Pozdrowienia przekazałam komu trzeba. Dziękuję:)
Mela czuje się świetnie. Po zdjęciu kołnierza wrócił jej apetyt, ma ochotę na zabawy, spacery ( w moich ramionach), smakolyki i kontolowanie mojej torby, gdy wracam z pracy.
Dziś zapędziła się troszeczkę i w chwili wielkiej radości wymyśliła, że będzie ze mną pracować. Dzielnie wytrzymała osiem godzin wielkiej nudy i jestem pewna, że jutro nie będzie miała ochoty na takie wyskoki.
Wczoraj w pracy ze mną był Badi. Nuda dała mu się we znaki dopiero w ostatniej godzinie. Kradł karmę, roznosił włosy po zakładzie, z uporem maniaka rozwiązywał mi fartuch...
Pierwszy raz spotkał sukę z cieczką i okazało się, że ma wielka ochotę na seks, mimo, że dziewczę było poza jego zasięgiem. Zaczynamy trudny okres jego życia.
Pages
Etykiety
moje psiaki
Badi
rozterki groomerki
azylanci
wierszyki
wystawy
szkolenia
mela
moje świnki/my cavies
edukacja z psem
przemyślenia
pogryzienia
szwajcaria
Airedale terrier
choroby genetyczne
dlaczego z rodowodem
egzaminy
fryzury
gadżety
imprezy
kumple
o mnie
problemy wychowawcze
profilaktyka pogryzień
różne
shih-tzu
socjal
urodziny
wakacje
zabawki
zdrowie
wtorek, 28 czerwca 2011
czwartek, 23 czerwca 2011
Muchy i bieg ba przełaj
Muchy to bardzo dziwne stworzonka. Pojawiają się przed Badim w nieoczekiwanych momentach, w dziwnych miejscach. Według spostrzeżeń szczeniora:
1. Dzielą się na latające w górze oraz przy podłodze.
2.Jeśli danego dnia obserwowano je przy wiklinowym koszu- na pewno w ciągu dwóch godzin znów się tam pojawią- należy tylko cierpliwie patrzeć w jeden punkt przez te dwie godziny aż do ewentualnego uśnięcia. Badiego. Nie muchy.
Badi zaliczył dziś pierwszą bardzo daleką i niebezpieczną ucieczkę, będącą wynikiem wypatrzenia jakiegoś przypadkowo biegnącego obcego psa. Znikał w tempie błyskawicznym. Zostawiłam Melę w bezpiecznej pozycji : zostań i pognałam. Serce mi wyskoczyło ze strachu o niego , potem stanęło, gdy straciłam go z oczu. Nastąpił tez wyrzut adrenaliny, gdy zobaczyłam go stojącego na jezdni przy znajomym hydrancie i pijącego wodę. Był tak zmęczony, że na dalszą ucieczkę nie miał siły. Ja nie miałam siły ani mówić, ani stać. Myślałam, że wypluję płuca i oskrzela.
Bawiliśmy się daleko, daleko od wszelkich jezdni, ale to nie wystarczyło. Nie przewidziałam nowych okoliczności, przyzwyczajona nazbyt do powtarzających się bezpiecznych sytuacji w sforze, aż tu klops.
Mea culpa.
Po naszym powrocie Mela była dokładnie w tym samym miejscu, w którym ją zostawiłam. Bez ekscytacji, w pełnym zaufaniu, że po nią wrócę. Tak to sobie tłumaczę- najprawdopodobniej tak było, ale ja wiem, że tak serio- jest po operacji i boli ja noga. Dokąd miałaby biec?
1. Dzielą się na latające w górze oraz przy podłodze.
2.Jeśli danego dnia obserwowano je przy wiklinowym koszu- na pewno w ciągu dwóch godzin znów się tam pojawią- należy tylko cierpliwie patrzeć w jeden punkt przez te dwie godziny aż do ewentualnego uśnięcia. Badiego. Nie muchy.
