wtorek, 13 marca 2012

Kolejna metoda na dobry sen

Nie wiem, czy to wygodne, ale Badi stosuje.

Jest też tradycyjna wersja "z misiem".

A na co dzień walczymy z Badzikowym apetytem, który objawia się wyłącznie na spacerach. Miasto (a mieszkam przy głównej ulicy) jest jednym wielkim śmietnikiem. Mam wrażenie, że to miasto zwierzęcych trupów. wszędzie walają się kości. I pieczywo. Dziwi mnie, że w kraju, w którym tak wiele mówi się o szanowaniu żywności tyle dobra trafia na ulice. Tak, bo się nie zmarnuje,. Bo zjedzą ptaszki, kotki i pieski.
Głównie jedzą szczury.

W sobotę mieliśmy inną przygodę. Zawsze przy okazji takich wypadków szlag mnie trafia, że mam sprzątać po psie, gdy dy tymczasem ludzie załatwiają swoje grubsze potrzeby w centrum miasta.
Badi znalazł ludzką kupę, w której nie tylko się wytarzał.....
Nie mam pojęcia co zrobić z jego ciągotami do zjadania śmieci i niespodzianek. Co spacer, to jakieś gratisy przyniesione do domu. Metody naturalne nie skutkują.

środa, 8 lutego 2012

Mróz

Dziś kolejny mroźny i słoneczny dzionek. Psy były "wyspacerowane" wielokrotnie. Mela uwielbia słońce. Mróz służy jej nodze. Zdecydowanie mróz niweluje dolegliwości bólowe. To potwierdzają wszyscy cierpiący po różnych urazach- wilgoć sprzyja bólom, mróz przynosi ulgę. Śmigała, biegała, wszystko na czterech a nie na trzech nogach. Rewelacja. Dla mnie mróz bez śniegu może trwać do samej wiosny ;)

Badzimierz był ze mną w pracy. Nie ważne co ja robię i gdzie jestem- on dokładnie tak jak Mela okupuje kanapę w pokoju socjalnym. Tam jest bezpiecznie i weterynarze przychodzą tylko na mizianie, dawanie smaków i całusy. Trzeba tylko uważać, żeby nie kradł jedzenia i nie zjadał obciętych paznokci w gabinetach.
Zamiłowanie do zjadania syfów mu nie minęło.

niedziela, 5 lutego 2012

Poranny wkurzający telefon. Podobno mam cavaliera, pięknego samca....potrzebny jest reproduktor. Dobre sobie. Tylko pogonić. Pan bardzo zawiedziony kastracją. A może wiem, kto ma takiego? Tia..... akurat. Wiem i nie powiem. Pan dzwoniący to cholerny znany w mieście rozmnażacz. Mój telefon niestety jest ogólnie znany.

Piękne słońce, minus dwadzieścia. Wyszłam po kilkunastu dniach ostrego mrozu bez słońca, z psami na zasłużony spacer. Psy opatuchane  w gustownych sweterkach. I nasłuchałam się. Robię z psa pajaca. Koniec kropka. Szkoda tłumaczeń. Badi w sweter ubierany jest poniżej dziesięciu. Kropka. Skoro mój pies jest pajacem to ja również i co mi pani zrobi? Nie znoszę, jak ktoś mi się wtrąca w sprawy nie mające znaczenia dla ogółu ludzkości. Pomału zaczynam rozumieć. Lepszy jest atak niż czekanie aż ktoś zwróci uwagę, że przy minus 20 psu blokowemu może być cholernie zimno. Lepiej zrobić z całej reszty "pajace" niż samemu wyjść na złego właściciela.
Będziemy się ubierać w sweterki, a żeby panią wkurzyć, to może wiosna założymy jakąś gustowną biżuterię. Tez uważam, że biżu to już pajacowanie, ale co tam (hihihi).

Na koniec piesek pańci obsikał mojego  i musiało skończyć się przymusową kąpielą. 

