2011
Po spacerku:)
Dziś po wielkiej burzy z gradobiciem wybraliśmy się na łąki. Byli wszyscy kumple i kumpelki. I wody po kostki. No, może przesadziłam. W każdym razie było słychać pluskanie kiedy psy biegały. Woda odpręża. Psy już dawno nie były w tak świetnym nastroju. Ulubionymi zabawami były: wydzieranie trawy z ziemi i ucieczka przed sforą, taplanie w kałużach, skoki do wody na czas, przebieganie przez dziury z wodą i najlepsze: poszukiwanie zaginionych piłek w błotnych kałużach. Piłek nie było, ale czegoś psy szukały. Były też zapasy w błocie. Szkoda (a może na szczęście) Sylwia nie wzięła dziś aparatu foto. wszystkie psy z Melą włącznie zmieniły kolor. Dominowały kolory ziemi:) brąz i czerń. Labrador fado wyglądał dosłownie ziemsko. Badiemu woda zupełnie dziś nie przeszkadzała. wprost przeciwnie. Wziął udział we wszystkich psio-wodnych konkurencjach.
Wróciłam mokra. A pomyśleć, że przed wyjściem miałam dylemat, czy iść w klapkach, czy może w kaloszach. Kalosze na nic by się zdały, bo psy skakały wszędzie, otrząsały się z wody....Byłam mokra.
Po powrocie czekała mnie potrójna kąpiel. Teraz odpoczywamy.
Nikt nie był zły, kupa śmiechu, pełne zrozumienie na linii psy- ludzie. Dlatego uwielbiam nasza paczkę.
Wróciłam mokra. A pomyśleć, że przed wyjściem miałam dylemat, czy iść w klapkach, czy może w kaloszach. Kalosze na nic by się zdały, bo psy skakały wszędzie, otrząsały się z wody....Byłam mokra.
Po powrocie czekała mnie potrójna kąpiel. Teraz odpoczywamy.
Nikt nie był zły, kupa śmiechu, pełne zrozumienie na linii psy- ludzie. Dlatego uwielbiam nasza paczkę.
niedziela, 10 lipca 2011
Niedzielne wpadki
Poranny niedzielny spacer po 6 rano. Tym razem to ja nie mogłam spać i wyciągnęłam psiaki na długi i nieskrępowany smyczami spacer. Spotkaliśmy beagla Difena i psie szczęście podwoiło się. Psiaki wpadły na boisko do piłki plażowej. Szał. Bieganie, kopanie, tarzanie. Cud-miód. Po szaleństwach Difen sprawnie znalazł dziurę w siatce i spokojnie wyszedł. Badi w wielkim szale radości biegł za nim, biegł i biegł i z impetem.....wpadł na siatkę. dziury nie zauważył. Musiał troszkę pokombinować, ale wyszedł.
Kolejną przeszkoda było leżące na ławce wielkie opakowanie po czipsach. Najpierw forsowanie ławki- poszło gładko. Badi włożył głowę w opakowanie...ciut za głęboko. Komu jak komu, ale jemu nie było do śmiechu. Nic nie widać, nic nie słychać, ciemno, panika. Jakimś cudem udało mi się dziwne zwierzątko złapać. czy pomimo tego przykrego wydarzenia zrezygnował z chęci posiadania torby?
NIE! Do zabawy przyłączyły się inne psiaki i była niezła zabawa....
Kolejną przeszkoda było leżące na ławce wielkie opakowanie po czipsach. Najpierw forsowanie ławki- poszło gładko. Badi włożył głowę w opakowanie...ciut za głęboko. Komu jak komu, ale jemu nie było do śmiechu. Nic nie widać, nic nie słychać, ciemno, panika. Jakimś cudem udało mi się dziwne zwierzątko złapać. czy pomimo tego przykrego wydarzenia zrezygnował z chęci posiadania torby?
NIE! Do zabawy przyłączyły się inne psiaki i była niezła zabawa....
piątek, 8 lipca 2011
Targ
W ramach cotygodniowych zajęć obowiązkowych znów byliśmy na targu staroci. Badi myślę-uwielbia taką aktywność. W każdym razie objawów stresu nie zauważyłam. Co więcej- w każdą sobotę dokładnie obiera właściwy kierunek i prowadzi sam.
Na targ trzeba spory kawałek dojść. W drodze mijamy dziwnych "porannych" panów (zapachy), giełdę samochodową, starsze panie sprzedające kwiaty. Na targu sprzedają świeży chleb, kiełbaski, różne smakowitości z rożna. Badi po raz pierwszy widział dziś kury. Spodobały się. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak węszenie. Na targu staroci są tysiące rzeczy z historią, przesiąknięte zapachami domów i ludzi. Każdy z tych przedmiotów musiał zostać obwąchany, do każdej torby trzeba było zajrzeć. Dlatego nazywam ten targ "szperkami". w dodatku w takim tłumie trzeba ćwiczyć umiejętność uważnego chodzenia, pilnowania się oraz najtrudniejsze: wykonywania poleceń pomimo rozproszeń. do tego wszystkiego dochodzi poznawanie różnych osób- starych, młodych, kulawych, pachnących dziwacznie i odrażająco, mali ludzie, duży ludzie, krzyczący, mówiący dziwnymi językami. Część z nich zaczepia przyjaźnie psa i też trzeba psu jakoś zareagować. Po takim spacerze pies odsypia. Mam nadzieję, że zadowolony....
Na targ trzeba spory kawałek dojść. W drodze mijamy dziwnych "porannych" panów (zapachy), giełdę samochodową, starsze panie sprzedające kwiaty. Na targu sprzedają świeży chleb, kiełbaski, różne smakowitości z rożna. Badi po raz pierwszy widział dziś kury. Spodobały się. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak węszenie. Na targu staroci są tysiące rzeczy z historią, przesiąknięte zapachami domów i ludzi. Każdy z tych przedmiotów musiał zostać obwąchany, do każdej torby trzeba było zajrzeć. Dlatego nazywam ten targ "szperkami". w dodatku w takim tłumie trzeba ćwiczyć umiejętność uważnego chodzenia, pilnowania się oraz najtrudniejsze: wykonywania poleceń pomimo rozproszeń. do tego wszystkiego dochodzi poznawanie różnych osób- starych, młodych, kulawych, pachnących dziwacznie i odrażająco, mali ludzie, duży ludzie, krzyczący, mówiący dziwnymi językami. Część z nich zaczepia przyjaźnie psa i też trzeba psu jakoś zareagować. Po takim spacerze pies odsypia. Mam nadzieję, że zadowolony....
Subskrybuj:
Posty (Atom)