Badi zaliczył dziś pierwszą bardzo daleką i niebezpieczną ucieczkę, będącą wynikiem wypatrzenia jakiegoś przypadkowo biegnącego obcego psa. Znikał w tempie błyskawicznym. Zostawiłam Melę w bezpiecznej pozycji : zostań i pognałam. Serce mi wyskoczyło ze strachu o niego , potem stanęło, gdy straciłam go z oczu. Nastąpił tez wyrzut adrenaliny, gdy zobaczyłam go stojącego na jezdni przy znajomym hydrancie i pijącego wodę. Był tak zmęczony, że na dalszą ucieczkę nie miał siły. Ja nie miałam siły ani mówić, ani stać. Myślałam, że wypluję płuca i oskrzela.
Bawiliśmy się daleko, daleko od wszelkich jezdni, ale to nie wystarczyło. Nie przewidziałam nowych okoliczności, przyzwyczajona nazbyt do powtarzających się bezpiecznych sytuacji w sforze, aż tu klops.
Mea culpa.
Po naszym powrocie Mela była dokładnie w tym samym miejscu, w którym ją zostawiłam. Bez ekscytacji, w pełnym zaufaniu, że po nią wrócę. Tak to sobie tłumaczę- najprawdopodobniej tak było, ale ja wiem, że tak serio- jest po operacji i boli ja noga. Dokąd miałaby biec?
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Po zajęciach w szkole
Badi zaczął chodzić do szkoły. Po kilkumiesięcznych zmaganiach moich, przyszła kryska na matyska. Będziemy jeździli na zajęcia indywidualne do Łodzi. Pierwsze wypadły całkiem nieźle. Badi oczywiście łapał wszystko w mig, ja- dużo wolniej. Podczas samodzielnych szkoleń popełniałam podobno mnóstwo błędów. Ciężko dostawać po głowie za coś, co według innej szkoly/osoby znającej się na sztuce nauczania było O.K
Postanowiłam być opanowana i odporna psychicznie na krytykę i podporządkować się zaleceniom nauczyciela. Po przespaniu się z nową wiedzą i zastosowaniu jej w praktyce stwierdzam, że DZIAŁA.
Tak podróżujemy:
Jeździmy na zajęcia indywidualne, a zajęcia grupowe mamy na swoim terenie, ze swoimi kumplami.
Chłopak ma potencjał i zamierzam korzystać z naszych pięciu minut szybkiego i trwałego uczenia się.
To tylko część "naszej sfory". Ostatnio naliczyłam 13 psów....
a tu robota dogorapeutyczna się trafiła, bo właściciel labka jest poważnie kontuzjowany
\
Postanowiłam być opanowana i odporna psychicznie na krytykę i podporządkować się zaleceniom nauczyciela. Po przespaniu się z nową wiedzą i zastosowaniu jej w praktyce stwierdzam, że DZIAŁA.
Tak podróżujemy:
Jeździmy na zajęcia indywidualne, a zajęcia grupowe mamy na swoim terenie, ze swoimi kumplami.
Chłopak ma potencjał i zamierzam korzystać z naszych pięciu minut szybkiego i trwałego uczenia się.
To tylko część "naszej sfory". Ostatnio naliczyłam 13 psów....
a tu robota dogorapeutyczna się trafiła, bo właściciel labka jest poważnie kontuzjowany
\
piątek, 17 czerwca 2011
Jest nieźle
Mela spokojnie przespała noc. Badi omija ja wielkim łukiem. Dziś była ze mną cały dzień w pracy. Miała tam ciszę i spokój (o ile można to tak nazwać). W każdym razie miała spokój od domowej sfory. Spała spokojnie twardym snem. Zjadła prawie całą puszkę Royal dla rekonwalescentów. Dostała leki i noga bolała dziś mniej. Będzie dobrze.
czwartek, 16 czerwca 2011
Po operacji
Nie spałam od 4 z minutami. Trochę nerwy, a trochę Badi, który miewa regularne niestrawności spowodowane zjedzeniem Bóg wie czego. Potem poszlo jak z płatka- autobus szósta trzydzieści, operacja od 9;00 do 10:30. Dostałam fory i z racji tego, że pracuję w lecznicy dla zwierząt a klinika jest kliniką zaprzyjaźnioną z naszą, mogłam być w sali operacyjnej podczas przygotowań do zabiegu, właściwie do momentu rozpoczęcia zabiegu. Ulotniłam się sama, bo c o jak co, ale swojej kruszynki w takim krwawym stanie oglądać nie chciałam. Nie znam tych wszystkich medycznych zawiłości, w każdym razie poprawiono Meli to, co się popsuło po pierwszym zabiegu. O 14:00 byłyśmy już w domu.
