Tez mają się nieźle.
Pages
Etykiety
moje psiaki
Badi
rozterki groomerki
azylanci
wierszyki
wystawy
szkolenia
mela
moje świnki/my cavies
edukacja z psem
przemyślenia
pogryzienia
szwajcaria
Airedale terrier
choroby genetyczne
dlaczego z rodowodem
egzaminy
fryzury
gadżety
imprezy
kumple
o mnie
problemy wychowawcze
profilaktyka pogryzień
różne
shih-tzu
socjal
urodziny
wakacje
zabawki
zdrowie
sobota, 6 marca 2010
piątek, 5 marca 2010
Kilka fotek
Maluchy rosną jak na drożdżach....
Oto Gucio zwany przez Martę WACIKiem
Tu stadko wacików ...czyli GAGA i GIENIA
Oto Gucio zwany przez Martę WACIKiem
On rzeczywiście wygląda jak wacik!
a tu specjalna sesja Gieni-powstała w celu prezentacji jej czerwonych oczu...a właściwie różowych...
Oczywiście Zmorka tez musiała się zaprezentować...
A tutaj GAGA i prezentacja jej dodatkowego wirku
Tu stadko wacików ...czyli GAGA i GIENIA
Wacik GUCIO od kilku dni zamieszkuje z FABRICIO. Świetnie się dogadują, oczywiście Fabri uczy wszystkiego co złe naszego maluszka...Oj, zanim trafi on do nowego domu to nasiąknie nasiąknie...nawykami Fabri.
sobota, 27 lutego 2010
Trudny poród...
Trzy tygodnie temu moja Baba zaczęła się dziwnie zachowywać. Kładła się na boku, albo na plecach i w dziwaczny sposób przebierała tylnymi nogami. Było to niepokojące na tyle, że poszłam z nią do lecznicy weterynaryjnej. Po wstępnych oględzinach stwierdziliśmy, że nie widać żadnych niepokojących objawów.świnka miała apetyt, piła wodę.
Karolina (Hodowla Pinacolada) powiedziała wtedy, że świnka prawdopodobnie za kilka dni będzie miała ciężki poród. Płody źle się ułożyły i świnka próbuje to zmienić. Terminu krycia nie widziałam, pozostało mi tylko czekanie. W środę wieczorem rozpoczął się poród. Wyszła głowa malucha, ale od samego początku wiedziałam, że Bab nie urodzi sama. Próbowałam pomagać jak się dało, wreszcie pojechałam do lecznicy. Po otworzeniu transportera okazało się, że Baba urodziła jednak (i na szczęście) własnymi siłami. Naszym oczom ukazał się wielki prosiak. Po zważeniu okazało się, że osiągnął wagę 200 gram.
Zwykle świnki rodzące się u mnie w hodowli ważyły około 100 gram, a w ostatnim miocie po 120 gram, ale ten osobnik był ogromny.
Mierzył około 15 cm długości. Był martwy.
Kolor -lila, złoty, biały, tak jak świnka Gienia z miotu "G".
Więcej maluchów nie było.
Długo zastanawiałam się, czy pokazać tu fotografię, ale dlaczego nie? Nie co dzień zdarza się, żeby świnka własnymi siłami zdołała wydać na świat takiego dziwaka. Szkoda malucha, ale najważniejsze, że Babie nic się nie stało, niepotrzebna była cesarka. Po kilku dniach stwierdzam, że Baba czuje się dobrze-je, pije, zachowuje się normalnie. Jestem szczęśliwa, że mimo wszystko dla niej ta historia skończyła się dobrze.
wtorek, 16 lutego 2010
wtorek, 9 lutego 2010
Źle zadawane pytania
Źle stawiane pytania powodują uzyskiwanie dziwnych odpowiedzi..
Dzwoni telefon:
-Dzień dobry, chciałbym umówić pieska
-Dzień dobry. Jaki to piesek?
-Biały!
-A konkretnie?
-Konkretnie PIKUŚ!
Dzwoni telefon:
-Dzień dobry, chciałbym umówić pieska
-Dzień dobry. Jaki to piesek?
-Biały!
-A konkretnie?
-Konkretnie PIKUŚ!
piątek, 5 lutego 2010
Drugie urodziny!
W dniu dzisiejszym hodowla MELA MI obchodzi drugą rocznicę powstania.
