sobota, 1 października 2011

Kura domowa

Zamieniam się w kurę domową. Dziś upiekłam psom domowe ciastka. Według przepisu z "Mojego psa". Chyba zmodyfikowany, bo najnowszy numer zdążyłam już gdzieś zgubić. Zużyłam pół kilograma wątróbki, dwie szklanki mąki, trzy jajka i 1/3 szklanki oleju. Zmemłałam to wszystko i na blachę do piekarnika 220 stopni na pół godziny. Wysuszyła się masa ciut mocno, nierówno. Ciastek z tego nie ma. Są małe okruchy (rozdłubywane paluchami) doskonałe do jutrzejszego szkolenia i nie tylko. Na razie całość włożyłam do zamkniętego pudełka, bo różami to nie pachnie. Rozważam wyjęcie na noc w celu dokładniejszego wysuszenia (boję się, że spleśnieje).

Co do BARF- byłam w sklepie mięsnym. Jest wszystko, czego bym potrzebowała. Po obejrzeniu zmielonych świeżych podrobów wołowych (2 zł za kilogram) zrobiłam się zielona, sina, blada i wybiegłam w celu puszczenia pawia. Może to i zdrowe, ale po siedmiu latach wegetarianizmu nadal nie mogę patrzeć na pewne rzeczy.
Na pocieszenie od cioci Kasi dostaliśmy paczkę PURINA PRO PLAN PUPPY DIGESTION LAMB & RICE. Smakuje. Chyba zamówimy. 

czwartek, 29 września 2011

Wkurzająca sąsiadka.

Wczoraj bez zapowiedzi przed blokiem stanęło rusztowanie. Na ostatnim zebraniu Spółdzielnia zapewniała, że w tym roku nie będzie generalnego remontu bloku, ale nieoczekiwanie dostała jakieś pieniądze i nie informując lokatorów wkroczyła do akcji. W ciągu dwóch dni stanęło obejmujące dwa pietra rusztowanie. Rano doszłam do wniosku, że psy nie będą remontem zachwycone. Bingo! W południe zadzwoniła do mnie mama, że z awantura przyszła mieszkająca pod nami sąsiadka. Od razu z buzią, że: DOSYĆ TEGO! PSY SZCZEKAJĄ! KOT SIĘ TAK BOI, że MIESZKA W WANNIE! I tak dalej.
Mama słusznie stwierdziła, że nie będzie się wypowiadać i odpowiadać, tylko uprzejmie zamknęła drzwi. Ostatnio, gdy grzecznie i spokojnie zwracała sąsiadce uwagę, żeby nie karmiła gołębi na oknie, bo robią kupę tam gdzie nie trzeba została zakrzyczana.
Tak, psy napirzały pół dnia. Tak, jest remont i nie przywykły do tego, że ktoś na drugim pietrze chodzi im za oknem, trze, wierci i rzuca k*rwami. Są nerwowe. To pierwszy dzień. Może im przejdzie, wszak remont będzie trwał kilka miesięcy. Badi z tego stresu dostał dziś biegunki. Robotnicy poszli- psy się uspokoiły.
Co ciekawe, mimo, że w klatce dzieją się inne ciekawe hałaśliwe rzeczy, przeszkadzają tylko moje psy.Pani jest z tych, co jej przeszkadzało, że pukam kapciami a syn śpi. (Syn lat 30, ósma rano, zwykłe kapcie). Oczywiście zanim poinformowała nas o problemie opowiedziała wszystkim wokół. Na co dzień żarliwa chrześcijanka. Tak uważa się.

Tak. Psy szczekają. Znalazłam kilka rozwiązań. Ojca pies przychodzący do nas będzie musiał zostawać w swoim domu. Pokoje od strony remontu będą zamykane. Co jeszcze mogę zrobić? Chyba nic. W razie czego przewertowałam Kodeksy w poszukiwaniu ewentualnych kar do zapłacenia. Ale ludzie, przecież nie mogę dać się zastraszyć! Spróbuję rozwiązać sytuację. Ale chamstwa nie znoszę!

wtorek, 27 września 2011

Psia Pogoda

 Dzisiaj z nieba kapie woda
wczoraj deszcz tak samo lał.
Ludzie mówią o pogodzie:"psia pogoda".
Psia pogoda! Dobre sobie! Hau!

