czwartek, 23 czerwca 2011

Muchy i bieg ba przełaj

Muchy to bardzo dziwne stworzonka. Pojawiają się przed Badim w nieoczekiwanych momentach, w dziwnych miejscach. Według spostrzeżeń  szczeniora:
1. Dzielą się na latające w górze oraz przy podłodze.
2.Jeśli danego dnia obserwowano je przy wiklinowym koszu- na pewno w ciągu dwóch godzin znów się tam pojawią- należy tylko cierpliwie patrzeć w jeden punkt przez te dwie godziny aż do ewentualnego uśnięcia. Badiego. Nie muchy.

Badi zaliczył dziś pierwszą bardzo daleką i niebezpieczną ucieczkę, będącą wynikiem wypatrzenia jakiegoś przypadkowo biegnącego obcego psa. Znikał w tempie błyskawicznym. Zostawiłam Melę w bezpiecznej pozycji : zostań i pognałam. Serce mi wyskoczyło ze strachu o niego , potem stanęło, gdy straciłam go z oczu. Nastąpił tez wyrzut adrenaliny, gdy zobaczyłam go stojącego na jezdni przy znajomym hydrancie i pijącego wodę. Był tak zmęczony, że na dalszą ucieczkę nie miał siły. Ja nie miałam siły ani mówić, ani stać. Myślałam, że wypluję płuca i oskrzela.
Bawiliśmy się daleko, daleko od wszelkich jezdni, ale to nie wystarczyło. Nie przewidziałam nowych okoliczności, przyzwyczajona nazbyt do powtarzających się bezpiecznych sytuacji w sforze, aż tu klops.
Mea culpa.
Po naszym powrocie Mela była dokładnie w tym samym miejscu, w którym ją zostawiłam. Bez ekscytacji, w pełnym zaufaniu, że po nią wrócę. Tak to sobie tłumaczę- najprawdopodobniej tak było, ale ja wiem, że tak serio- jest po operacji i boli ja noga. Dokąd miałaby biec?

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Po zajęciach w szkole

Badi zaczął chodzić do szkoły. Po kilkumiesięcznych zmaganiach moich, przyszła kryska na matyska. Będziemy jeździli na zajęcia indywidualne do Łodzi. Pierwsze wypadły całkiem nieźle. Badi oczywiście łapał wszystko w mig, ja- dużo wolniej. Podczas samodzielnych szkoleń popełniałam podobno mnóstwo błędów. Ciężko dostawać po głowie za coś, co według innej szkoly/osoby znającej się na sztuce nauczania  było O.K
Postanowiłam być opanowana i odporna psychicznie na krytykę i podporządkować się zaleceniom nauczyciela.  Po przespaniu się z nową wiedzą i zastosowaniu jej w praktyce stwierdzam, że DZIAŁA.
Tak podróżujemy:


Jeździmy na zajęcia indywidualne, a zajęcia grupowe mamy na swoim terenie, ze swoimi kumplami.
Chłopak ma potencjał i zamierzam korzystać z naszych pięciu minut szybkiego i trwałego uczenia się.



To tylko część "naszej sfory". Ostatnio naliczyłam 13 psów....

a tu robota dogorapeutyczna się trafiła, bo właściciel labka jest poważnie kontuzjowany

\

piątek, 17 czerwca 2011

Jest nieźle

Mela spokojnie przespała noc. Badi omija ja wielkim łukiem. Dziś była ze mną cały dzień w pracy. Miała tam ciszę i spokój (o ile można to tak nazwać). W każdym razie miała spokój od domowej sfory. Spała spokojnie  twardym snem. Zjadła prawie całą puszkę Royal  dla rekonwalescentów. Dostała leki i noga bolała dziś mniej. Będzie dobrze.

czwartek, 16 czerwca 2011

Po operacji

Nie spałam od 4 z minutami. Trochę nerwy, a trochę Badi, który miewa regularne niestrawności spowodowane zjedzeniem Bóg wie czego. Potem poszlo jak z płatka- autobus szósta trzydzieści, operacja od 9;00 do 10:30. Dostałam fory i z racji tego, że pracuję w lecznicy dla zwierząt a klinika jest kliniką zaprzyjaźnioną z naszą, mogłam być w sali operacyjnej podczas przygotowań do zabiegu, właściwie do momentu rozpoczęcia zabiegu. Ulotniłam się sama, bo c o jak co, ale swojej kruszynki w takim krwawym stanie oglądać nie chciałam. Nie znam tych wszystkich medycznych zawiłości, w każdym razie poprawiono Meli to, co się popsuło po pierwszym zabiegu. O 14:00 byłyśmy już w domu.
Pomimo podanych leków przeciwbólowych Mela znosi wszystko źle. Cały czas płacze. Nie wiem, czy za zimno jej, czy za gorąco...boli pewnie i uwiera, ale ja nic na to poradzić nie mogę.
Badzik dostał nowe kości, żeby tylko  małej nie przeszkadzał i czasem nie uraził.


