bo Pepsi znalazła nowy dom. Ma duży dom z ogrodem, towarzysza kooota i dwa psiaki. Ma też zapewnione bardzo konkretne leczenie chorego oczka, co mnie cieszy najbardziej. Imię Pepsi tez zostało. Nie była zbyt zadowolona ze szczepień, które jej dziś zafundowaliśmy. Smutno mi troszeczkę, ale będzie miała bardzo dobrze.
Troszkę smutno, po południu zadzwoniła nowa właścicielka. Imię zostaje. Pepsi zajęła już swój ulubiony fotel, zaakceptowała psy, z kotem pójdzie troszkę gorzej, ale potrzeba czasu. Najbardziej zaskoczyła mnie "nie lubiąca kotów" mama, która ze smutkiem powiedziała: "Wiesz, kicia już się u nas zadomowiła i mam wątpliwość, czy gdziekolwiek będzie jej tak dobrze jak u nas". Opadła mi szczęka. Kiedyś będziemy miały kota. Kiedyś. Pepsi wiele mnie nauczyła o życiu kotów i będę długo o niej pamiętała. Wszystkiego dobrego kiciaku!
Pages
Etykiety
moje psiaki
Badi
rozterki groomerki
azylanci
wierszyki
wystawy
szkolenia
mela
moje świnki/my cavies
edukacja z psem
przemyślenia
pogryzienia
szwajcaria
Airedale terrier
choroby genetyczne
dlaczego z rodowodem
egzaminy
fryzury
gadżety
imprezy
kumple
o mnie
problemy wychowawcze
profilaktyka pogryzień
różne
shih-tzu
socjal
urodziny
wakacje
zabawki
zdrowie
wtorek, 4 września 2012
poniedziałek, 3 września 2012
czekam i czekam....
...na dom adopcyjny i nic.
Ogłoszone, plakatowane i bardzo duża kocia konkurencja. Dziś dowiedziałam się, że tego samego dnia, w którym znalazłam Pepsi, na tej samej ulicy znaleziono takąż kotkę, pepsowato-białą. Wygląda na to, ze ktoś chodził i "rozrzucał" miot.
Pepsi po tygodniu nieźle przytyła. Jej dzień wygląda następująco. Pobudka przed szóstą i zabawa w ganianie wszystkiego co się rusza lub wydaje się ruszać. Jedzonko, kupkanie, picie.
Wypatrzywszy torbę transportową wyczekuje wyjścia, wychodzimy do pracy, po ośmiu godzinach wracamy do domu.
Co ciekawe, w pracy głównie przesypia czas. Przecież go nie traci, o nie! Sypia na swoim ulubionym fotelu lub w szafce pod zlewem. Od czasu do czasu idzie na stół zjeść co nieco (miski zarówno w domu jak i w przychodni są zainstalowane na wysokościach, żeby psy nie zjadły zawartości), po czym bacznie przypatruje się pracy lekarzy. Gdyby nie nasze wołania od czasu do czasu, nikt nie wiedziałby o istnieniu tego kota. Oczywiście Pepsi z dnia na dzień poszerza rewir swoich węchowych penetracji. Dziś była w poczekalni ku uciesze pacjentów. Obawiam się, że nie chcą oni domu dla kici, bo lubią jej obecność w tym nieprzyjemnym dla zwierzaków miejscu. Odwiedzających kociczkę jest wielu.
Próbujemy różnych trików. Padają nawet propozycje promocji. Do każdej zakupionej karmy dla kota proponujemy kotkę gratis. Również do tabletek na odrobaczenie i do preparatu na pchły.
Pepsi psom się nie narzuca, również przed nimi nie ucieka. Węszy i patrzy. I nigdy nie miauczy. Nigdy. Płakała tylko w chwili znalezienia. Ciągle mruczy.
W domu? Grandzi. Biega, szaleje, skacze po meblach, siedziała nawet na czubku palmy. Zaciągnęła już firanki (będzie pretekst do kupna nowych hehe) i kradnie mi bobinki od mulin. I wynosi. Bawi się wszystkim. Najwięcej czasu spędza w pobliżu mojej mamy, która jej zwyczajnie nie lubi. Pepsi jest tez pretendentką do zajęcia miejsca na maminym fotelu. Wszystko wskazuje na to, że chciałaby zostać na stałe.
Oko goi się. Źrenica robi się coraz większa. Wpuszczana kropli kicia już nie lubi. Obcinanie paznokci przebiegało dziś przy baaardzo specyficznych dźwiękach zapewne oznaczających coś w stylu: spadaj babo!Gryzienia nie było. To dobry znak.
