środa, 5 stycznia 2011

Rozmyślania

Widząc wielką wojnę pomiędzy dogo i kyno terapeutami (szczerze mówiąc, ani jedno z tych określeń nie jest prawdziwe) zastanawiam się, czy Państwo za bardzo się nie zagalopowaliście?
Prawie wszystkie fundacje prędzej czy później organizują własne płatne szkolenia i kursy, prześcigając się w ilości godzin wykładów, ćwiczeń  i licytując się na znane z psich stron (gazet, blogów, szkół) nazwiska. Coraz więcej szkoleń, coraz więcej wolontariuszy, coraz mniej pracy z dziećmi ludzi, którzy coś na ten temat wiedzą i mają wielkie doświadczenie. Praktycy stali się teoretykami i produkują kolejnych teoretyków. (Niestety zaczyna to dotyczyć również wszelkich szkół i szkółek posłuszeństwa psów i behawiorystów).
Jako człowiek( załóżmy wolontariusz) mam 1500 szkoleń na temat dogoterapii czy kynoterapii i nie jestem tak na serio żadnym z nich. Za to jestem świetnie wykształconym teoretykiem! I jestem najważniejszy!

Toczy się zażarta walka na słowa. Po jednej stronie zwolennicy teorii, że najważniejszy jest pies- jego przygotowanie, jego dobrostan i samopoczucie. Po drugiej stronie zwolennicy teorii, że aby wyszkolić świetnie psa potrzeba coraz większej ilości kursów, kursików, szkoleń i seminariów, żeby przewodnik psa mógł zrobić z nim cuda. I znów kursy treserskie, behawioryści, przedszkola, seminaria, łapki, ogonki i szkolenia. Przeżuwanie przeżutego. Bo czy pozytywne metody szkolenia psów zmieniają się tak szybko, że trzeba ciągle coś zaliczać? Dlaczego nie wystarcza niektórym szkolenie psa przeprowadzone przez panią X albo Pana Y, potrzeba jeszcze trzech kolejnych, bo ilość godzin się nie zgadza....
Rozumiem jedno- pies się zmienia, pies zapomina i szkolenie trwa i trwa, jest to nieustanny trening. Mogę znać podstawy i ćwiczyć. Mogę nauczyć się  biegać i coś doskonalić, ale ja w odróżnieniu od psa nie potrzebuję jak w metodzie Callana cofać się i powtarzać, cofać i powtarzać skoro coś już umiem.
 Jak nie wiadomo o co chodzi- chodzi o pieniądze. Oczywiście, że chodzi o pieniądze. Im więcej chcę sobie wpisać zaliczonych kursów na stronę- tym więcej muszę pieniędzy wydać. Proste.
W każdym razie w tej opcji mam super hiper wykształconego psa. ( Znacie takie? Ja nie znam.)

I opcja trzecia, która ginie w internetowym potoku słów.
GDZIE JEST MIEJSCE DLA DZIECKA/PACJENTA?
CZY TO NIE JEST TAK, ŻE PACJENT/DZIECKO JEST W TYM WSZYSTKIM NAJWAŻNIEJSZE?
CZY POLACY ZAWSZE MUSZĄ DZIELIĆ WŁOS NA CZWORO?

Dziecko jest najważniejsze, dlatego dla dobra dziecka najpierw drodzy Państwo wyszkolcie się kierunkowo do pracy z dziećmi (dorosłymi) na porządnych studiach, z porządną praktyką; wyszkolcie psa (pieję również do siebie, bo mój psiok jeszcze w pieluchach), zacznijcie gdzieś praktykować ( z tym ciężko bardzo) a potem do pracy.

Wykształcenie kierunkowe mam, praktykę w szkole kilkuletnia mam, psa dopiero będę szkolić i dopiero zobaczę co wyjdzie z tego mojego zapału i psiej pracy. Nie będzie łatwo i może nic z tego nie wyjdzie pomimo ogromnych chęci i niemałych włożonych w projekt pieniędzy ( które nigdy się nie zwrócą, ale nie o to mi chodzi).
Super wyszkolony pies i super wyszkolony przewodnik psa nie oznacza, że dziecko/pacjent osiągnie sukces.


