środa, 6 lipca 2011

Szlag mnie trafia....

 ..gdy muszę zdjąć z psa cos takiego jak na załączonym zdjęciu.... o grubości jakieś 3-4 cm....

Pan i Pani zadbani, pachnący, tryskający humorem. Piesek dziesięcioletni, miły, ufny, z filcowaną sierścią. Yorkshire terrier. Paznokcie miał tak długie, że pozawijały się pod łapki i piesek dosłownie po nich deptał.
Chore ucho oczywiście. Dowiedziałam się, że od ostatniej wizyty u mnie (tez miał chore ucho) u lekarza nie był, bo nie było czasu. Do tego ponad miarę łzawiące oko.
Opieprzyłam przez duże "O". Niestety obawiam się, że niewiele to zmieni w życiu psa.
Jest to historia inna niż wszystkie. Oto dorastające dziecko chciało psa. Dostało go na Mikołajki. Potem dziecię dorosło i wyjechało na studia. Piesek został z rodzicami, którzy mają gdzieś pielęgnacyjne potrzeby małego. Nie nasz pies- nie nasz problem. Skrajna nieodpowiedzialność.
Moja mama płakała jak to zobaczyła. . Ja jestem zła.

poniedziałek, 4 lipca 2011

a to Ci numer!


jak to ktos kiedyś powiedział 
UFO MNIE OSZUKAŁO ;)

*nie, nie chodzi o przesympatyczną  hodowlę świnek morskich UFO

i

sobota, 2 lipca 2011

Zimno w lipcu

 Dziś termometr zainstalowany na Urzędzie Miasta wskazywał 13 stopni na plusie. Do tego wiatr i siąpiący deszcz.
Badi dostawał wariacji, dlatego poszliśmy na łąki. Tylko na 10 minut. W siódmej minucie chował swoja głowę pod moja kurtkę i próbował wskakiwać w ramiona (chociaż już się nie mieści) oraz patrzył błagalnie: czy możemy już wracać?
Nigdy jeszcze nie pędził tak do domu. A w domu obowiązkowa przymusowa kąpiel. Bez głowy, bo coś zaczyna się dziać z uchem.

Wujek, który odwiedził nas "pod wpływem" zapytał, czy to ten piesek do kinderterapii?
W ten oto sposób narodziła się nowa nazwa, konkurencyjna dla dogoterapii i kynoterapii. Nic tylko zakładać towarzystwo, płacić składki i organizować szkolenia.

wtorek, 28 czerwca 2011

Od kilku lat śledzę doniesienia o pogryzieniach ludzi przez psy. Wszystkie zdarzają się z winy człowieka. Przykre, gdy ofiarami ataków są dzieci. Artykuły zachowam sobie na blogu. Zdaję sobie sprawę, że będzie tych opisów sporo, bo wakacje dopiero się zaczęły. Latem wyobraźnia ludzka zawodzi. Artykuły z wstecznymi datami dodam w najbliższym czasie. Takie artykuły świetnie nadadzą się jako wstęp do pogadanek z rodzicami na temat profilaktyki pogryzień. Oczywiście w mediach pies zawsze będzie bestią i amstafem.
A mnie zwykle gryzą yorki i shih-tzu.

Amstaf pogryzł dziecko. Psa przydusiło trzech mężczyzn

Marcin Czyżewski

Czteroletni chłopiec wracał w poniedziałek do domu, gdy rzucił się na niego amstaf. Mężczyźni, którzy pospieszyli dziecku na pomoc, przygnietli psa do ziemi swoimi ciałami

Do dramatycznych wydarzeń doszło w poniedziałek wieczorem na podwórku jednego z budynków przy ul. Dygasińskiego w Bielsku-Białej. To niewielkie osiedle bloków mieszkalnych. Czteroletni chłopczyk wracał do domu razem ze swoim ojcem. Dziecko maszerowało kilka metrów przed tatą. Gdy zbliżyło się do budynku, obok niego pojawił się amstaf. Pies rzucił się na chłopca i zaczął go gryźć.

- Dziecko ma rany kąsane nóg, zostało odwiezione do szpitala. Na szczęście jego życiu nic nie zagraża - zapewnia Elwira Jurasz, rzeczniczka bielskiej policji. W szpitalu chłopiec przeszedł zabieg, ma unieruchomioną nogę. Zostanie pod obserwacją przed siedem dni.

Świadkami ataku agresywnego zwierzęcia było trzech mężczyzn, którzy natychmiast rzucili się dziecku na pomoc. - Odciągnęli amstafa od chłopca i własnymi ciałami przygnietli psa do ziemi, aby go unieruchomić. Gdy wstali, okazało się, że pod ich ciężarem zwierzę się udusiło - mówi podinspektor Roman Waluś z bielskiej policji. Martwy amstaf został przewieziony do bielskiego schroniska dla zwierząt. Weterynarz zbada, czy pies nie chorował na wściekliznę.