Śmieszna jest, chociaż na zdjęciach wygląda groźnie. Uwielbia spać na rękach do góry brzuchem. W stałym domu miałaby jednak lepiej....bo czy słyszał ktoś o kocie, który chodzi codziennie do pracy?
Ogłoszone, plakatowane i bardzo duża kocia konkurencja. Dziś dowiedziałam się, że tego samego dnia, w którym znalazłam Pepsi, na tej samej ulicy znaleziono takąż kotkę, pepsowato-białą. Wygląda na to, ze ktoś chodził i "rozrzucał" miot.
Pepsi po tygodniu nieźle przytyła. Jej dzień wygląda następująco. Pobudka przed szóstą i zabawa w ganianie wszystkiego co się rusza lub wydaje się ruszać. Jedzonko, kupkanie, picie.
Wypatrzywszy torbę transportową wyczekuje wyjścia, wychodzimy do pracy, po ośmiu godzinach wracamy do domu.
Co ciekawe, w pracy głównie przesypia czas. Przecież go nie traci, o nie! Sypia na swoim ulubionym fotelu lub w szafce pod zlewem. Od czasu do czasu idzie na stół zjeść co nieco (miski zarówno w domu jak i w przychodni są zainstalowane na wysokościach, żeby psy nie zjadły zawartości), po czym bacznie przypatruje się pracy lekarzy. Gdyby nie nasze wołania od czasu do czasu, nikt nie wiedziałby o istnieniu tego kota. Oczywiście Pepsi z dnia na dzień poszerza rewir swoich węchowych penetracji. Dziś była w poczekalni ku uciesze pacjentów. Obawiam się, że nie chcą oni domu dla kici, bo lubią jej obecność w tym nieprzyjemnym dla zwierzaków miejscu. Odwiedzających kociczkę jest wielu.
Próbujemy różnych trików. Padają nawet propozycje promocji. Do każdej zakupionej karmy dla kota proponujemy kotkę gratis. Również do tabletek na odrobaczenie i do preparatu na pchły.
Pepsi psom się nie narzuca, również przed nimi nie ucieka. Węszy i patrzy. I nigdy nie miauczy. Nigdy. Płakała tylko w chwili znalezienia. Ciągle mruczy.
W domu? Grandzi. Biega, szaleje, skacze po meblach, siedziała nawet na czubku palmy. Zaciągnęła już firanki (będzie pretekst do kupna nowych hehe) i kradnie mi bobinki od mulin. I wynosi. Bawi się wszystkim. Najwięcej czasu spędza w pobliżu mojej mamy, która jej zwyczajnie nie lubi. Pepsi jest tez pretendentką do zajęcia miejsca na maminym fotelu. Wszystko wskazuje na to, że chciałaby zostać na stałe.
Oko goi się. Źrenica robi się coraz większa. Wpuszczana kropli kicia już nie lubi. Obcinanie paznokci przebiegało dziś przy baaardzo specyficznych dźwiękach zapewne oznaczających coś w stylu: spadaj babo!Gryzienia nie było. To dobry znak.
Śmieszna jest, chociaż na zdjęciach wygląda groźnie. Uwielbia spać na rękach do góry brzuchem. W stałym domu miałaby jednak lepiej....bo czy słyszał ktoś o kocie, który chodzi codziennie do pracy?
sobota, 25 sierpnia 2012
Pepsej
Wczorajszy poranek należał do udanych. Całą noc lało jak z cebra. Spałam dobrze i chociaż nie chciało się wstać z łóżka, bo sobota i deszcz- poszłam do pracy. Około 50 metrów od celu do moich uszu doszło przeraźliwe miauczenie. W tujach siedział zmoknięty niczym przysłowiowa kura mały kotek. Na słodkie "kici" wpakował się w moje ramiona i zatargałam go do pracy. Tak, znów- odpowiedziałam koleżance-kociarze. Tym razem samodzielnie określiłam płeć ( zaczynam się wdrażać), wysuszyłam biedaczkę, nakarmiłam i jest. Doktor powiedział, że "jest to wyjątkowo bezstresowy kot". Faktycznie, nie da się nie zauważyć, że kociczka niczego się nie boi. Śmiało idzie za każdym, zwiedza wszystko, jest wyjątkowo aktywna.
