Dziś przyniosłam z pracy kolejnego kotka- kotkę Rysię. rysia- to było pierwsze skojarzenie po obejrzeniu jej. Klasyczny przypadek. Przyniósł ja pan, który znalazł kotka i nie może go zatrzymać. Zastrzegał, żeby kicia trafiła do domu bez ogrodu , bo jak na jego gust jest zbyt śmiała i energiczna, co mogłoby się źle skończyć.
Mam na wieść rzekła tonem surowym: "Zgoda, ale tylko na kilka dni u nas, a jak jej nie oddasz, to pakuję psy, kota...itd, itd".
Rysia jest dokładnie taka, jak pan opisywał i gdybym nie znała go kilka lat to pomyślałabym, że to jego osobisty kot, bo tak się troszczy o jego przyszłość. Kotka jest kochana, chodzi za ludźmi jak pies i już pokochała maminy fotel i Badzika.
A mama?
No cóż, na jej widok powiedziała" O , jaka ładna!"
Już teraz wiadomo, że pobyt Rysi przedłuży się u nas do dni kilkunastu. Kicia ma przepuklinę pourazową, którą pilnie trzeba zoperować. Oczywiście nasz kochany doktor Witek wziął zabieg i koszt na siebie, za co go wszyscy kochamy (bo oczywiście twierdzi, że kotów nie lubi he, he...).
{Pozdrawiamy bardzo serdecznie.
Pusia trzy tygodnie temu znalazła nowy domek. Jest łobuziarą, ale dogaduje się z drugim kotem i wszyscy żyją szczęśliwie!
Pages
Etykiety
moje psiaki
Badi
rozterki groomerki
azylanci
wierszyki
wystawy
szkolenia
mela
moje świnki/my cavies
edukacja z psem
przemyślenia
pogryzienia
szwajcaria
Airedale terrier
choroby genetyczne
dlaczego z rodowodem
egzaminy
fryzury
gadżety
imprezy
kumple
o mnie
problemy wychowawcze
profilaktyka pogryzień
różne
shih-tzu
socjal
urodziny
wakacje
zabawki
zdrowie
wtorek, 20 listopada 2012
sobota, 20 października 2012
Odwiedziny
W środę odwiedziła nas Pusia. Chcieliśmy zobaczyć jak radzi sobie z psami. Jak sobie radzi? Zero strachu. Noclegiem u nas była zachwycona.
Prywatny opiekun Badi i pupkę umył i zapewnił rozrywkę na długie godziny. Pusia nadal nie może znaleźć domu, ale chyba podświadomie nie chcemy jej oddać. Jest przesłodka i pełna energii.
Wprawdzie z kupą do kuwety trafia raptem od dwóch dni...damy radę. Nie ociera się o przedmioty i ręce jak inne koty, jednak pieszczoty lubi i sama pcha się na ręce. Obce jej jest wspinanie. Wybiera podłogę. Ufna i kochana. Podobno ma zadatki na kota do felinoterapii. Nie wiem, nie jestem ekspertem od kotów.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni znalazłam domu dwóm kolejnym kotom. Nawet nie zdążyłam zrobić im fotki...
Na urlopie było świetnie. Psy nie tęskniły, bo miały siebie. stado wszak jest najważniejsze. Badzik zacieśnił więzy z mamą. Lubi jej towarzyszyć w codziennych czynnościach i w wieczornym zasypianiu w łóżku. A ja..no cóż, poznałam większość psów w okolicy i podglądałam lokalnych fryzjerów przy pracy. Odpoczęłam.
Prywatny opiekun Badi i pupkę umył i zapewnił rozrywkę na długie godziny. Pusia nadal nie może znaleźć domu, ale chyba podświadomie nie chcemy jej oddać. Jest przesłodka i pełna energii.
Wprawdzie z kupą do kuwety trafia raptem od dwóch dni...damy radę. Nie ociera się o przedmioty i ręce jak inne koty, jednak pieszczoty lubi i sama pcha się na ręce. Obce jej jest wspinanie. Wybiera podłogę. Ufna i kochana. Podobno ma zadatki na kota do felinoterapii. Nie wiem, nie jestem ekspertem od kotów.
W ciągu ostatnich dwóch tygodni znalazłam domu dwóm kolejnym kotom. Nawet nie zdążyłam zrobić im fotki...
Na urlopie było świetnie. Psy nie tęskniły, bo miały siebie. stado wszak jest najważniejsze. Badzik zacieśnił więzy z mamą. Lubi jej towarzyszyć w codziennych czynnościach i w wieczornym zasypianiu w łóżku. A ja..no cóż, poznałam większość psów w okolicy i podglądałam lokalnych fryzjerów przy pracy. Odpoczęłam.
czwartek, 11 października 2012
Kotka Pusia
Nie wspominałam jeszcze o naszym nowym lecznicowym kotku. Oto KOTKA PUSIA. Kotkę przyniósł pięć tygodni temu pewien pan. Ktoś podrzucił mu na balkon maleńką istotkę z ledwo otwartymi oczkami. Przyniósł ją do uśpienia....