P.S. Szkoda, że nie powiedziałam, że sweterek jest produkcji USA. Szkoda.

poniedziałek, 23 stycznia 2012

O ile przy dziecku Badi zachowywał się nienagannie, to przy psiakach Ani...szkoda słów. A było tak. W ramach odpocznienia od obowiązków pojechaliśmy na dobę do Ani . Po kilku dniach spędzonych mało aktywnie na kanapie, po braku kumpli i wodza należał się Badiemu wieczór szaleństw. I szaleństwa owszem- były. Zgodnie z przysłowiem, że nie należy się chwalić mężem, dziećmi i psem, moje szczęście dało do wiwatu.  Zosinych zabawek nie wolno było ruszać, u Ani- wolno było.  Zniszczył piłkę i szarpak, rozpracował inteligentną zabawkę typu kong (oddaj smaczki) tak, że zjadł wszystko od razu, dobierał się do doniczkowego kwiatka. Na koniec zachęcony przez dziewczynki nasikał kilkakrotnie na piękny zielony dywan i chciał zgwałcić Cassie.

Później pojechaliśmy do mojej koleżanki Lidii  i jej podopiecznych z hostelu prowadzonego przez Sługi Jezusa. Tam zachowywał się nienagannie. Prawdziwy pies towarzyszący, dla niektórych terapeuta.  Aż podziw bierze.
Przed wysiadką z autobusu doskonale rozpoznał nasz przystanek pod tymczasowym warszawskim domem i urządził dziką radość wyrażoną przez szczekanie. Nie musieli nas wyrzucać:) wysiedliśmy sami.

Odsypiał kolejne dwa dni.



sobota, 14 stycznia 2012

Od kilku dni mieszkam z Badim w Warszawie. Opiekujemy się małą pięciomiesięczną bratanicą- Zosią. Sama podróż była dla niego dosyć męcząca, ale nie mogę powiedzieć- stresująca. W pociągu koszmarnie ciepło, po wyjściu wiatr i deszcz. Sama chciałam jak najszybciej znaleźć się na miejscu. A na miejscu niespodzianka. Małe gaworzące stworzonko. Mały szkrabek domagający się non stop uwagi. Nowy dom. Nowe zapachy. Nowe zasady.  Początkowo był zagubiony i przynosił wszystko, co nadawało się do zabawy. Minęła doba i wrócił do równowagi. Wczoraj nawet został sam w domu i mogłam pójść na zakupy.
Dziś z kolei mieliśmy pierwszą próbę chodzenia przy wózku.
Niestety pierwsza próba zbiegła się w czasie z pierwszym śniegiem i nie obyło się bez pani w chwili gdy zmarzły mu nogi i otoczyły się śnieżnymi kulkami. Płaczu było mnóstwo. Bałam się, czy to może potłuczone szkło. wszystko dobrze.

Mela bardzo szykowała się na ten wyjazd. Od chwili rozpoczęcia pakowania plecaka nie opuszczała mnie na krok. Kiedyś podróżowałyśmy do Warszawy co tydzień, ba, nawet razem tam mieszkałyśmy- jej pierwszy w życiu rok. Mela jest warszawianką. Mokotów konkretnie.
Doszła do siebie po dwóch dniach. To dobrze. Nie lubię zostawiać moich dzieciaczków.

niedziela, 25 grudnia 2011

Wczoraj Badi obchodził swoje pierwsze urodziny. Daleka jestem od robienia psu prezentów, itp. szaleństw. Prezenty owszem- były, ale bożonarodzeniowe. Stąd widoczne na planie zdjęciowym prezenciki.
A dziś moje słoneczko na porannym spacerze zaliczyło tarzanie się w resztkach jakiejś wyrzuconej ryby. Śmierdzi masakrycznie. I byli goście- dziewczynki. Tabuny dziewczynek, które nakręcały go zadaniowo.

Wszystkie pieski (dla naszej spokojności) otrzymały żywieniowy produkt zastępczy. Zamiast żebrania przy stole (Badi ma wyłączność i tak nie dostaje) otrzymały śmierdzące ścięgienka. Rybki, sałatki i pierożki psów nie interesowały. Po wieczerzy wszystkie padły.

czwartek, 8 grudnia 2011

Snoody zostały zaakceptowane. Wspaniały wynalazek, będę to powtarzała zawsze. Po dzisiejszym wypadzie na łąki do mycia były tylko łapki.
Wczoraj padał przeobfity śnieg z deszczem. wielkie płatki leciały w różnych kierunkach, a Badi próbował je wszystkie schwytać i pożreć. Nie udało się. Jeszcze wiele zimowych przygód przed nim.

Mela ma nadal niesprawna nóżkę. Zmora niemiłosiernie linieje. Zima....

Welcome