Właściwie nie odstępuje człowieka na krok. Wczorajszy dzień spędziła na mruczeniu i nieustannym deptaniu. Jest szczęśliwym kotkiem?
W sensie psychicznym- na pewno. Jeśli chodzi o zdrowie- zobaczymy. Kici, nazwałam ją Pepsej (żeby nie było afery o nieuprawnione używanie zastrzeżonego znaku) od koloru jej futerka. Nie jest czarna, nie jest tez brązowa. Brązowe ma poduszeczki łapek.
Jest zadbanym kotkiem, tylko ten wrzód na rogówce....Leczę. Wpuszczam kropelki, zobaczymy. Jedno z oczek odbiega od normy.
Wczoraj bała się psów i pokazywała im pazury, dziś od rana jest fantastycznie. Całą gromada spaliśmy w jednym łóżku, co może nie było higieniczne, ale przynajmniej było miło.
Oczywiście mała aktywnie korzysta z komputera.
Pewna pani zamówiła do adopcji czarną kotkę, ale w duchu mam nadzieję, że może nie będzie jej chciała jeszcze przez jakiś czas. Bo nie czarna i to oczko.....Z drugiej strony...zobaczymy. Chyba nadal nie jestem gotowa,
Właściwie nie odstępuje człowieka na krok. Wczorajszy dzień spędziła na mruczeniu i nieustannym deptaniu. Jest szczęśliwym kotkiem?
W sensie psychicznym- na pewno. Jeśli chodzi o zdrowie- zobaczymy. Kici, nazwałam ją Pepsej (żeby nie było afery o nieuprawnione używanie zastrzeżonego znaku) od koloru jej futerka. Nie jest czarna, nie jest tez brązowa. Brązowe ma poduszeczki łapek.
Jest zadbanym kotkiem, tylko ten wrzód na rogówce....Leczę. Wpuszczam kropelki, zobaczymy. Jedno z oczek odbiega od normy.
Wczoraj bała się psów i pokazywała im pazury, dziś od rana jest fantastycznie. Całą gromada spaliśmy w jednym łóżku, co może nie było higieniczne, ale przynajmniej było miło.
Oczywiście mała aktywnie korzysta z komputera.
Pewna pani zamówiła do adopcji czarną kotkę, ale w duchu mam nadzieję, że może nie będzie jej chciała jeszcze przez jakiś czas. Bo nie czarna i to oczko.....Z drugiej strony...zobaczymy. Chyba nadal nie jestem gotowa,
wtorek, 14 sierpnia 2012
Adopcja
Sleepek znalazł nowy dom. Nie każdemu ten dom się podoba, ale trudno. Teraz będzie gorzka prawda o adopcjach. Sleepek trafił do domu, w którym są dwa koty i pies. Byłam i widziałam. Zwierzaki ekstremalnie zadbane, piękne, wysterylizowane. Dwie kuwety, miski z pokarmem i wodą. Pani bardzo świadoma, co do dobrostanu zwierząt. W kamienicy obok przychodnia weterynaryjna. Pani wiele lat była hodowczynią psów oraz fryzjerką. I ZONK. Niektórym się nie spodobała ta adopcja. Bo? Bo pani zagląda d kieliszka, a w bardzo starej kamienicy jest piec. I grzyb w pewnym miejscu na ścianie, bo mieszkanie na ciemnym parterze.
Jak ja mogłam oddać kota w takie warunki!!!! No jasne. Miałam szukać willi z basenem, albo domu u jakiegoś artysty, żeby kot był celebrytą. Oglądając od lat historie adopcji zwierzaków dochodzę do wniosku, że większość instytucji aranżujących adopcje zwariowała. Wymagania rosną. Znam wiele osób, którym odmówiono adopcji, bo komuś się wydawało, że nie spełni warunków. Do dzieci - nie, do starszej osoby- nie, to tylko przykłady. Coraz wyższe wymagania powodują, że coraz mniej osób, które chciałyby psa/kota z tymczasu, po prostu ich nie dostaje, co więcej- zniechęca się i w rezultacie nie ma zwierzaka. Tak być nie może.
Koty u Pani A. są grubo starsze i nie są chore. Karma też nie jest z najniższej półki, powiedziałabym, ze z ciut wyższej nawet. Ale ten alkohol.... Tak jakby mały kotek miał też zaglądać z pańcią do kielicha...
Pani dzwoni do mnie codziennie. Jestem na bieżąco z kupą, spaniem, korzystaniem z kuwety i zabawami z pozostałymi zwierzakami. Kocio ma na imię Viki.