Nie nam go oceniać, faktem jest, że Kasia postanowiła dać jej szansę. Kicia wymagała karmienia butelką, masowania brzuszka i wszystkich zabiegów jakie przysługują małym oseskom.
Dziś kicia ma prawie siedem tygodni. Je samodzielnie i nawet "prawie ogarnia kuwetę", chociaż różnie z tym bywa. Nie wiemy jeszcze, czy będziemy szukali dla niej domu. Prawdopodobnie zostanie w przychodni. Czuje się tam świetnie. Jedyne co mnie martwi, to dwie sprawy: nie boi się niczego (w tym psów, co w przychodni może skończyć się źle) oraz jest rozpieszczona, wychowana bez mamy i rokuje na złośliwego zwierza. Już teraz sprzeciwia się różnym naszym pomysłom,np. zamknięciu w pokoju socjalnym, zabawom, gdy nie ma ochoty i obcinaniu pazurków.
Wieczory spędza Pusia u doktor Kasi w domu....
środa, 10 października 2012
czwartek, 6 września 2012
Stres
Jutrzejszej nocy wyjeżdżam na dwa tygodnie do sanatorium. Bez zwierzaków. Stres wielki. Pierwszy raz od wielu wielu lat wyjeżdżam tak daleko. Psiaki dla ich dobra zostają, chociaż była możliwość zabrania chociaż jednego stwora. Dwa tygodnie. Nie umiem odpoczywać, będę się martwić i zwalczać wyrzuty sumienia. Z psami zostanie mama. Pewnie sobie poradzi, ale jest to jednak spory obowiązek. Będzie mi brakowało ciepłych łapek Badzika przy mojej głowie i ciepłego brzuszka Meli pod kołdrą.
wtorek, 4 września 2012
Pusto i radośnie zarazem
bo Pepsi znalazła nowy dom. Ma duży dom z ogrodem, towarzysza kooota i dwa psiaki. Ma też zapewnione bardzo konkretne leczenie chorego oczka, co mnie cieszy najbardziej. Imię Pepsi tez zostało. Nie była zbyt zadowolona ze szczepień, które jej dziś zafundowaliśmy. Smutno mi troszeczkę, ale będzie miała bardzo dobrze.
Troszkę smutno, po południu zadzwoniła nowa właścicielka. Imię zostaje. Pepsi zajęła już swój ulubiony fotel, zaakceptowała psy, z kotem pójdzie troszkę gorzej, ale potrzeba czasu. Najbardziej zaskoczyła mnie "nie lubiąca kotów" mama, która ze smutkiem powiedziała: "Wiesz, kicia już się u nas zadomowiła i mam wątpliwość, czy gdziekolwiek będzie jej tak dobrze jak u nas". Opadła mi szczęka. Kiedyś będziemy miały kota. Kiedyś. Pepsi wiele mnie nauczyła o życiu kotów i będę długo o niej pamiętała. Wszystkiego dobrego kiciaku!
Troszkę smutno, po południu zadzwoniła nowa właścicielka. Imię zostaje. Pepsi zajęła już swój ulubiony fotel, zaakceptowała psy, z kotem pójdzie troszkę gorzej, ale potrzeba czasu. Najbardziej zaskoczyła mnie "nie lubiąca kotów" mama, która ze smutkiem powiedziała: "Wiesz, kicia już się u nas zadomowiła i mam wątpliwość, czy gdziekolwiek będzie jej tak dobrze jak u nas". Opadła mi szczęka. Kiedyś będziemy miały kota. Kiedyś. Pepsi wiele mnie nauczyła o życiu kotów i będę długo o niej pamiętała. Wszystkiego dobrego kiciaku!
poniedziałek, 3 września 2012
czekam i czekam....
...na dom adopcyjny i nic.
Ogłoszone, plakatowane i bardzo duża kocia konkurencja. Dziś dowiedziałam się, że tego samego dnia, w którym znalazłam Pepsi, na tej samej ulicy znaleziono takąż kotkę, pepsowato-białą. Wygląda na to, ze ktoś chodził i "rozrzucał" miot.
Pepsi po tygodniu nieźle przytyła. Jej dzień wygląda następująco. Pobudka przed szóstą i zabawa w ganianie wszystkiego co się rusza lub wydaje się ruszać. Jedzonko, kupkanie, picie.
Wypatrzywszy torbę transportową wyczekuje wyjścia, wychodzimy do pracy, po ośmiu godzinach wracamy do domu.
