Po długim oczekiwaniu przedstawiam Państwu- oto FELICITA MelaMi. Długo dorastała w ukryciu, a to z powodu pewnych nieoczekiwanych przeciwności losu. Odchowana na butelce! Dziś waży 300g i jest moim wielkim skarbem.
Pages
Etykiety
moje psiaki
Badi
rozterki groomerki
azylanci
wierszyki
wystawy
szkolenia
mela
moje świnki/my cavies
edukacja z psem
przemyślenia
pogryzienia
szwajcaria
Airedale terrier
choroby genetyczne
dlaczego z rodowodem
egzaminy
fryzury
gadżety
imprezy
kumple
o mnie
problemy wychowawcze
profilaktyka pogryzień
różne
shih-tzu
socjal
urodziny
wakacje
zabawki
zdrowie
niedziela, 18 października 2009
sobota, 10 października 2009
Nuuudy...
Nudno. Oprócz tego, że Dario dostał hamak, a Badżidżowi został odebrany hamak-nic się nie zmieniło. Jeśli macie zamiar pokazywać długowłose świnki na wystawach-zapomnijcie o otwartych klatkach i hamakach. Wskakiwanie i zeskakiwanie,połączone z tarciem rantem o brzuch cholernie niszczy włos. A Dario skorzystał.
Teraz godzinami się wyleguje.
Teraz godzinami się wyleguje.
sobota, 3 października 2009
Fabricio "na swoim"
W związku z błyskawicznym dojrzewaniem płciowym Fabricio, molestowaniem seksualnym swojej mamusi (nieźle skoro ma niecałe 3 tygodnie życia), co staje się niezwykle groźne dla niego (niezła z niej maszyna), został wyekspediowany do nowego domku. Płakał cały dzień. Próba zamieszkanie z Elmo nie powiodła się (nie ma zaskoczenia, który samiec chciałby mieszkać z konkurentem?).
Myślałam, że jako większe maluchy samce zamieszkają razem, ale Francesco odszedł 25 września.
Reszta trzyma się dobrze.
Myślałam, że jako większe maluchy samce zamieszkają razem, ale Francesco odszedł 25 września.
Reszta trzyma się dobrze.
czwartek, 1 października 2009
Jesteśmy
Dla tych, co zaglądają-spokojnie-jesteśmy, nic się nie dzieje ciekawego po prostu. Chłopaki wylegują się na hamakach, maluszki brykają (nawet zaloty słyszałam). jedza, jedzą i jedzą..... i bobczą.
Pozdrowienia od Melusi, która ze swoją nową zabawką się nie rozstaje po prostu:
Pozdrowienia od Melusi, która ze swoją nową zabawką się nie rozstaje po prostu:
niedziela, 27 września 2009
Na ostro
Maks jest sznaucerem miniaturowym o umaszczeniu pieprz/sól. Doskonale pamiętam jego pierwszą wizytę u mnie. Jego właścicielka umawiając się ze mną zaznaczyła, że Maks był zawsze strzyżony w mieście X u pani Y, ale pani zachorowała i mają problem-pies nie akceptuje żadnego fryzjera. Rzeczywiście- pani z pieskiem zjawiła się w umówionym terminie, przekroczyli próg, po czym pies urządził taka awanturę, że po 5 minutach poszli do domu.
Wrócili po miesiącu. Powiedziałam "A".
Odtąd każde nasze spotkanie było koszmarem. Ja bez doświadczenia z trudnymi psami, Maks napalony i gryzący, właścicielka z własną wizją fryzury.... Strzyżenie polegało mniej więcej na szybkim "przejechaniu" grzbietu maszynką i ciachaniu nożyczkami włosów na łapach "gdzie się da". O psyku nie wspomnę. Dotykać Maksia nie było wolno. Gryzł jak cholera a trudno strzyc sznaucera w kagańcu....
Mniej więcej po dwóch latach takich przepychanek zdarzyło się, że...czułam się bardzo źle. Maks był ostatnim klientem a ja myślałam tylko o tym, żeby położyć się do łóżka. W pewnym momencie pies rzucił się na moja rękę. Ku mojemu zdziwieniu zareagowałam ostro. Nie, nie uderzyłam i nie waliłam po stole. Złapałam go stanowczo i przytrzymałam. Maks zbaraniał. Dokończyłam pracę i co więcej zdjęłam psa ze stołu. Sprawa do tej pory nie do załatwienia. Po przyjściu do domu okazało się, skąd ta nagła odwaga- miałam 41 stopni gorączki, a dwa dni później trafiłam do szpitala...
Kolejne strzyżenia wyglądały coraz lepiej. Jeszcze pokazywał zęby, ale już się go nie bałam.