Z tej okazji życzę moim świnkom, aby rosły zdrowo!
Fotografia by PYZA* (flickr)
poniedziałek, 1 lutego 2010
Zasady
W moim gabinecie/kąciku (nie w SALONIE i nie w STUDIO) panuje jedna podstawowa zasada:
jeśli klient nie chce-nie musi wychodzić na czas trwania zabiegu.
Pięć lat temu usłyszałam i nadal czytam na różnych forach, że właściciel psa powinien obowiązkowo wychodzić z sali. Tłumaczono to tym, że zwierzak , który nie widzi pana jest spokojniejszy. To prawda. Odkryłam jednak coś innego. Tak na prawdę nie chodzi o "nie widzenie pana". Wystarczy, że właściciel nie będzie się do psa odzywał, nie będzie do niego mówił, nie będzie dotykał psa , w skrajnych przypadkach- nie będzie utrzymywał z psem kontaktu wzrokowego. To wystarczy. Brzmi strasznie, ale ma plusy.
1. pies jest tak samo spokojny, jak wówczas, gdy pana nie widzi
2. właściciel widzi jak piesek się zachowuje, czy jest spokojny, czy stwarza problemy, widzi stopień ewentualnego zaniedbania psa i wysiłek jaki wkładam w swoją pracę.
3. mogę z właścicielem przez ten czas porozmawiać. Dowiaduję się nie tylko o faktach z życia zwierzaka, ale właściciele przywiązują się do miejsca i osoby, poznajemy się bliżej i tak rodzi się również zaufanie.
Jeśli właściciel mimo wszystko łamie te zasady-mówi do psa, próbuje go pocieszać, dotykać, patrzy mu w oczy- wypraszam. Trudno.
Z czasem rzeczywiście jest tak, że sami wola zostawić psiaka i jechać pozałatwiać swoje sprawy, jednak dokładnie połowa przychodzi po prostu na pogaduchy.
Dla mnie największym wyróżnieniem jest to, gdy ktoś przychodząc na wizytę weterynaryjną z psiakiem do naszej lecznicy, zajrzy do mnie żeby powiedzieć dzień dobry. Niektóre psiaki same uciekają z gabinetu weterynaryjnego do mnie i zadowolone chowają się pod stołem. Super sprawa!
jeśli klient nie chce-nie musi wychodzić na czas trwania zabiegu.
Pięć lat temu usłyszałam i nadal czytam na różnych forach, że właściciel psa powinien obowiązkowo wychodzić z sali. Tłumaczono to tym, że zwierzak , który nie widzi pana jest spokojniejszy. To prawda. Odkryłam jednak coś innego. Tak na prawdę nie chodzi o "nie widzenie pana". Wystarczy, że właściciel nie będzie się do psa odzywał, nie będzie do niego mówił, nie będzie dotykał psa , w skrajnych przypadkach- nie będzie utrzymywał z psem kontaktu wzrokowego. To wystarczy. Brzmi strasznie, ale ma plusy.
1. pies jest tak samo spokojny, jak wówczas, gdy pana nie widzi
2. właściciel widzi jak piesek się zachowuje, czy jest spokojny, czy stwarza problemy, widzi stopień ewentualnego zaniedbania psa i wysiłek jaki wkładam w swoją pracę.
3. mogę z właścicielem przez ten czas porozmawiać. Dowiaduję się nie tylko o faktach z życia zwierzaka, ale właściciele przywiązują się do miejsca i osoby, poznajemy się bliżej i tak rodzi się również zaufanie.
Jeśli właściciel mimo wszystko łamie te zasady-mówi do psa, próbuje go pocieszać, dotykać, patrzy mu w oczy- wypraszam. Trudno.
Z czasem rzeczywiście jest tak, że sami wola zostawić psiaka i jechać pozałatwiać swoje sprawy, jednak dokładnie połowa przychodzi po prostu na pogaduchy.
Dla mnie największym wyróżnieniem jest to, gdy ktoś przychodząc na wizytę weterynaryjną z psiakiem do naszej lecznicy, zajrzy do mnie żeby powiedzieć dzień dobry. Niektóre psiaki same uciekają z gabinetu weterynaryjnego do mnie i zadowolone chowają się pod stołem. Super sprawa!
Subskrybuj:
Posty (Atom)














