środa, 19 stycznia 2011

"Me lusia"

Melusia po tygodniowej kuracji antybiotykowej (tak, drapanie!) ponownie zaczyna romans z alergią. Poddali się już specjaliści w Warszawie, poddali się "nasi". Świnek nie ma i jakieś dwa miesiące była znaczna poprawa, ale teraz wszystko powraca. Staję przed wyborem- nic nie robić i pozwolić na to, żeby wydrapała sobie dziury, czy też zastosować sterydy i narazić po raz kolejny jej wątrobę na powolne wyniszczanie. Do tego dochodzi niemożność wykąpania zwierzaka...Co z tego, ze ma indywidualnie dobrany szampon, droższy niż kiedykolwiek kupiony kosmetyk dla mnie. Nie pomogła zmiana karmy, również dobranej do jej problemów ze skórą. Jestem załamana.

niedziela, 9 stycznia 2011

Pożyczalska

Mela źle znosi rozłąkę ze mną, chociaż nigdy nie miała z tym problemu. Mój dwudniowy wyjazd beze mnie skończył się tym razem odmawianiem jedzenia.  Ta zmiana w przeżywaniu pewnych sytuacji jest kolejnym dowodem na to, że psy tak jak ludzie zmieniają się. Kiedyś nie tęskniła, jadła jak zwykle, zachowywała się normalnie. Teraz tęskni, nie je, jest apatyczna.
Oczywiście wszystko wróciło do normy po moim powrocie.
Z racji tego, ze nie rozpakowałam torby z rzeczami, ale i pozwoliłam na to, żeby była rozpięta, po mojej wieczornej toalecie i powrocie do łóżka większość moich rzeczy z torby znalazłam w łóżku. Male przyniosła mi obowiązkowe skarpety, klapki kąpielowe, chusteczki, papier toaletowy. Nad ranem pod kołdrą znalazłam jeszcze parę rękawiczek.  Rewelacja!

środa, 5 stycznia 2011

Rozmyślania

Widząc wielką wojnę pomiędzy dogo i kyno terapeutami (szczerze mówiąc, ani jedno z tych określeń nie jest prawdziwe) zastanawiam się, czy Państwo za bardzo się nie zagalopowaliście?
Prawie wszystkie fundacje prędzej czy później organizują własne płatne szkolenia i kursy, prześcigając się w ilości godzin wykładów, ćwiczeń  i licytując się na znane z psich stron (gazet, blogów, szkół) nazwiska. Coraz więcej szkoleń, coraz więcej wolontariuszy, coraz mniej pracy z dziećmi ludzi, którzy coś na ten temat wiedzą i mają wielkie doświadczenie. Praktycy stali się teoretykami i produkują kolejnych teoretyków. (Niestety zaczyna to dotyczyć również wszelkich szkół i szkółek posłuszeństwa psów i behawiorystów).
Jako człowiek( załóżmy wolontariusz) mam 1500 szkoleń na temat dogoterapii czy kynoterapii i nie jestem tak na serio żadnym z nich. Za to jestem świetnie wykształconym teoretykiem! I jestem najważniejszy!

Toczy się zażarta walka na słowa. Po jednej stronie zwolennicy teorii, że najważniejszy jest pies- jego przygotowanie, jego dobrostan i samopoczucie. Po drugiej stronie zwolennicy teorii, że aby wyszkolić świetnie psa potrzeba coraz większej ilości kursów, kursików, szkoleń i seminariów, żeby przewodnik psa mógł zrobić z nim cuda. I znów kursy treserskie, behawioryści, przedszkola, seminaria, łapki, ogonki i szkolenia. Przeżuwanie przeżutego. Bo czy pozytywne metody szkolenia psów zmieniają się tak szybko, że trzeba ciągle coś zaliczać? Dlaczego nie wystarcza niektórym szkolenie psa przeprowadzone przez panią X albo Pana Y, potrzeba jeszcze trzech kolejnych, bo ilość godzin się nie zgadza....
Rozumiem jedno- pies się zmienia, pies zapomina i szkolenie trwa i trwa, jest to nieustanny trening. Mogę znać podstawy i ćwiczyć. Mogę nauczyć się  biegać i coś doskonalić, ale ja w odróżnieniu od psa nie potrzebuję jak w metodzie Callana cofać się i powtarzać, cofać i powtarzać skoro coś już umiem.
 Jak nie wiadomo o co chodzi- chodzi o pieniądze. Oczywiście, że chodzi o pieniądze. Im więcej chcę sobie wpisać zaliczonych kursów na stronę- tym więcej muszę pieniędzy wydać. Proste.
W każdym razie w tej opcji mam super hiper wykształconego psa. ( Znacie takie? Ja nie znam.)