wtorek, 14 czerwca 2011

Klienci z tupetem i przytupem 1

Klient nie lubi płacić za usługę. Zawsze wysyłał z psem córkę, która płaciła urywając zawsze te 5 zł z podanej ceny twierdząc, że tata nie dał więcej pieniędzy.I to prawda. Ostatnim razem, kiedy ojciec umawiał telefonicznie wizytę zapytał o cenę strzyżenia a ja , żeby sprawdzić ile ma zamiar zapłacić skrzętnie to sobie zapisałam przy dacie wizyty. Oczywiście znów zostało urwane o te 5 zł. Tym razem powiedziałam, co o tym myślę, i  że jest to ostatni raz.
Potem pomyśłałam, że w sumie bez sensu, bo co dziewczyna winna, że ojciec to cwaniak i sknera w jednym. Z drugiej strony- jest pełnoletnia i nie mam pewności czy to prawda i kto właściwie płaci za usługę- ojciec czy córka.
Córka obraziła się tak skutecznie, że teraz mijając mnie z psem na spacerze (mieszkamy w sąsiednich blokach) już mnie nie zna. Odwraca głowę gdy przechodzę. Czyli coś było na rzeczy ze zwracaniem uwagi.
Dziś, godzina 20 : 14 telefon. Dzwoni PAN! Bo wyjeżdża w poniedziałek tam i tam, i on mnie bardzo prosi o wciśniecie poza kolejką, nawet po godzinach!
Też dzwonicie po 20 do swojego fryzjera?
Oczywiście pana rozpoznałam po głosie (mam taki dar) i odmówiłam. Dwukrotnie usłyszałam, ze się na mnie zawiódł, powiedział głośne DO WIDZENIA i rzucił słuchawką.  
Ciekawe jaką zemstę przygotuje.

A ja chrzanię takich klientów. Nasz klient- nasz pan, ale wszystko ma swoje granice. Uważam, że w tych czasach łatwo można wpaść w pewną pułapkę- dla klienta wszystko a siebie i swoją pracę przestajemy szanować. W rezultacie, gdy my siebie nie szanujemy- inni też przestają.
Ja mam zasady.


1. Nie podejmować się pracy, której nie jestem w stanie wykonać (np. nie robię psów ważących więcej niż ja, bo znam swoją siłę i jej brak)
2. Nie pracuję w niedzielę i święta żeby nie wiem co!
3. Nie daję się zastraszać i podchodzić osobom próbujących szantażu. Ktoś zaczynający: bo jak mnie pani nie przyjmie to....- kończy odesłaniem z kwitkiem. Bo co? Jak mnie ktoś mówi NIE, to rozumiem, ewentualnie pytam jakie są powody.

......
i co z tego, że się taki ktoś na mnie zawiódł?
żeby tylko takie zawody nas spotykały w życiu byłoby całkiem nieźle, prawda?
a przejmować się nie mam zamiaru

niedziela, 12 czerwca 2011

Nie po mojej myśli

przebiegła wizyta w Płocku.
Jechałam przekonana, że lekarz poinformuje mnie o dobrym stanie nogi Meli, a o mnie powie- panikara. Niestety, tak się nie stało. Noga jest niestety niesprawna, zabieg zakończył sie niepowodzeniem i w najbliższy czwartek czeka nas powtórka. Wzięłam wolne od pracy, spisałam autobusy i wyruszamy z samiutkiego rana. Przykro mi, że mieliśmy pecha. U yorków tak się niestety zdarza. Często, ale ja miałam nadzieję, że na nas nie trafi. Trafiło na nas.
Idą upały, Mela źle znosi takie zabiegi i fizycznie i psychicznie...jestem załamana.
Dziękuję za Waszą troskę, trzymajcie kciuki!

A do wiosennego menu Badyla dołączają zdechłe krety i chrabąszcze majowe, na które należy polować i zjadać..... nie nadążam za nim.

czwartek, 9 czerwca 2011

Pogoda pod psem, ale na podróż idealna. Nieoczekiwanie wybieram się z Melą do doktora na kontrolę stanu nogi. Wprawdzie wolny piątek miałam przeznaczyć na przygotowania do ślubu i wesela mojej siostry, ale noga tez ważna. Czeka nas podróż do miasta oddalonego o jakąś godzinę drogi.Wprawdzie jest za wcześnie (podobno) na szacowanie stanu nóżki Meluszki, ale ja zaryzykuję. Nie chce jej używać, ciągle ja liże, itd. Lepiej dmuchać na zimne.

Welcome