sobota, 27 lutego 2010

Trudny poród...

Trzy tygodnie temu moja Baba zaczęła się dziwnie zachowywać. Kładła się na boku, albo na plecach i w dziwaczny sposób przebierała tylnymi nogami. Było to niepokojące na tyle, że poszłam z nią do lecznicy weterynaryjnej. Po wstępnych oględzinach stwierdziliśmy, że nie widać żadnych niepokojących objawów.świnka miała apetyt, piła wodę.
Karolina (Hodowla Pinacolada) powiedziała wtedy, że świnka prawdopodobnie za kilka dni będzie miała ciężki poród. Płody źle się ułożyły i świnka próbuje to zmienić. Terminu krycia nie widziałam, pozostało mi tylko czekanie. W środę wieczorem rozpoczął się poród. Wyszła głowa malucha, ale od samego początku wiedziałam, że Bab nie urodzi sama. Próbowałam pomagać jak się dało, wreszcie pojechałam do lecznicy. Po otworzeniu transportera okazało się, że Baba urodziła jednak (i na szczęście) własnymi siłami. Naszym oczom ukazał się wielki prosiak. Po zważeniu okazało się, że osiągnął wagę 200 gram. 
Zwykle świnki rodzące się u mnie w hodowli ważyły około 100 gram, a w ostatnim miocie po 120 gram, ale ten osobnik był ogromny.
Mierzył około 15 cm długości. Był martwy.
Kolor -lila, złoty, biały, tak jak świnka Gienia z miotu "G". 
Więcej maluchów nie było.
Długo zastanawiałam się, czy pokazać tu fotografię, ale dlaczego nie? Nie co dzień zdarza się, żeby świnka własnymi siłami zdołała wydać na świat takiego dziwaka. Szkoda malucha, ale najważniejsze, że Babie nic się nie stało, niepotrzebna była cesarka. Po kilku dniach stwierdzam, że Baba czuje się dobrze-je, pije, zachowuje się normalnie. Jestem szczęśliwa, że mimo wszystko dla niej ta historia skończyła się dobrze.

wtorek, 16 lutego 2010

A ja już piję!

Na szczęście tylko mleko i wodę!

 Z pozdrowieniami dla Marty, bo tym pijusem okazuje się GUCUIOSŁAW

wtorek, 9 lutego 2010

Źle zadawane pytania

Źle stawiane pytania powodują uzyskiwanie dziwnych odpowiedzi..

Dzwoni telefon:
-Dzień dobry, chciałbym umówić pieska
-Dzień dobry. Jaki to piesek?
-Biały!
-A konkretnie?
-Konkretnie PIKUŚ!

piątek, 5 lutego 2010

Drugie urodziny!

W dniu dzisiejszym hodowla MELA MI obchodzi drugą rocznicę powstania.
Z tej okazji życzę moim świnkom, aby rosły zdrowo!

 

Fotografia by PYZA* (flickr)

poniedziałek, 1 lutego 2010

Zasady

W moim gabinecie/kąciku (nie w SALONIE i nie w STUDIO) panuje jedna podstawowa zasada:
jeśli klient nie chce-nie musi wychodzić na czas trwania zabiegu.
Pięć lat temu usłyszałam i nadal czytam na różnych forach, że właściciel psa powinien obowiązkowo wychodzić z sali. Tłumaczono to  tym, że zwierzak , który nie widzi pana jest spokojniejszy. To prawda. Odkryłam jednak coś innego. Tak na prawdę nie chodzi o "nie widzenie pana". Wystarczy, że właściciel nie będzie się do psa odzywał, nie będzie do niego mówił, nie będzie dotykał psa , w skrajnych przypadkach- nie będzie utrzymywał z psem kontaktu wzrokowego. To wystarczy. Brzmi strasznie, ale ma plusy.
1. pies jest tak samo spokojny, jak wówczas, gdy pana nie widzi
2. właściciel widzi jak piesek się zachowuje, czy jest spokojny, czy stwarza problemy, widzi stopień ewentualnego zaniedbania psa i wysiłek jaki wkładam w swoją pracę.
3. mogę z właścicielem przez ten czas porozmawiać. Dowiaduję się nie tylko o faktach z życia zwierzaka, ale właściciele przywiązują się do miejsca i osoby, poznajemy się bliżej i tak rodzi się również zaufanie.