Policjanci starają się wyjaśnić okoliczności zdarzenia. Wiadomo, że pies należał do 22-letniej kobiety, która wynajmowała w bloku mieszkanie. Gdy jednak doszło do ataku, nie było jej w domu. - Pod jej nieobecność psa z mieszkania wypuścili na podwórko właściciele tego lokalu. Ustalamy, kto będzie odpowiedzialny za to zdarzenie - dodaje podinspektor Waluś.

Policjanci przypominają, że prawo nakłada na właścicieli czworonogów obowiązek należytej kontroli psa. Kto tego nie robi, może zostać ukarany grzywną.

W pracy

Pozdrowienia przekazałam komu trzeba. Dziękuję:)

Mela czuje się świetnie. Po zdjęciu kołnierza wrócił jej apetyt, ma ochotę na zabawy, spacery ( w moich ramionach), smakolyki i kontolowanie mojej torby, gdy wracam z pracy.
Dziś zapędziła się troszeczkę i w chwili wielkiej radości wymyśliła, że będzie ze mną pracować. Dzielnie wytrzymała osiem godzin wielkiej nudy i jestem pewna, że jutro nie będzie miała ochoty  na takie wyskoki.

Wczoraj w pracy ze mną był Badi. Nuda dała mu się we znaki dopiero w ostatniej godzinie. Kradł karmę, roznosił włosy po zakładzie, z uporem maniaka rozwiązywał mi fartuch...
Pierwszy raz spotkał sukę z cieczką i okazało się, że ma wielka ochotę na seks, mimo, że dziewczę było poza jego zasięgiem. Zaczynamy trudny okres jego życia.

czwartek, 23 czerwca 2011

Muchy i bieg ba przełaj

Muchy to bardzo dziwne stworzonka. Pojawiają się przed Badim w nieoczekiwanych momentach, w dziwnych miejscach. Według spostrzeżeń  szczeniora:
1. Dzielą się na latające w górze oraz przy podłodze.
2.Jeśli danego dnia obserwowano je przy wiklinowym koszu- na pewno w ciągu dwóch godzin znów się tam pojawią- należy tylko cierpliwie patrzeć w jeden punkt przez te dwie godziny aż do ewentualnego uśnięcia. Badiego. Nie muchy.

Badi zaliczył dziś pierwszą bardzo daleką i niebezpieczną ucieczkę, będącą wynikiem wypatrzenia jakiegoś przypadkowo biegnącego obcego psa. Znikał w tempie błyskawicznym. Zostawiłam Melę w bezpiecznej pozycji : zostań i pognałam. Serce mi wyskoczyło ze strachu o niego , potem stanęło, gdy straciłam go z oczu. Nastąpił tez wyrzut adrenaliny, gdy zobaczyłam go stojącego na jezdni przy znajomym hydrancie i pijącego wodę. Był tak zmęczony, że na dalszą ucieczkę nie miał siły. Ja nie miałam siły ani mówić, ani stać. Myślałam, że wypluję płuca i oskrzela.
Bawiliśmy się daleko, daleko od wszelkich jezdni, ale to nie wystarczyło. Nie przewidziałam nowych okoliczności, przyzwyczajona nazbyt do powtarzających się bezpiecznych sytuacji w sforze, aż tu klops.
Mea culpa.
Po naszym powrocie Mela była dokładnie w tym samym miejscu, w którym ją zostawiłam. Bez ekscytacji, w pełnym zaufaniu, że po nią wrócę. Tak to sobie tłumaczę- najprawdopodobniej tak było, ale ja wiem, że tak serio- jest po operacji i boli ja noga. Dokąd miałaby biec?

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Po zajęciach w szkole

Badi zaczął chodzić do szkoły. Po kilkumiesięcznych zmaganiach moich, przyszła kryska na matyska. Będziemy jeździli na zajęcia indywidualne do Łodzi. Pierwsze wypadły całkiem nieźle. Badi oczywiście łapał wszystko w mig, ja- dużo wolniej. Podczas samodzielnych szkoleń popełniałam podobno mnóstwo błędów. Ciężko dostawać po głowie za coś, co według innej szkoly/osoby znającej się na sztuce nauczania  było O.K
Postanowiłam być opanowana i odporna psychicznie na krytykę i podporządkować się zaleceniom nauczyciela.  Po przespaniu się z nową wiedzą i zastosowaniu jej w praktyce stwierdzam, że DZIAŁA.
Tak podróżujemy:


Jeździmy na zajęcia indywidualne, a zajęcia grupowe mamy na swoim terenie, ze swoimi kumplami.
Chłopak ma potencjał i zamierzam korzystać z naszych pięciu minut szybkiego i trwałego uczenia się.



To tylko część "naszej sfory". Ostatnio naliczyłam 13 psów....

a tu robota dogorapeutyczna się trafiła, bo właściciel labka jest poważnie kontuzjowany

\

Welcome