I jeszcze ciekawostka.
Miejsce: duże miasto w centrum Polski
Fundacja: X
Telefon do Ważnej Osoby w prężnie działającej fundacji w sprawie "umożliwienia odbycia praktyk i przyjrzenia się pracy działających w fundacji dogoterapeutów/kynoterapeutów".
Odpowiedź: NIE MA TAKIEJ MOŻLIWOŚCI. "Trzeba było uczyć się u nas, a nie u X. My robimy to krócej i za dużo mniejsze pieniądze a papierek macie taki sam".

sobota, 1 stycznia 2011

2011

Rok 2011 będzie rokiem zmian.
Piesek ma już tydzień. Trafi do mnie za około kolejnych dziesięć.
Wcale nie wiem, czy będzie pracował w dogo/kyno. Wybierzemy go spośród kilku, a ten jedyny będzie miał tylko predyspozycje. TYLKO. To, że pies jest predysponowany nie oznacza, że będzie pracował i jestem na taką przykrą ewentualność przygotowana od początku.
Bo cała reszta zależy od pracy, pracy i jeszcze raz pracy z psem. Psie przedszkole, tresura, socjalizacja, stworzenie więzi i przede wszystkim jego/jej zdrowie. Im bardziej zagłębiam się w temat tym więcej widzę pracy i różnych pułapek.
Zacznę od rzeczy prozaicznych- zakupu legowiska, misek i "osprzętu". Mela też niewątpliwie skorzysta na tych zakupach.

piątek, 31 grudnia 2010

Pożegnanie starego roku.

Mela nie zważając na różne niespodziewanki za oknem ( ostatni dzień roku 2010) wyciągnęła mnie na długi spacer. Ja miałam co prawda inny plan- inny czas trwania, inna trasa, itd. ale Mela jak prawdziwy TERRORysta zadecydowała sama. Do parkuuu!!! Do parku o tej porze chodzić nie lubię, ale pomyślałam, że skoro są tam górki i dzieciaki na sankach to pewnie jest bezpiecznie. I było. Mróz zelżał. Śnieg miękki i przyjemny. Mela była szczęśliwa. I tak ma być. Spacer jest dla psa a nie dla mnie. Ja spaceruje kilka razy dziennie bo muszę. Z Melą spacerować chcę. A Mela chce spacerować ze mną. Zrobiłam kilka fotek.
Mama zrobiła jej nowy sweterek. Oto premierowe wyjście:


niedziela, 26 grudnia 2010

Smocze dzieci

Dziś na forum o cavalierach pojawiły się zdjęcia Smoczych dzieci. Zdjęć jest kilka, wszystkie opisane na forum, ale wklejam tu dla potomności:


sobota, 25 grudnia 2010

Hurra!

24 grudnia 2010 roku przyszły na świat maluszki:
2 dziewczynki i dwóch chłopców
- wszystkie tricolor.
Najśmieszniejsze jest to, że poprzedniej nocy śniło mi się, 
że urodziły sie maluszki 
a w wigiljiny wieczór mój brat ze swoja dziewczyną zakomunikowali, 
że spodziewają się dzidziusia!

niedziela, 19 grudnia 2010

1

Na kolejnym zjeździe miałam przyjemność pracować z Sheherezade, czyli Szeri- babcia mojego przyszłego maluszka. Cheri jest slowerką, bardzo przyjazna dla człowieka. Zna wiele sztuczek, które można między innymi wykorzystywać w dogoterapii.
Tu dosyć niefortunne zdjęcie- wygląda jak kosmita.


czwartek, 9 grudnia 2010

Wynik poszukiwań

Znalazłam!
Hodowla SZWAJCARIA CHODZIESKA spełnia moje oczekiwania.

Pani Beata jest przemiłą, aczkolwiek asertywna i konkretna osobą. Zostałam dyskretnie przepytana o warunki jakie mogę zapewnić pieskowi, wiele powiedziałam o sobie. Uzyskałam wszelkie potrzebne informacje. Wszystko  w duchu życzliwości i zaufania. I jestem oficjalna kandydatka na psią mamę dla maluszka !

Dla mnie priorytetem  będą predyspozycje psiaka, to znaczy, że moje marzenia nie muszą być spełnione, oby tylko piesio miał dobry start.
A marzenia- suczka tricolor. Zdarzyć może się wszystko. Może urodzą się same pieski, albo same suczki  kasztanowo-białe. Nigdy nie wiadomo. Może będzie to kasztanowo-biały chłopak? Tego nie wiem. Jestem gotowa na wszystko. Jak matka, która czeka na narodziny dzieciątka nie znając jego płci.
Jestem szczęśliwa!

Tutaj przykładowe zdjęcia dorosłych osobników: blenheim (taka jest mamusia) oraz tricolor (kolor tatusia).
Zdjęcia znalezione w internecie min. tutaj



Welcome