Pomimo podanych leków przeciwbólowych Mela znosi wszystko źle. Cały czas płacze. Nie wiem, czy za zimno jej, czy za gorąco...boli pewnie i uwiera, ale ja nic na to poradzić nie mogę.
Badzik dostał nowe kości, żeby tylko małej nie przeszkadzał i czasem nie uraził.
Pomimo podanych leków przeciwbólowych Mela znosi wszystko źle. Cały czas płacze. Nie wiem, czy za zimno jej, czy za gorąco...boli pewnie i uwiera, ale ja nic na to poradzić nie mogę.
Badzik dostał nowe kości, żeby tylko małej nie przeszkadzał i czasem nie uraził.
wtorek, 14 czerwca 2011
Klienci z tupetem i przytupem 1
Klient nie lubi płacić za usługę. Zawsze wysyłał z psem córkę, która płaciła urywając zawsze te 5 zł z podanej ceny twierdząc, że tata nie dał więcej pieniędzy.I to prawda. Ostatnim razem, kiedy ojciec umawiał telefonicznie wizytę zapytał o cenę strzyżenia a ja , żeby sprawdzić ile ma zamiar zapłacić skrzętnie to sobie zapisałam przy dacie wizyty. Oczywiście znów zostało urwane o te 5 zł. Tym razem powiedziałam, co o tym myślę, i że jest to ostatni raz.
Potem pomyśłałam, że w sumie bez sensu, bo co dziewczyna winna, że ojciec to cwaniak i sknera w jednym. Z drugiej strony- jest pełnoletnia i nie mam pewności czy to prawda i kto właściwie płaci za usługę- ojciec czy córka.
Córka obraziła się tak skutecznie, że teraz mijając mnie z psem na spacerze (mieszkamy w sąsiednich blokach) już mnie nie zna. Odwraca głowę gdy przechodzę. Czyli coś było na rzeczy ze zwracaniem uwagi.
Dziś, godzina 20 : 14 telefon. Dzwoni PAN! Bo wyjeżdża w poniedziałek tam i tam, i on mnie bardzo prosi o wciśniecie poza kolejką, nawet po godzinach!
Też dzwonicie po 20 do swojego fryzjera?
Oczywiście pana rozpoznałam po głosie (mam taki dar) i odmówiłam. Dwukrotnie usłyszałam, ze się na mnie zawiódł, powiedział głośne DO WIDZENIA i rzucił słuchawką.
Ciekawe jaką zemstę przygotuje.
A ja chrzanię takich klientów. Nasz klient- nasz pan, ale wszystko ma swoje granice. Uważam, że w tych czasach łatwo można wpaść w pewną pułapkę- dla klienta wszystko a siebie i swoją pracę przestajemy szanować. W rezultacie, gdy my siebie nie szanujemy- inni też przestają.
Ja mam zasady.
1. Nie podejmować się pracy, której nie jestem w stanie wykonać (np. nie robię psów ważących więcej niż ja, bo znam swoją siłę i jej brak)
2. Nie pracuję w niedzielę i święta żeby nie wiem co!
3. Nie daję się zastraszać i podchodzić osobom próbujących szantażu. Ktoś zaczynający: bo jak mnie pani nie przyjmie to....- kończy odesłaniem z kwitkiem. Bo co? Jak mnie ktoś mówi NIE, to rozumiem, ewentualnie pytam jakie są powody.
......
i co z tego, że się taki ktoś na mnie zawiódł?