Doszliśmy do porozumienia. Mogę Maksa dotykać gdzie chcę- nie przejawia agresji. Nadal nie lubi czesania łap- ale jest to wykonalne bez uszczerbku na moim zdrowiu. Czesania brody nie akceptuje. Dokonuje tego chyba cudem.
Przez wszystkie te lata nigdy nie użyłam przy strzyżeniu Maksa kagańca. Osoby obserwujące nas w akcji mówią : Jaki spokojny piesek". Może i tak, a według mnie Maks po prostu się zestarzał i złagodniał, a ja nabrałam troszkę doświadczenia .Żadne cuda.
Wrócili po miesiącu. Powiedziałam "A".
Odtąd każde nasze spotkanie było koszmarem. Ja bez doświadczenia z trudnymi psami, Maks napalony i gryzący, właścicielka z własną wizją fryzury.... Strzyżenie polegało mniej więcej na szybkim "przejechaniu" grzbietu maszynką i ciachaniu nożyczkami włosów na łapach "gdzie się da". O psyku nie wspomnę. Dotykać Maksia nie było wolno. Gryzł jak cholera a trudno strzyc sznaucera w kagańcu....
Mniej więcej po dwóch latach takich przepychanek zdarzyło się, że...czułam się bardzo źle. Maks był ostatnim klientem a ja myślałam tylko o tym, żeby położyć się do łóżka. W pewnym momencie pies rzucił się na moja rękę. Ku mojemu zdziwieniu zareagowałam ostro. Nie, nie uderzyłam i nie waliłam po stole. Złapałam go stanowczo i przytrzymałam. Maks zbaraniał. Dokończyłam pracę i co więcej zdjęłam psa ze stołu. Sprawa do tej pory nie do załatwienia. Po przyjściu do domu okazało się, skąd ta nagła odwaga- miałam 41 stopni gorączki, a dwa dni później trafiłam do szpitala...
Kolejne strzyżenia wyglądały coraz lepiej. Jeszcze pokazywał zęby, ale już się go nie bałam.
Doszliśmy do porozumienia. Mogę Maksa dotykać gdzie chcę- nie przejawia agresji. Nadal nie lubi czesania łap- ale jest to wykonalne bez uszczerbku na moim zdrowiu. Czesania brody nie akceptuje. Dokonuje tego chyba cudem.
Przez wszystkie te lata nigdy nie użyłam przy strzyżeniu Maksa kagańca. Osoby obserwujące nas w akcji mówią : Jaki spokojny piesek". Może i tak, a według mnie Maks po prostu się zestarzał i złagodniał, a ja nabrałam troszkę doświadczenia .Żadne cuda.
wtorek, 22 września 2009
Przełom
Była poprawa maluszka i zniknęła około południa. Przestał jeść nawet stały pokarm. I oto proszę Państwa, kiedy już zaczynałam zastanawiać się nad skróceniem cierpień-ZACZĄŁ PIĆ MLEKO!
To wielkie wydarzenie. Jest bardzo wygłodniały. Przyssał się do strzykawki a jego jedzenie nie ma końca. Wróciła wielka wola życia i nadzieja, że będzie już tylko lepiej. Nie można się zbyt szybko poddawać.
To wielkie wydarzenie. Jest bardzo wygłodniały. Przyssał się do strzykawki a jego jedzenie nie ma końca. Wróciła wielka wola życia i nadzieja, że będzie już tylko lepiej. Nie można się zbyt szybko poddawać.
Oto kolekcja zdjęć "talerzykowych"
W zwykłej miseczce:
Maleństwo na babcinym-maluszkowym talerzyku:
I Maluszek a'la Rosenthal:
Mam nadzieję, że osoba obdarowująca mnie w zeszłym roku zestawem (bo jest reszta) z ostatniego zdjęcia nie padnie trupem, jak to zobaczy.
AGUŚ, wiesz przecież, że TO NIE SĄ ZWYKŁE ŚWINKI!
To są świnki prawie własną piersią wykarmione!
poniedziałek, 21 września 2009
Randka, randka!
Przedstawiam najnowsza parkę, która nie miała się ku sobie, ale ..siła wyższa (czyli rodzice, czyli Agata i Piotr zadecydowali za nich hehe). DON QUICHOTTE miał być subtelny-a on prawdziwy MACHO. Wie, po co zamieszkał z panną na wydaniu. DODA tego nie wiedziała, ale lada dzień się dowie. Na razie próbuje swoich damskich sztuczek: a to głowa ja boli, a to śpi, to znów zajęta jedzeniem jest.
Rujka jednak zbliża się wielkimi krokami.
Rujka jednak zbliża się wielkimi krokami.
Życzymy wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!
Subskrybuj:
Posty (Atom)