Kolejna udana adopcja. Jeszcze troszkę i będzie Azyl u ciotki Agaty.
Jak ja mogłam oddać kota w takie warunki!!!! No jasne. Miałam szukać willi z basenem, albo domu u jakiegoś artysty, żeby kot był celebrytą. Oglądając od lat historie adopcji zwierzaków dochodzę do wniosku, że większość instytucji aranżujących adopcje zwariowała. Wymagania rosną. Znam wiele osób, którym odmówiono adopcji, bo komuś się wydawało, że nie spełni warunków. Do dzieci - nie, do starszej osoby- nie, to tylko przykłady. Coraz wyższe wymagania powodują, że coraz mniej osób, które chciałyby psa/kota z tymczasu, po prostu ich nie dostaje, co więcej- zniechęca się i w rezultacie nie ma zwierzaka. Tak być nie może.
Koty u Pani A. są grubo starsze i nie są chore. Karma też nie jest z najniższej półki, powiedziałabym, ze z ciut wyższej nawet. Ale ten alkohol.... Tak jakby mały kotek miał też zaglądać z pańcią do kielicha...
Pani dzwoni do mnie codziennie. Jestem na bieżąco z kupą, spaniem, korzystaniem z kuwety i zabawami z pozostałymi zwierzakami. Kocio ma na imię Viki.
Kolejna udana adopcja. Jeszcze troszkę i będzie Azyl u ciotki Agaty.
niedziela, 12 sierpnia 2012
Ja kcem kota!!!!!!!!
Zdecydowałam- kiedyś będę mieszkała z kotem. Kiedyś, jak będę starsza (khem...). Zafascynowałam się. Przepraszam za wszystko złe, co myślałam o kociarzach. Zwariowałam, niemniej jednak Sleepek we wtorek się wyprowadza.
wtorek, 7 sierpnia 2012
Nowy kotek
Od wczoraj jest z nami mały kocurek. Kolejna ofiara wakacji. Podrzucony do ogródka. Bez pcheł, pasożytów. Z koszmarnym kocim katarem. Objęty został szczególną opieką. W ciągu dnia chodzi do mnie do pracy, do przychodni. Dostaje zastrzyki, karmimy, zakraplamy oczy. Wieczorem wracamy do domu. Kicha, rzęzi., lecą mu gluty z nosa. dziś wygląda lepiej niż wczoraj- jego oczy nie przypominają już dojrzałych wiśni, ale za to ma biegunkę. Nie wiemy wszak co jadł wcześniej. Według mnie- ciągnął maminego cyca i nie był dokarmiany czymkolwiek. Nie potrafię inaczej wytłumaczyć jego sterczących kości i szukania sutków nawet u obcych psów.
Meli jego obecność zwisa, o ile do niej nie podchodzi.
Badi jest zachwycony. Pilnuje, pielęgnuje i przytula. Śpią razem. Dobrze, że koci katar nie jest groźny dla psów.
Kotek został nazwany Sleepek. ciągle śpi i ma białą łatę na brzuchu w kształcie majtek. Właściwie chcieliśmy nazwać go String, ale Sleepek brzmi lepiej.
Kocio nie boi się żadnych psów (dziś uczestniczył aktywnie w strzyżeniu sznaucera olbrzyma), odważnie zwiedza pomieszczenia. Jakby wszystkiego było mało- dziś zaliczył też wpadnięcie do wiadra z wodą i środkiem do dezynfekcji. Jak śliwka w kompot, później płukanie i suszenie. Oj, będzie miał chłopak barwne życie.
SZUKA NOWEGO DOMU!!!
Meli jego obecność zwisa, o ile do niej nie podchodzi.
Badi jest zachwycony. Pilnuje, pielęgnuje i przytula. Śpią razem. Dobrze, że koci katar nie jest groźny dla psów.
Kotek został nazwany Sleepek. ciągle śpi i ma białą łatę na brzuchu w kształcie majtek. Właściwie chcieliśmy nazwać go String, ale Sleepek brzmi lepiej.
Kocio nie boi się żadnych psów (dziś uczestniczył aktywnie w strzyżeniu sznaucera olbrzyma), odważnie zwiedza pomieszczenia. Jakby wszystkiego było mało- dziś zaliczył też wpadnięcie do wiadra z wodą i środkiem do dezynfekcji. Jak śliwka w kompot, później płukanie i suszenie. Oj, będzie miał chłopak barwne życie.
SZUKA NOWEGO DOMU!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)