piątek, 18 listopada 2011

Bidulek

Jest nadzieja. Doktor powiedział, że nie widzi przeciwwskazań do zdjęcia szwów w sobotę. Odliczam jednak dni do zdjęcia kołnierza.
Pies jest umęczony. Najbardziej szkoda mi jego uszu i obawiam się, czy nie zrobi się jakiś stan zapalny. W końcu strasznie się kiszą i nie mają przewiwu.

Melusia osiąga szczyt działania Dexafortu. Dywanik znów posikany, ona sama zapadła w sen zimowy.

środa, 16 listopada 2011

Szczypać musi okrutnie. Pól nocy tak się biedak karaskał na łóżku, że wreszcie z hukiem spadł. Wstał, otrzepał się i znów wlazł. Przespał do rana. Rana brzydko pachnie i jest brzydka. Jeden szew już trzeba było zdjąć. Dziś idziemy na wizytę z przemywaniem. Coś mi się wydaje, że w sobotę nadal pies będzie w kołnierzu.

wtorek, 15 listopada 2011

Rozlizawka

Wizyta w przychodni. Chłopaczek dostał się do szwów i  coś tam wylizał niegroźnie. Jeden ze szwów trzeba było zdjąć bo się za mocno wpiął. Ulgi żadnej to nie przyniosło. W oczekiwaniu na wyjście do domu swoim szczekiem prawie rozniósł przychodnię, a z pewnością odstraszył niejednego oczekującego. Delikates cholera jasna. Próby wyszarpania sobie szwów (po zdjęciu kołnierza na spacerze) jest tak wielka, że rodzice odmawiają wychodzenia z dzieciakiem na spacery, kiedy jestem w pracy. Doigrał się. Życie jest teraz nudne. Gryźć smaków się nie da, bo czym przytrzymać, skoro łapki poza zasięgiem....Za piłka latać nie da rady. Z psami brykać nie da się. Ćwiczymy sztuczkę "A ku ku", bo włażenie między nogi i ocieranie pyska wychodzi perfekcyjnie. chodzenie na smyczy przeżywa regres do czasów wczesno-szczenięcych. Na smyczy Badi ciągnie się. Oj, czuję, że po całkowitym wyzdrowieniu czeka mnie ciężka praca.

sobota, 12 listopada 2011








piątek, 11 listopada 2011

I stało się....

Wczoraj Badi został poddany zabiegowi kastracji. Nie będę powtarzać dlaczego to zrobiłam. W wielu postach były nawiązania i tłumaczenie decyzji. Była to oczywista oczywistość i tyle.
Po zabiegu wybudził się bardzo szybko. Cała reszta to dla mnie dramat.
Przede wszystkim (jest godzina 9:44 w piątek) po raz pierwszy po 24 godzinach napił się wody i nareszcie zasnął. Nie spaliśmy całą noc. Padam z nóg. Badziulek chciał cały czas siedzieć mi na kolanach, ewentualnie siedział na moim brzuchu. Nie da się spać w takiej pozycji. wiercił się niemiłosiernie a kołnierz tylko pogarszał sprawę. Kto nie miał doczynienia z jeżdżeniem plastikowym kołnierzem po próbującej zasnąć twarzy nie wie co stracił. Czy boli? Pomimo zabezpieczenia  w środki przeciwbólowe ( nie na darmo pracuje się w przychodni weterynaryjnej, a co) i podawaniu bezpośrednio preparatów do żyły jestem pewna, że boli jak cholera. Widać to po zachowaniu. Zresztą- cavaliery są niezwykle nieodpornymi na ból stworkami. Powie to każdy właściciel.

Teraz słoneczko próbuje spać. Jestem nieszczęśliwa. wiem, jeszcze kilka dni i zapomnimy o wszystkim, ale w takich chwilach żałuję podjętych decyzji. Ale to mówią emocje. Badi będzie szczęśliwszy bez jąder.


Na zdjęciach: syndrom straconych jajek. Trzeba się ze wstydu schować.

niedziela, 6 listopada 2011

Odwiedziny Zosi

Niemowlę przybyło. W domu padł ustalony przez lata porządek. Inne pory spania, wychodzenia na spacery i innych rozrywek. Psy zamarły i właściwie przestały się ze sobą bawić. Nie mają czasu. Bacznie obserwują Zosieńkę. Co jakiś czas zaglądają do łóżeczka, ewentualnie śpią przy nim. Do wąchania najlepiej nadają się brudne pieluszki i główka dzidziusia. Nóżki trzeba obowiązkowo lizać. Skarpetki, smoczki i zabawki warto czasem chcieć, trzeba tylko to mocno zakomunikować.
A tak na serio- psy zachowują się cudownie.

Szczekają minimalistycznie. Zaprzestały gonitw, szalonych zabaw i nieustającego kręcenia się pod nogami. Nie są zazdrosne. Badi chce uczestniczyć we wszystkich zajęciach- od karmienia po kąpiel. Jest delikatny. Bardzo fajne doświadczenie.

sobota, 29 października 2011

Odwiedziny Jagody

Odwiedziła nas sześcioletnia Jagoda. Krzyk, pisk, nadpobudliwość i buzia, która się nie zamykała. Dziewczynka, która grała twardzielkę, ale bała się psa. Emocje, które zadziałały bezpośrednio na Badzika. Pies chwilkę popracował, a potem szukał zajęć zastępczych. Właściwie nie była to nawet praca, ale popisy. Nakręcili się wzajemnie. I jeszcze smakowite ciasto na stole i kawa z mlekiem- jak tu się oprzeć takim pokusom.
Trudno skupić się w domu. Jesteśmy na etapie, w którym lepiej pracuje nam się na zewnątrz i w nowych miejscach, a nie w domu. W domu wszystko jest znane. Można kombinować po swojemu. Prawie wszystko jest przewidywalne. Dla mojego psa- nuda.
 Zaczynam się zastanawiać, czy nie lepiej sprawdziłby się w sporcie....
 Z drugiej strony- wykonywał polecenia i sam  w wolnych chwilach nastawiał się do głaskania i przytulania. Na szczęście dziewczę znudziło się pieskiem (zna ich kilka) i wybrało do zabawy fiszerprajsowego Reksia.
Trzeba odespać te odwiedziny.
Ciastka wątróbkowe wyjęte własnie z piekarnika.

Jutro egzamin z posłuszeństwa kończący szkolenie.

I dodatkowa godzina snu. Hura.

Welcome