niedziela, 18 października 2009

DON





I jeszcze raz DON-ze specjalnymi pozdrowieniami dla Piotrka!

dyzur

..więc rozpoczynam niepisany "dyżur weterynaryjny". W naszym małym mieście nie ma żadnego gabinetu weterynaryjnego otwartego cała dobę. Są świąteczne dyżury, ale czasem zdarza się tak, że zwierzak zachoruje akurat poza godzinami otwarcia. Wtedy potrzebujący zaczyna intensywnie myśleć i wymyśla, że fryzjer pomoże! Całkiem logiczne. Jest to powód dla którego odbieram telefony o dziwnych porach dnia i nocy. 70 % przypadków to próby umówienia psa na strzyżenie- i to mi się w głowie nie mieści. Ja nie umawiam się do mojej fryzjerki albo kosmetyczki w niedzielę rano albo w późny sobotni wieczór. Zwykle kulturalnie mówię, że nie mam kalendarza w domu i proszę o zadzwonienie w godzinach przyjęć. Przecież nie będę opieprzać, a inaczej się nie oduczą dzwonienia kiedy się przypomni...

Odebrałam telefon przed ósmą rano w dzisiejsza niedzielę i miałam rację... Potrzebna była pomoc. Suczka nie mogła urodzić siłami natury. Ściągnęłam kolegę na dyżur, asystowałam przy zabiegu i przed dziewiątą zostałam matką chrzestną czterech yoreczków.

FELICITA

Po długim oczekiwaniu przedstawiam Państwu- oto FELICITA MelaMi. Długo dorastała w ukryciu, a to  z powodu pewnych nieoczekiwanych przeciwności losu. Odchowana na butelce! Dziś waży 300g i jest moim wielkim skarbem.


sobota, 10 października 2009

Nuuudy...

Nudno. Oprócz tego, że Dario dostał hamak, a Badżidżowi został odebrany hamak-nic się nie zmieniło. Jeśli macie zamiar pokazywać długowłose świnki na wystawach-zapomnijcie o otwartych klatkach i hamakach. Wskakiwanie i zeskakiwanie,połączone z tarciem rantem o brzuch cholernie niszczy włos. A Dario skorzystał.
Teraz godzinami się wyleguje.


sobota, 3 października 2009

Fabricio "na swoim"

W związku z błyskawicznym dojrzewaniem płciowym Fabricio, molestowaniem seksualnym swojej mamusi (nieźle skoro ma niecałe 3 tygodnie życia), co staje się niezwykle groźne dla niego  (niezła z niej maszyna), został wyekspediowany do nowego domku. Płakał cały dzień. Próba zamieszkanie z Elmo nie powiodła się (nie ma zaskoczenia, który samiec chciałby mieszkać z konkurentem?).
Myślałam, że jako większe maluchy samce zamieszkają razem, ale Francesco odszedł 25 września.
Reszta trzyma się dobrze.


czwartek, 1 października 2009

Jesteśmy

Dla tych, co zaglądają-spokojnie-jesteśmy, nic się nie dzieje ciekawego po prostu. Chłopaki wylegują się na hamakach, maluszki brykają (nawet zaloty słyszałam). jedza, jedzą i jedzą..... i bobczą.

Pozdrowienia od Melusi, która ze swoją nową zabawką się nie rozstaje po prostu:


 

niedziela, 27 września 2009

Na ostro

Maks jest sznaucerem miniaturowym o umaszczeniu pieprz/sól. Doskonale pamiętam jego pierwszą wizytę u mnie. Jego właścicielka umawiając się ze mną zaznaczyła, że Maks był zawsze strzyżony w mieście X u pani Y, ale pani zachorowała i mają problem-pies nie akceptuje żadnego fryzjera. Rzeczywiście- pani z pieskiem zjawiła się w umówionym terminie, przekroczyli próg, po czym pies urządził taka awanturę, że po 5 minutach poszli do domu.
Wrócili po miesiącu. Powiedziałam "A".
Odtąd każde nasze spotkanie było koszmarem. Ja bez doświadczenia z trudnymi psami, Maks napalony i gryzący, właścicielka z własną wizją fryzury.... Strzyżenie polegało mniej więcej na szybkim "przejechaniu" grzbietu maszynką i ciachaniu nożyczkami włosów na łapach "gdzie się da". O psyku nie wspomnę. Dotykać Maksia nie było wolno. Gryzł jak cholera a trudno strzyc sznaucera w kagańcu....

Mniej więcej po dwóch latach takich przepychanek zdarzyło się, że...czułam się bardzo źle. Maks był ostatnim klientem a ja myślałam tylko o tym, żeby położyć się do łóżka. W pewnym momencie pies rzucił się na moja rękę. Ku mojemu zdziwieniu zareagowałam ostro. Nie, nie uderzyłam i nie waliłam po stole. Złapałam go stanowczo i przytrzymałam. Maks zbaraniał. Dokończyłam pracę i co więcej zdjęłam psa ze stołu. Sprawa do tej pory nie do załatwienia. Po przyjściu do domu okazało się, skąd ta nagła odwaga- miałam 41 stopni gorączki, a dwa dni później trafiłam do szpitala...

Kolejne strzyżenia wyglądały coraz lepiej. Jeszcze pokazywał zęby, ale już się go nie bałam.

Doszliśmy do porozumienia. Mogę Maksa dotykać gdzie chcę- nie przejawia agresji. Nadal nie lubi czesania łap- ale jest to wykonalne bez uszczerbku na moim zdrowiu. Czesania brody nie akceptuje. Dokonuje tego chyba cudem.
Przez wszystkie te lata nigdy nie użyłam przy strzyżeniu Maksa kagańca. Osoby obserwujące nas w akcji mówią : Jaki spokojny piesek". Może i tak, a według mnie Maks po prostu się zestarzał i złagodniał, a ja nabrałam troszkę doświadczenia .Żadne cuda.

Welcome