A ja patrzę w kałuże, wyjść nie mogę, choćbym chciał.
Woda w dole, woda w środku, woda w górze....
Psia pogoda?Taka woda? Hau?

Czy ja jestem złotą rybką,
bym się w wodzie chlapać miał?
Jak jest mokro, to ja zaraz szczekam z chrypką,
sowo daję, szczekam z chrypką: hau!

Ach, żeby ktoś tej pogodzie
inna nazwę wreszcie dał,
toby radość taka była w naszym rodzie,
                                                                taka radość, taka radość, że aż- hau!

                                                                                                Ludwik Jerzy Kern




Nasz psi spacerek trwał dziś 15 minut. Zdążyliśmy wyjść na pobliskie łąki i rozpętała się burza z piorunami. Biegliśmy szybko do domu przeskakując przez kałuże i wpadając w wodę, bo zalane było wszystko. Zamiast oswajania z piorunami mieliśmy ratowanie siebie i swojego zdrowia.
Dziś akurat przyszła zamówiona książeczka z wierszami Ludwika Jerzego Kerna "Wiersze pod psem". Znalazłam adekwatny do sytuacji. Będę dzielić się nimi na łamach bloga. Moje ubrania z wyjątkiem kurtki okazały się być przemakalnymi. Badziulski poradził sobie tak:

czwartek, 22 września 2011

Wpadka

Badziulski zaliczył dziś wielka wpadkę. W sumie nieświadomie raczej, ale jednak....
Około godziny 11:00 wypatrzył muchę. Muchy według niego to takie fajne stworzonka, które są fajne, póki nie nadlatują bezpośrednio na niego. Wypatrzył muchę na ścianie. Próbował ja pochwycić, ale mucha jak toi mucha- przemieszczała się. Na dodatek o tej porze roku owady te są dziwne- latają nisko i powoli. n ie o c z e k i w a n i e mucha zmieniła tor lotu i Badziulski wylądował na drzwiach. Z racji tego, ze o tej porze ma pełny pęcherz a zderzenie bolało- na podłodze pojawiła się wielka kałuża. Biedny zupełnie nie wiedział co się właściwie stało. Patrzył to na mnie, to na kałużę. A ja nic. Nigdy nie był karany za sikanie w domu a mimo to nauczył się wołania wyjścia za potrzebą. Trudno. Posprzątałam i wyszliśmy na spacer.

poniedziałek, 19 września 2011

Logo?

Tak sobie myślałam i myślałam jak ma wyglądać logo naszej działalności i wymyśliłam taki oto:

środa, 14 września 2011

Demony!

Namówiona przez koleżankę i zachęcona przez cavalierowych znajomków postanowiłam uraczyć psiaki surowym mięsem. Skrzydełka kurze na tapecie. Konsumpcja zajęła im odpowiednio: Meli 40 minut, Badiemu 55 minut. Obawiałam się rezultatów, chyba niepotrzebnie. Dziś kupki są twarde, wykonane bez problemów. Nocnych wyjść nie zanotowałam. Zdziwiła mnie technika jedzenia zaprezentowana przez teriera. Metodycznie, szybko, kości chrupały. Przez chwilę żałowałam, ale spróbujcie terierowi odebrać cokolwiek! Niewykonalne.  Badi był bardzo delikatny i interesowało go głównie mięso. Nie jadł na czas.
Czas pokaże, czy urozmaicenie diety wyjdzie mu na dobre. Póki co to ostatni worek RC jaki kupiłam. Chrzanić promocję. RC małemu nie służy i już.

wtorek, 13 września 2011

Zajęcia drugie

Badi ma jeden problem. Ciężko wychodzi z trybu : praca. Po półtoragodzinnych zajęciach, kiedy poszliśmy do chłodnej sali na omówienie zajęć wszystkie psy poszły spać. Prawie wszystkie. Badziulski postanowił, że jeszcze nie koniec. Próbował zaczepiać wszystkich ludków i wymusić na mnie dalsze zajmowanie się nim. Szukał zabawek, szukał smaczków, obszczekiwał, jęczał, skamlał, trzeszczał. Tak wielu dźwięków nigdy nie wydawał w jednym krótkim czasie. Ja byłam zmęczona jak pies- on nie. Po wyjściu z sali pobiegł na plac treningowy z zamiarem ponownego przejścia przez tunel. W samochodzie tez uspokoić się nie mógł. Padł po kilkunastu minutach by obudzić się pięć godzin później. Będzie problem...

Welcome