I opcja trzecia, która ginie w internetowym potoku słów.
GDZIE JEST MIEJSCE DLA DZIECKA/PACJENTA?
CZY TO NIE JEST TAK, ŻE PACJENT/DZIECKO JEST W TYM WSZYSTKIM NAJWAŻNIEJSZE?
CZY POLACY ZAWSZE MUSZĄ DZIELIĆ WŁOS NA CZWORO?

Dziecko jest najważniejsze, dlatego dla dobra dziecka najpierw drodzy Państwo wyszkolcie się kierunkowo do pracy z dziećmi (dorosłymi) na porządnych studiach, z porządną praktyką; wyszkolcie psa (pieję również do siebie, bo mój psiok jeszcze w pieluchach), zacznijcie gdzieś praktykować ( z tym ciężko bardzo) a potem do pracy.

Wykształcenie kierunkowe mam, praktykę w szkole kilkuletnia mam, psa dopiero będę szkolić i dopiero zobaczę co wyjdzie z tego mojego zapału i psiej pracy. Nie będzie łatwo i może nic z tego nie wyjdzie pomimo ogromnych chęci i niemałych włożonych w projekt pieniędzy ( które nigdy się nie zwrócą, ale nie o to mi chodzi).
Super wyszkolony pies i super wyszkolony przewodnik psa nie oznacza, że dziecko/pacjent osiągnie sukces.


I jeszcze ciekawostka.
Miejsce: duże miasto w centrum Polski
Fundacja: X
Telefon do Ważnej Osoby w prężnie działającej fundacji w sprawie "umożliwienia odbycia praktyk i przyjrzenia się pracy działających w fundacji dogoterapeutów/kynoterapeutów".
Odpowiedź: NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚCI. "Trzeba było uczyć się u nas, a nie u X. My robimy to krócej i za dużo mniejsze pieniądze a papierek macie taki sam".

sobota, 1 stycznia 2011

2011

Rok 2011 będzie rokiem zmian.
Piesek ma już tydzień. Trafi do mnie za około kolejnych dziesięć.
Wcale nie wiem, czy będzie pracował w dogo/kyno. Wybierzemy go spośród kilku, a ten jedyny będzie miał tylko predyspozycje. TYLKO. To, że pies jest predysponowany nie oznacza, że będzie pracował i jestem na taką przykrą ewentualność przygotowana od początku.
Bo cała reszta zależy od pracy, pracy i jeszcze raz pracy z psem. Psie przedszkole, tresura, socjalizacja, stworzenie więzi i przede wszystkim jego/jej zdrowie. Im bardziej zagłębiam się w temat tym więcej widzę pracy i różnych pułapek.
Zacznę od rzeczy prozaicznych- zakupu legowiska, misek i "osprzętu". Mela też niewątpliwie skorzysta na tych zakupach.

piątek, 31 grudnia 2010

Pożegnanie starego roku.

Mela nie zważając na różne niespodziewanki za oknem ( ostatni dzień roku 2010) wyciągnęła mnie na długi spacer. Ja miałam co prawda inny plan- inny czas trwania, inna trasa, itd. ale Mela jak prawdziwy TERRORysta zadecydowała sama. Do parkuuu!!! Do parku o tej porze chodzić nie lubię, ale pomyślałam, że skoro są tam górki i dzieciaki na sankach to pewnie jest bezpiecznie. I było. Mróz zelżał. Śnieg miękki i przyjemny. Mela była szczęśliwa. I tak ma być. Spacer jest dla psa a nie dla mnie. Ja spaceruje kilka razy dziennie bo muszę. Z Melą spacerować chcę. A Mela chce spacerować ze mną. Zrobiłam kilka fotek.
Mama zrobiła jej nowy sweterek. Oto premierowe wyjście:


niedziela, 26 grudnia 2010

Smocze dzieci

Dziś na forum o cavalierach pojawiły się zdjęcia Smoczych dzieci. Zdjęć jest kilka, wszystkie opisane na forum, ale wklejam tu dla potomności:


sobota, 25 grudnia 2010

Hurra!

24 grudnia 2010 roku przyszły na świat maluszki:
2 dziewczynki i dwóch chłopców
- wszystkie tricolor.
Najśmieszniejsze jest to, że poprzedniej nocy śniło mi się, 
że urodziły sie maluszki 
a w wigiljiny wieczór mój brat ze swoja dziewczyną zakomunikowali, 
że spodziewają się dzidziusia!

Welcome