Co ciekawe, w pracy głównie przesypia czas. Przecież go nie traci, o nie! Sypia na swoim ulubionym fotelu lub w szafce pod zlewem. Od czasu do czasu idzie na stół zjeść co nieco (miski zarówno w domu jak i w przychodni są zainstalowane na wysokościach, żeby psy nie zjadły zawartości), po czym bacznie przypatruje się pracy lekarzy. Gdyby nie nasze wołania od czasu do czasu, nikt nie wiedziałby o istnieniu tego kota. Oczywiście Pepsi z dnia na dzień poszerza rewir swoich węchowych penetracji. Dziś była w poczekalni ku uciesze pacjentów. Obawiam się, że nie chcą oni domu dla kici, bo lubią jej obecność w tym nieprzyjemnym dla zwierzaków miejscu. Odwiedzających kociczkę jest wielu.
Próbujemy różnych trików. Padają nawet propozycje promocji. Do każdej zakupionej karmy dla kota proponujemy kotkę gratis. Również do tabletek na odrobaczenie i do preparatu na pchły.
Pepsi psom się nie narzuca, również przed nimi nie ucieka. Węszy i patrzy. I nigdy nie miauczy. Nigdy. Płakała tylko w chwili znalezienia. Ciągle mruczy.
W domu? Grandzi. Biega, szaleje, skacze po meblach, siedziała nawet na czubku palmy. Zaciągnęła już firanki (będzie pretekst do kupna nowych hehe) i kradnie mi bobinki od mulin. I wynosi. Bawi się wszystkim. Najwięcej czasu spędza w pobliżu mojej mamy, która jej zwyczajnie nie lubi. Pepsi jest tez pretendentką do zajęcia miejsca na maminym fotelu. Wszystko wskazuje na to, że chciałaby zostać na stałe.
Oko goi się. Źrenica robi się coraz większa. Wpuszczana kropli kicia już nie lubi. Obcinanie paznokci przebiegało dziś przy baaardzo specyficznych dźwiękach zapewne oznaczających coś w stylu: spadaj babo!Gryzienia nie było. To dobry znak.
Śmieszna jest, chociaż na zdjęciach wygląda groźnie. Uwielbia spać na rękach do góry brzuchem. W stałym domu miałaby jednak lepiej....bo czy słyszał ktoś o kocie, który chodzi codziennie do pracy?
Ogłoszone, plakatowane i bardzo duża kocia konkurencja. Dziś dowiedziałam się, że tego samego dnia, w którym znalazłam Pepsi, na tej samej ulicy znaleziono takąż kotkę, pepsowato-białą. Wygląda na to, ze ktoś chodził i "rozrzucał" miot.
Pepsi po tygodniu nieźle przytyła. Jej dzień wygląda następująco. Pobudka przed szóstą i zabawa w ganianie wszystkiego co się rusza lub wydaje się ruszać. Jedzonko, kupkanie, picie.
Wypatrzywszy torbę transportową wyczekuje wyjścia, wychodzimy do pracy, po ośmiu godzinach wracamy do domu.
Co ciekawe, w pracy głównie przesypia czas. Przecież go nie traci, o nie! Sypia na swoim ulubionym fotelu lub w szafce pod zlewem. Od czasu do czasu idzie na stół zjeść co nieco (miski zarówno w domu jak i w przychodni są zainstalowane na wysokościach, żeby psy nie zjadły zawartości), po czym bacznie przypatruje się pracy lekarzy. Gdyby nie nasze wołania od czasu do czasu, nikt nie wiedziałby o istnieniu tego kota. Oczywiście Pepsi z dnia na dzień poszerza rewir swoich węchowych penetracji. Dziś była w poczekalni ku uciesze pacjentów. Obawiam się, że nie chcą oni domu dla kici, bo lubią jej obecność w tym nieprzyjemnym dla zwierzaków miejscu. Odwiedzających kociczkę jest wielu.
Próbujemy różnych trików. Padają nawet propozycje promocji. Do każdej zakupionej karmy dla kota proponujemy kotkę gratis. Również do tabletek na odrobaczenie i do preparatu na pchły.
Pepsi psom się nie narzuca, również przed nimi nie ucieka. Węszy i patrzy. I nigdy nie miauczy. Nigdy. Płakała tylko w chwili znalezienia. Ciągle mruczy.
W domu? Grandzi. Biega, szaleje, skacze po meblach, siedziała nawet na czubku palmy. Zaciągnęła już firanki (będzie pretekst do kupna nowych hehe) i kradnie mi bobinki od mulin. I wynosi. Bawi się wszystkim. Najwięcej czasu spędza w pobliżu mojej mamy, która jej zwyczajnie nie lubi. Pepsi jest tez pretendentką do zajęcia miejsca na maminym fotelu. Wszystko wskazuje na to, że chciałaby zostać na stałe.
Oko goi się. Źrenica robi się coraz większa. Wpuszczana kropli kicia już nie lubi. Obcinanie paznokci przebiegało dziś przy baaardzo specyficznych dźwiękach zapewne oznaczających coś w stylu: spadaj babo!Gryzienia nie było. To dobry znak.
Śmieszna jest, chociaż na zdjęciach wygląda groźnie. Uwielbia spać na rękach do góry brzuchem. W stałym domu miałaby jednak lepiej....bo czy słyszał ktoś o kocie, który chodzi codziennie do pracy?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