Jeśli właściciel mimo wszystko łamie te zasady-mówi do psa, próbuje go pocieszać, dotykać, patrzy mu w oczy- wypraszam. Trudno. 

Z czasem rzeczywiście jest tak, że sami wola zostawić psiaka i jechać pozałatwiać swoje sprawy, jednak dokładnie połowa przychodzi po prostu na pogaduchy.

Dla mnie największym wyróżnieniem jest to, gdy ktoś przychodząc na wizytę weterynaryjną z psiakiem do naszej lecznicy, zajrzy do mnie żeby powiedzieć dzień dobry. Niektóre psiaki same uciekają z gabinetu weterynaryjnego do mnie i zadowolone chowają się pod stołem. Super sprawa!

wtorek, 26 stycznia 2010

Będzie miot!

Właściwie będą trzy mioty. Lada dzień spodziewam się maluszków z połączenia Dody z Donem. Wszystko wskazuje na to, że potomstwa doczeka się również Don z Babą (nie mylić z Babi)- to troszkę później.
Za to będzie jeszcze jeden miot! I tym razem...Don nie będzie ojcem hehe.

Zdradzę tylko tyle, że wielki brzuch ma już Acintya.I tu powinny narodzić się jakieś agutki wymieszane z bielą, ale jak wiemy "genetyka to nie matematyka" i mogą być niespodziewanki.
Czekam jak na szpilkach, sypiam kiepsko, bo widok rodzących sie maluchów jest czymś niezwykłym i nie chciałabym niczego przegapić.

Udało się wreszcie wprowadzić Babi do Jagi i Dario. Mam nadzieję, że się nie pozabijają z miłości. W skrócie-Dario pamięta, że miał  kiedyś "kierownika", ale zapomniał do czego on służył. W każdym razie Babi go mocno intryguje, zapałał do niej wielką miłością, ale nie wie co będzie dalej z ich związkiem.
Za to Babi jest pewna, że to miłość wyłącznie platoniczna.
A Jaga ma wszystko w  nosie.

czwartek, 21 stycznia 2010

Strzyżenie jest straszne part2

Na pewno wszyscy zauważyli, że pies ma bardzo dobry słuch. Uważam, że ten słuch jest absolutny! Nie jest żadną tajemnicą, że pies potrafi odróżnić odgłos silnika samochodu jego pana czy  kroki na schodach. Dźwięki o nasilonym natężeniu są dla psa nie do zniesienia. Nie będę zagłębiać się tutaj w medyczne opisy działania psiego ucha.
Dla każdego fryzjera najważniejszą rzeczą będzie wybór maszynki do strzyżenia. Ma być dobra i cicha. Dla mnie jej głośność ma największe znaczenie.Im cichsza tym lepsza z punktu widzenia psa.

Pies stoi na stole. Już sama ta sytuacja go przeraża.
Maszynkę należy włączyć tak, by pies widział, skąd dochodzi dźwięk. Maszynka ma być w tej początkowej fazie widoczna dla psa. Nie wolno dopuścić do takiej sytuacji, w której włączamy maszynkę nagle, z tyłu psa, gdy on jej nie widzi. Dla niego to jest straszne! To tak, jakby nam z tyłu głowy ktoś nagle odpalił kosiarkę.

Wielkim problem może być też strzyżenie uszu psa. To uszy są odpowiedzialne za przechwytywanie dźwięków, a tu naraz nie dość, że psa dotykamy tym  dziwnym narzędziem, to jeszcze ono drga i warczy.

W jaki sposób uporać się z psim lękiem związanym z dźwiękiem maszynki...to sprawa indywidualna. Każdy psiak jest inny. Jest właściwie regułą, że podczas strzyżenia lękliwe są psy, które również boją się dźwięku suszarki, odkurzacza, miksera...
Mnie w kilku przypadkach udało się pokazać takim lękliwym psom, że dźwięk jaki wydaje maszynka nie jest niczym złym. Najłatwiej pokazać to szczeniakom. (Oczywiście maluch musi być w odpowiedniej fazie socjalizacji, żeby mógł przejść takie strzyżenie bez szkody dla psychiki. O tym jeszcze kiedyś napiszę.)

Wybrałam maszynkę Andis. Pasują do niej ostrza Andis i Oster. Jest lekka, cicha i ma poręczny wyłącznik.
Jest bardzo cicha. Maszynki o głośności porównywalnej z dźwiękiem wydawanym przez kosiarkę lub kombajn - odradzam.

Welcome