żeby tylko takie zawody nas spotykały w życiu byłoby całkiem nieźle, prawda?
a przejmować się nie mam zamiaru
Potem pomyśłałam, że w sumie bez sensu, bo co dziewczyna winna, że ojciec to cwaniak i sknera w jednym. Z drugiej strony- jest pełnoletnia i nie mam pewności czy to prawda i kto właściwie płaci za usługę- ojciec czy córka.
Córka obraziła się tak skutecznie, że teraz mijając mnie z psem na spacerze (mieszkamy w sąsiednich blokach) już mnie nie zna. Odwraca głowę gdy przechodzę. Czyli coś było na rzeczy ze zwracaniem uwagi.
Dziś, godzina 20 : 14 telefon. Dzwoni PAN! Bo wyjeżdża w poniedziałek tam i tam, i on mnie bardzo prosi o wciśniecie poza kolejką, nawet po godzinach!
Też dzwonicie po 20 do swojego fryzjera?
Oczywiście pana rozpoznałam po głosie (mam taki dar) i odmówiłam. Dwukrotnie usłyszałam, ze się na mnie zawiódł, powiedział głośne DO WIDZENIA i rzucił słuchawką.
Ciekawe jaką zemstę przygotuje.
A ja chrzanię takich klientów. Nasz klient- nasz pan, ale wszystko ma swoje granice. Uważam, że w tych czasach łatwo można wpaść w pewną pułapkę- dla klienta wszystko a siebie i swoją pracę przestajemy szanować. W rezultacie, gdy my siebie nie szanujemy- inni też przestają.
Ja mam zasady.
1. Nie podejmować się pracy, której nie jestem w stanie wykonać (np. nie robię psów ważących więcej niż ja, bo znam swoją siłę i jej brak)
2. Nie pracuję w niedzielę i święta żeby nie wiem co!
3. Nie daję się zastraszać i podchodzić osobom próbujących szantażu. Ktoś zaczynający: bo jak mnie pani nie przyjmie to....- kończy odesłaniem z kwitkiem. Bo co? Jak mnie ktoś mówi NIE, to rozumiem, ewentualnie pytam jakie są powody.
......
i co z tego, że się taki ktoś na mnie zawiódł?
żeby tylko takie zawody nas spotykały w życiu byłoby całkiem nieźle, prawda?
a przejmować się nie mam zamiaru
niedziela, 12 czerwca 2011
Nie po mojej myśli
przebiegła wizyta w Płocku.
Jechałam przekonana, że lekarz poinformuje mnie o dobrym stanie nogi Meli, a o mnie powie- panikara. Niestety, tak się nie stało. Noga jest niestety niesprawna, zabieg zakończył sie niepowodzeniem i w najbliższy czwartek czeka nas powtórka. Wzięłam wolne od pracy, spisałam autobusy i wyruszamy z samiutkiego rana. Przykro mi, że mieliśmy pecha. U yorków tak się niestety zdarza. Często, ale ja miałam nadzieję, że na nas nie trafi. Trafiło na nas.
Idą upały, Mela źle znosi takie zabiegi i fizycznie i psychicznie...jestem załamana.
Dziękuję za Waszą troskę, trzymajcie kciuki!
A do wiosennego menu Badyla dołączają zdechłe krety i chrabąszcze majowe, na które należy polować i zjadać..... nie nadążam za nim.
Jechałam przekonana, że lekarz poinformuje mnie o dobrym stanie nogi Meli, a o mnie powie- panikara. Niestety, tak się nie stało. Noga jest niestety niesprawna, zabieg zakończył sie niepowodzeniem i w najbliższy czwartek czeka nas powtórka. Wzięłam wolne od pracy, spisałam autobusy i wyruszamy z samiutkiego rana. Przykro mi, że mieliśmy pecha. U yorków tak się niestety zdarza. Często, ale ja miałam nadzieję, że na nas nie trafi. Trafiło na nas.
Idą upały, Mela źle znosi takie zabiegi i fizycznie i psychicznie...jestem załamana.
Dziękuję za Waszą troskę, trzymajcie kciuki!
A do wiosennego menu Badyla dołączają zdechłe krety i chrabąszcze majowe, na które należy polować i zjadać..... nie nadążam za nim.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

